środa, 14 listopada 2012

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" - E.L. James

Wydawnictwo: Sonia Draga, 2012.
Liczba stron: 608.
Rozpoczęcie lektury: 13.11.2012.
Zakończenie lektury: 14.11.2012.
Moja ocena: 2/10.

O, święty Barnabo! Co to, u licha, miało być?!

Wiedziałam, że prędzej czy później dopadnę "Pięćdziesiąt twarzy Greya". W dobie niezwykłej popularności tej książki, która, kompletnie nie mam pojęcia, z czego wynikła, nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Przeczuwałam jednak, że się zawiodę. Zawiodę... co za banalne słowo... Do teraz nie mogę uwierzyć, że udało mi się przebrnąć przez tę powieść, a raczej pseudopowieść. Nie mogę też pojąć, jakim cudem to coś zostało w ogóle wydane. I w jakim celu, bo to, co E.L. James zaprezentowała w swym utworze, nie wnosi do życia ludzkiego nic a nic, nie wzbudza żadnych emocji poza niedowierzaniem, litością, może nawet obrzydzeniem. Halequiny to przy tym arcydzieła. To podobno hipnotyczna, erotyczna, ociekająca seksem powieść. Poza seksem - ani hipnotyczna, ani erotyczna. Odnoszę wrażenie, że ktoś tu pomylił erotykę z pornografią. I nawet nie chce mi się myśleć, że miałaby powstać ekranizacja "Pięćdziesięciu twarzy Greya" - porno z Ryanem Goslingiem w roli głównej kasowym hitem filmowym? Aż ciary przechodzą, podziękuję...

No ale do rzeczy - o czym jest ta książka? O perwersyjnych upodobaniach seksualnych dwudziestosiedmioletniego Christiana Greya, w którym rzekomo zakochuje się dwudziestojednoletnia głupiutka studentka literatury, Anastasia Steele, nie wiedząc jednak, cóż począć z tym tajemniczym mężczyzną i jego zachciankami. Oboje poznają się podczas wywiadu dla pewnej gazety studenckiej. Ona zadaje pytania, on na nie odpowiada, ale od pierwszej chwili między nimi iskrzy, rzecz jasna. Ach! I chociaż czytelnik nie wie nic na temat wyglądu Greya poza tym, że jest niebiańsko piękny, przystojny, pachnący i ma szare oczy, a włosy koloru miedzianego, to biedna Anastasia traci dla niego głowę i jej policzki na przemian się rumienią, pąsowieją, płoną, robią się czerwone, różowe, purpurowe i szkarłatne. Autorka dobitnie zwraca na to uwagę w co drugim zdaniu, przynajmniej w dwóch pierwszych rozdziałach powieści. Doszłam do wniosku, że to jedno z ulubionych wyrażeń E.L. James. Ana + Christian? Och! To raczej niemożliwe... A jednak! Ich drogi krzyżują się ponownie - to chyba jakieś przeznaczenie! Aż tu nagle Grey stwierdza, że nie jest on odpowiednim chłopakiem dla Any. O, mój Boże, dlaczego?! Bo ma pewne sekrety i styl bycia, który przeraziłby ją w mgnieniu oka. Czyżby? Ana oczywiście nie ustępuje, zakochana w pięknym mężczyźnie, pragnie poznać go bliżej. No i poznaje, a przynajmniej jego plany względem niej samej...

Okazuje się, że Christian ma słabość, choć to zbyt delikatnie napisane, do dzikiego, ostrego, wyuzdanego seksu i dominacji nad partnerką. Ale Anastasia, kompletnie niedoświadczona w tych sprawach, przyjmuje tę wiadomość niemalże ze stoickim spokojem. Jest tak zafascynowana Greyem, że już na samą myśl o nim nieświadomie - ale jakże zmysłowo - zagryza wargę, a mięśnie jej podbrzusza rozkosznie się zaciskają. A po pierwszych doświadczeniach łóżkowych te nowe "umiejętności" dziewczyny - będące zarazem kolejnymi ulubionymi zwrotami pisarki - dają o sobie znać na okrągło. Za każdym razem, gdy szczytuje - po podniecających słowach kochanka "dojdź dla mnie, mała!" - rozpada się na maleńkie kawałki. Ale potem jakimś trafem zbiera się do kupy. A szkoda, mogłaby rozpaść się raz, ale porządnie, byłby z nią, jej wielce niewyparzoną buzią i "wewnętrzną boginią" żądną seksu, święty spokój.

Anastasia to niezwykle rozdarta wewnętrznie osoba. Przyczyną tego rozdarcia jest oczywiście Christian, bardzo skomplikowany, zmienny, dziwny i "popieprzony na pięćdziesiąt sposobów", jak twierdzi dziewczyna, człowiek. Pragnie być Panem, z kolei Ana ma być jego Uległą i spełniać jego nienasycone wymagania dotyczące seksu, balansujące na granicy bólu i rozkoszy. On bowiem się pieprzy, nie kocha. Nastrój Greya zmienia się z sekundy na sekundę i biedna Ana jest całkowicie wygłupiona. Podejrzewam, że niejeden czytelnik byłby również, przynajmniej ja miałam tego wszystkiego powyżej uszu. Doprawdy nie rozumiem, co kryje się za tą dwójką bohaterów. Co oni sobą reprezentują? Na co E.L. James chciała zwrócić uwagę, powołując do życia tę nieszczęsną książkę? Na poniżanie kobiet? Ich chęć do uległości, jeśli chodzi o pożycie seksualne? A może miała nadzieję na to, że żeńska część odbiorców rozkwitnie i stanie się demonami żądzy w sypialni i nie tylko? A co z mężczyznami? Czy "Pięćdziesiąt twarzy Greya" wniosłoby do ich życia i sfery przyjemności coś więcej aniżeli internetowe strony z opowiadaniami erotycznymi czy RedTube? Raczej mało prawdopodobne...

Ponadto język. Tak fatalnie napisanej książki chyba jeszcze nie czytałam. E.L. James operuje bardzo ubogim zasobem słownictwa, okropnie infantylnym i przyprawiającym o mdłości. Fabuła utworu stoi niemalże w miejscu - najważniejsza jest kwestia "związku" Any i Christiana, którego autorka i tak nie potrafi dostatecznie dobrze, szczegółowo opisać, stwierdzić, co jest w nim nie tak, a co w porządku. Powtórzeń dotyczących zachowania bohaterów jest od groma. Ciągle zagryzają oni wargi, umierają z głodu albo nie są głodni, spuszczają wzrok i gapią się na swoje dłonie albo zaciskają usta w wąską linię. Jeden wielki bełkot. Nawet postaci drugoplanowe - jak znajomi Any, jej rodzina i rodzina Greya - nie zostały porządnie wykreowane. Są płaskie, bez wyrazu, ich charakterystyka sprowadza się do zaledwie paru zdań. Wielka szkoda, bo chociaż ojczyma Any, Raya, chętnie poznałabym bliżej.

Jedyne plusy mogę przyznać ciekawej okładce, w miarę wciągającym pierwszym kilkunastu rozdziałom, sprawiającym wrażenie "normalnych" wątkom pobocznym, których było niewiele, no i faktowi, iż po zakończeniu czytania "Pięćdziesięciu twarzy Greya" jest się ciekawym dalszych losów tych pokręconych bohaterów. Nie wiem jednak, czy kiedykolwiek znajdę w sobie tyle siły i cierpliwości, by sięgnąć po "Ciemniejszą stronę Greya" - chyba za dużo zachodu. Fenomen trylogii E.L. James jest i chyba zawsze pozostanie dla mnie zjawiskiem niepojętym.

Niechaj wszelkie utrapienia czytelników wynikające z lektury tego zjawiska odejdą w zapomnienie, o, święty Barnabo!

24 komentarze:

  1. Twoja recenzja w ogóle mnie nie zdziwiła, gdyż nie widziałam chyba ani jednej, która zachwalałaby tę książkę, lub przynajmniej dała jej ocenę przeciętnej :) jedyne pozytywne słowa padły z ust mojej koleżanki z pracy, która była zachwycona... :) hmm... ja swojej opinii na temat tej książki nie mam, gdyż jej nie czytałam i szczerze mówiąc wcale nie mam zamiaru jej sobie wyrabiać... :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja czytałam fragmentami i potraktowałam tę książkę podobnie, jak i Ty. Już dawno doszłam do wniosku, że jak masy się czymś zachwycają, to zazwyczaj jest to kicz nad kiczami, ale wciąż pragnę wierzyć, że kiedyś prawdziwą popularność zdobędzie literatura, która ma szansę wnieść coś do życia człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mnie się wydaje,że ta książka jest popularna właśnie przez złe recenzje:)Co by nie mówić recenzji jest mnóstwo i każdy,kto ją opisuje musiał ją przeczytać.Też czytałam a raczej przebrnęłam, chociaż nie do końca,bo recenzji nie chciałam pisać a męczyć się na darmo też szkoda:D Całkowicie się zgadzam z jej opisem.Szkoda drzew,które na nią poszły.
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hahaha, świetnie Ci wyszła ta recenzja, lekko ale z pazurem, podpisuję się pod nią rękoma i nogami :) I także nie rozumiem fenomenu, naprawdę czemu ludzie to kupują? Jeśli w tym kierunku ma iść współczesna literatura, to obawiam się, że nie przypadkowo spada czytelnictwo... ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się z Tirindeth ja też nie rozumiem fenomenu. Choć ja nawet nie próbuję, bo książki nie czytałam i nie zamierzam. Już po pierwszej recenzji na którą się natknęłam i przeczytaniu w niej słów "O święty Barnabo" wiedziałam, że to będzie porażka. Widać nawet od powiedzenia, że "nie wolno oceniać książki po okładce" jest wyjątek od reguły:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Co prawda jest to kiczowata książka i po kilkunastu stronach też miałam ochotę zrezygnować z dalszego jej czytania, ale w końcu mnie wciągnęła i przeczytałam do końca. Z jednej strony pozostał niesmak po kiepskiej książce, z drugiej strony trudno mi było się z nią rozstawać i jestem ciekawa dalszych losów głównych bohaterów. Ale czy pozostałe książki będą w stanie mnie zainteresować, skoro poziom pierwszej części nie był zadowalający? To już się okaże...

    OdpowiedzUsuń
  7. Toć się pośmiałam ;)I pomyśleć, że czytałam w oryginale i zubożyłam siebie o ,,świętego Barnabę". Polskie, ponoć tragiczne tłumaczenie najwyraźniej dopełniło dzieła nad tym tragicznym tytułem. Tak na marginesie: Mam wrażenie, że w Polsce Grey-mania się jakoś nie przyjęła, wystarczy przeczytać kilka (dobra, kilkanaście) recenzji, żeby zobaczyć, że niewiele osób jest zachwyconych, tak na dobrą sprawę. Zastanawiam się, dlaczego tak się stało?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzecz jasna, z paroma recenzjami się zapoznałam, szczególnie tymi na LC, i widać, że osoby, którym ta książka się podobała, niewiele mają o niej do powiedzenia/napisania poza hasłami, które zostały użyte we wszelkiego rodzaju reklamach utworu. Recenzji negatywnych natomiast rzeczywiście jest sporo i zdaję sobie sprawę z tego, że moja opinia na ich tle jakoś niespecjalnie się wyróżnia - ileż to można pisać ciągle o tym samym, prawda? No ale musiałam ją opublikować, już w trakcie lektury "Pięćdziesięciu twarzy Greya" ręce mnie świerzbiły ( ;-) ) i robiłam notatki, nie do końca wierząc w to, co piszę ;). A dlaczego tak się stało, piszesz? W ogóle co to się na tym świecie porobiło, że nagle jakiś wysyp książek o tematyce erotycznej nastąpił! Zapewne poprzez tę popularność E.L. James, która, właśnie, nie wiadomo, skąd się wzięła. Nie żebym zarzucała jej nieuczciwość, ale spójrzmy prawdzie w oczy - w czasach obecnych nie jest trudno wypromować swoją książkę, gdy ma się do tego odpowiednie środki. W sieci krążąjuż przecież filmiki i artykuły na temat tego, jak nawet z nieistniejącej książki zrobić fałszywy hit, prawda? Zatem wydaje mi się, że już nic mnie nie zaskoczy, ale z drugiej strony nie wiadomo ;). Szkoda, że tak się dzieje, ale co zrobić?

      Usuń
  8. Czytam i zaraz uciekam do łóżka czytać dalej. Zawzięłam się, że skończę w tym tygodniu. Ale coraz ciężej jest mi ją czytać. To, że jest tyle seksu, no dobrze, niech będzie. To, że prosty język, w porządku, nie każdy ma bogate słownictwo. To, że pusta lala przegryza wargę non stop, też idzie znieść. Ale sprawa kilku orgazmów dziennie przeżywanych podczas każdego seksu, napawa mnie niesamowitym niedowierzaniem. I nie, nie jestem zazdrosna. No bo jak? Może gdyby zmienić nieco kierunek tej powieści, naprawdę, tak o 2stopnie w kierunku przyzwoitości - książka byłaby znośna. No cóż, swoją dłuższą opinię wyrażę za kilka dni. A Tobie wcale się nie dziwię! O, święty Barnabo! Jakżebym mogła!? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście im dalej, tym mozolniej idzie czytanie ;). A na Twoją recenzję czekam z niecierpliwością - już po powyższym komentarzu czuję, że mi się bardzo spodoba :D.

      Usuń
  9. Tak na marginesie... Gdyby wszyscy blogowicze, którzy przeczytali książki E.L. James, spisali wszelkie absurdy w nich się pojawiające i opublikowali, to dopiero byłaby fenomenalna i jakże humorystyczna lektura! ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Właściwie to mogę śmiało rzec, że kolejne negatywne recenzje tej książki sprawiają mi przyjemność. Świadczą o tym, że bloggerzy są szczerzy i można polegać na ich osądach. Tajus, Twoja sugestia z komentarza powyżej bardzo mi się podoba. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Za nic nie dam się namówić na lekturę tej książki. W ogóle nie ciągnie mnie do niej. Absolutny pass.

    OdpowiedzUsuń
  12. Twoja opinia tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że to beznadziejna książka, na którą szkoda tracić czas. W blogosferze ta powieść została zmiażdżona falą krytyki (przynajmniej wszystkie recenzje, które czytałam są utrzymane w tonie prześmiewczo-krytykującym), ale popularność tej książki nie maleje. Szkoda, bo naprawdę smutno się robi jak takie szmiry znajdują się na szczytach sprzedaży.

    OdpowiedzUsuń
  13. W wypadku tego tytułu świetnie sprawdza się powiedzenie, że nie ważne co mówią, byle w ogóle mówili. I ten w większości negatywny rozgłos działa, bo każdy chce zobaczyć, czy to faktycznie taki gniot jak mówią. Każda kolejna negatywna recenzja napędza sprzedaż Grey'a i tak się rodzą gówniane bestsellery, że się tak brzydko wyrażę :P Ciągle widzę w autobusie jakieś kobitki z tą książką w ręku i nie wiem, czy mam się cieszyć, że w ogóle czytają, czy płakać, że czytają takie coś. Sama jeszcze nie miałam okazji jej czytać, ale nie powiem, że mnie nie kusi, bo sama chciałabym wiedzieć, o co z tym Grey'em chodzi. Tylko smuci mnie to, że dołożę się do tych fantastycznych wyników sprzedaży ;P

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetnie napisana recenzja! A, co do książki... Cóż, cały czas przede mną i chyba będzie lepiej jak tak zostanie :)
    ps. Zapraszam do wzięcia udziału w konkursie na moim blogu. Do wygrania powieść "Cień kruczych skrzydeł" !

    OdpowiedzUsuń
  15. Porzuciłam tę książkę w trakcie czytania, masz rację ktoś pomylił pornografię z erotyką. Najgorsze jest to, że w tej książce nie ma fabuły! Język bym przeżyła, gdyby wydarzenia mnie wciągnęły, a tak nie warto tracić czasu.

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytałam tak wiele różnych opinii na temat tej książki, od zachwytów, po zniesmaczenie, ja książce osobiście mówię na razie dziękuję.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetna recenzja :) Nie wiem co ta książka w sobie ma ale im więcej negatywnych opinii zbiera tym bardziej mnie intryguje :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki ;). Miałam tak samo, sięgnęłam, no i masz :P...

      Usuń
  18. Świetna, szczera recenzja. Nadal nie rozumiem fenomenu tejże książki i mimo iż nie miałam z nią bliższej styczności to słyszałam o niej wiele, wiele niekoniecznie przychylnych rzeczy. Sięgnę po nią, masochistyczna cząstka mojej natury daje o sobie znać, sięgnę by sprawdzić na własnej skórze jak to z tym Greyem jest ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...