Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka Kryminału. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Klasyka Kryminału. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

"Śmierć mówi w moim imieniu" - Joe Alex

Wydawnictwo: Dolnośląskie, 2011.
Liczba stron: 152.
Wydawnictwo: Storybox.pl, 2011.
Czas trwania: 6h 4min 45s.
Lektor: Arkadiusz Bazak.
Rozpoczęcie lektury: 03.04.2013.
Zakończenie lektury: 04.04.2013.
Moja ocena: 7/10.

Joe Alex to pseudonim Macieja Słomczyńskiego, żyjącego w latach 1920-1998 pisarza i tłumacza. Debiutował wierszami wydrukowanymi w 1946 roku w łódzkim piśmie "Tydzień". W późniejszych latach pisywał powieści sensacyjne i kryminalne, był autorem scenariuszy filmowych, sztuk teatralnych oraz widowisk i audycji telewizyjnych. Jego kryminały zostały przetłumaczone na trzynaście języków. Jako jedyna osoba na świecie przełożył wszystkie dzieła Williama Szekspira. Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Rotary Club, Irish Institute i wiceprezesem stowarzyszenia "Fundacja Jamesa Joyce'a". W 1997 roku, postanowieniem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, został odznaczony w uznaniu wybitnych zasług dla kultury narodowej Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Joe Alex jest również postacią literacką, bohaterem pierwszoplanowym pojawiającym się w ośmiu powieściach kryminalnych napisanych przez Słomczyńskiego. "Śmierć mówi w moim imieniu" to druga książka z cyklu z jego udziałem, która po raz pierwszy została wydana w 1960 roku. Na jej podstawie powstał w 1972 roku spektakl Teatru Sensacji "Kobra" pod tytułem "Umarły zbiera oklaski", w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego. Ów kryminał Alexa, podobnie jak jego poprzedni, "Powiem wam, jak zginął", ukazuje zagadkową historię morderstwa dokonanego w ściśle określonym miejscu, a więc podejrzanych o dokonanie zbrodni nie ma przesadnie wielu.

Wbrew pozorom rozwiązanie zagadki nie jest proste. Ale może zacznę od początku. Joe Alex wraz z przyjaciółką, Karoliną Beacon, i przyjacielem, Benem Parkerem, policjantem ze Scotland Yardu, wybiera się do teatru na sztukę "Krzesła" Ionesco. Przyjemnie spędzony czas na oglądaniu rewelacyjnego i poruszającego przedstawienia szybko odchodzi w zapomnienie, gdy wkrótce po jego zakończeniu wychodzi na jaw brutalna prawda - aktor, Stefan Vincy, odgrywający główną rolę w spektaklu, rolę Starego, został zamordowany we własnej garderobie. Zabójca, dopuszczając się tego czynu, posłużył się niecodziennym sztyletem. Ben Parker wszczyna dochodzenie w tej sprawie, a do pomocy bierze Alexa, który jako pisarz powieści kryminalnych wie co nieco o przestępcach, zbrodniach i ich motywach. Krąg ewentualnych podejrzanych stanowi niewielka garstka osób pracujących w teatrze lub w jakiś sposób związanych z nim lub ofiarą, w tym między innymi reżyser, Henryk Darcy, aktorka, Ewa Faraday, oraz tajemnicza Angelica Dodd. Dość szybko jednak okazuje się, że każda z tych osób ma solidne alibi, w wyniku czego śledztwo utyka w martwym punkcie. Ale Joe i Ben nie mają zamiaru się poddać i dzięki własnym pokładom sprytu, inteligencji i niezawodnej intuicji pragną doprowadzić do tego, by morderca trafił za kratki.

Słomczyński, pisząc tę powieść, doskonale wiedział, jak zaintrygować czytelnika. Od momentu odkrycia przez głównych bohaterów morderstwa praktycznie nie można przestać o nim myśleć i główkować nad jego sprawcą. Za pomocą prostego i przystępnego języka autor zaznajamia odbiorcę z kolejnymi postaciami pojawiającymi się w utworze, które mogą wnieść coś konkretnego do śledztwa, poprzez szczegółowe opisy ich poczynań w najistotniejszym czasie, czyli tym poprzedzającym zabójstwo Vincy'ego, jak i tym, w którym ten niezbyt lubiany aktor wyzionął ducha. Gromadzenie wszelkich materiałów przez policję i Alexa przynosi od czasu do czasu ciekawe efekty warte zapamiętania, które a nuż mogą przydać się bliżej zakończenia dochodzenia. Bohaterowie są różnorodni, mniej lub bardziej zadziorni, zaskakujący, skrywający pewne grzeszki, małe sekrety oraz wielkie tajemnice i to jest fajne.

Spodobał mi się całokształt fabuły książki "Śmierć mówi w moim imieniu", na który składa się przede wszystkim świetny pomysł pisarza na osadzenie akcji w teatrze i jego przyzwoita realizacja. Joe Alex sprytnie sobie to wszystko ukartował. Sprytnie i sensownie, a nawiązanie do sztuki "Krzesła" tylko spotęgowało ponury i tragiczny klimat powieści. Z czego jestem zadowolona, to fakt, iż w czasie lektury obrałam w miarę właściwy kierunek, jeśli chodzi o domyślenie się kilku ważnych dla śledztwa wydarzeń, a ponadto podejrzewanie właściwego bohatera o popełnienie zbrodni na Vincym. Dlaczego jednak ten człowiek musiał zginąć? Z powodu pieniędzy? Jakiegoś szantażu? A może chodziło o miłość? Albo przeszłość, w której Vincy z jakiegoś powodu nadepnął komuś boleśnie na odcisk? Z całą pewnością dowiesz się tego, drogi czytelniku, gdy zagłębisz się w lekturze utworu Słomczyńskiego.

Tę króciutką książkę czytało mi się, a raczej słuchało, bardzo przyjemnie. Korzystając z audiobooka, w którym rolę lektora pełni Arkadiusz Bazak, z początku nie mogłam przyzwyczaić się do jego nieco mrukliwego głosu, ale z każdym kolejnym rozdziałem kryminału moja opinia na temat interpretacji Bazaka zmieniała się na coraz bardziej pozytywną.

Jeśli miałabym porównać powieść "Śmierć mówi w moim imieniu" z pozycją "Powiem wam, jak zginął", to stwierdziłabym, że obie reprezentują mniej więcej ten sam - dobry - poziom, choć delikatnie skłoniłabym się ku tej drugiej jako troszkę lepszej. Jednak co ważne, detektywistyczne umiejętności i możliwości Joe Alexa nie zawodzą, a co za tym idzie, śledzenie ich nie nudzi, wręcz przeciwnie - wciąga i sprawia, że chce się o nich czytać więcej i więcej. Jestem przekonana, że sięgnę po kolejne książki kryminalne Macieja Słomczyńskiego i że będą one równie udane, jak te dwie pierwsze, a może nawet jeszcze bardziej tajemnicze i zaskakujące. Liczę też na to, że wątek Karoliny Beacon będzie w nich szerzej rozbudowany. Tymczasem zachęcam do zapoznania się z omawianym wyżej utworem - zarówno miłośników prozy Joe Alexa czy Agathy Christie, jak i po prostu gatunku, jakim jest kryminał.

poniedziałek, 26 listopada 2012

"Powiem wam, jak zginął" - Joe Alex

Wydawnictwo: Dolnośląskie, 2011.
Liczba stron: 208.
Wydawnictwo: Storybox.pl, 2010.
Czas trwania: 8h 43min.
Lektor: Leszek Filipowicz.
Rozpoczęcie lektury: 19.11.2012.
Zakończenie lektury: 19.11.2012.
Moja ocena: 7/10.

Joe Alex to pseudonim Macieja Słomczyńskiego, żyjącego w latach 1920-1998 pisarza i tłumacza. Debiutował wierszami wydrukowanymi w 1946 roku w łódzkim piśmie "Tydzień". W późniejszych latach pisywał powieści sensacyjne i kryminalne, był autorem scenariuszy filmowych, sztuk teatralnych oraz widowisk i audycji telewizyjnych. Jego kryminały zostały przetłumaczone na trzynaście języków. Jako jedyna osoba na świecie przełożył wszystkie dzieła Williama Szekspira. Był członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich, Rotary Club, Irish Institute i wiceprezesem stowarzyszenia "Fundacja Jamesa Joyce'a". W 1997 roku, postanowieniem prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego, został odznaczony w uznaniu wybitnych zasług dla kultury narodowej Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski.

Joe Alex to również postać literacka, główny bohater ośmiu powieści kryminalnych wydanych pod tym właśnie pseudonimem. To detektyw, a zarazem autor kryminałów, który w swych książkach opisuje własne przygody. "Powiem wam, jak zginął" to utwór otwierający cykl z jego udziałem, który po raz pierwszy na rynku wydawniczym ukazał się w 1959 roku, a także moje pierwsze spotkanie z prozą Słomczyńskiego. Zaraz po Arthurze Conanie Doyle'u i Agacie Christie był on kolejnym twórcą kryminałów, którego pragnęłam poznać już od dłuższego czasu. I wreszcie nadarzyła się ku temu okazja. "Powiem wam, jak zginął" to typowa powieść detektywistyczna, której fabuła krąży wokół tajemniczego zabójstwa dokonanego praktycznie w zamkniętym pomieszczeniu, a więc mordercy należy szukać wśród niewielkiej grupy osób. Tego typu schemat kryminału może i jest charakterystyczny dla Christie, ale myślę, że Alex poradził sobie z nim równie dobrze.

Na prośbę przyjaciela, policjanta ze Scotland Yardu, Bena Parkera, Joe Alex wyjeżdża z Londynu na wieś, do Sunshine Manor, domu kolejnego przyjaciela, słynnego chemika, Iana Drummonda. Powód zainteresowania tym mężczyzną jest prosty - nie tak dawno policja otrzymała anonim informujący o zagrożeniu wiszącym nad Drummondem i jego wspólnikiem w interesach. Ktoś wyraźnie chce się pozbyć pana domu, choć nie wiadomo dokładnie, z jakiego powodu. Po dotarciu do Sunshine Manor Alex próbuje pisać kolejną książkę, odwołując się do wydarzeń, w których obecnie uczestniczy i nad którymi musi czuwać. Ale wkrótce jego przyjaciel zostaje zasztyletowany we własnym gabinecie. Z podejrzanych o popełnienie tej zbrodni zaledwie ośmiu osób Alex i Parker muszą wyłonić mordercę. Obaj nie spodziewają się nawet, jak bliski prawdy był Alex, powołując do życia swą książkę. Czyżby jego intuicja i logiczne myślenie detektywa okazało się rzeczywiście genialne i niezawodne?

"Powiem wam, jak zginął" to niezbyt obszerna książka, którą dość łatwo i szybko się czyta, a i rewelacyjnie słucha, jeśli ma się okazję skorzystać z audiobooka czytanego przez Leszka Filipowicza operującego przyjemnym głosem i dobrą, wyraźną dykcją. Język Alexa nie jest jakiś skomplikowany, choć autor zwraca dużą uwagę na szczegóły zarówno te dotyczące śledztwa, jak i mające mało istotne znaczenie, jak na przykład przydługi opis meczu tenisa pomiędzy Sarą Drummond a Lucy Sparrow, który odrobinę wytrącił mnie z równowagi, niepotrzebnie odrywając od sedna fabuły.

Trochę inna rzecz miała się z samym przebiegiem dochodzenia Alexa i Parkera. Owszem, pomysł na osadzenie akcji w Sunshine Manor, różnorodność bohaterów, a zarazem podejrzanych, i ich motywów, jak najbardziej zaliczam do udanych. Jednak przesłuchiwanie tych wszystkich postaci podobało mi się już mniej, ale tylko i wyłącznie ze względu na drobiazgowość dotyczącą podawania godzin, w których to dany bohater robił to i owo w noc zabójstwa Iana Drummonda. Pisarz każdego podejrzanego ubrał w doskonale dopracowaną, mniej lub bardziej zagmatwaną osobowość i historię, żeby całość trzymała się, że tak to ujmę, kupy, ale jeśli czytelnik nie chciałby się pogubić w zeznaniach świadków, musiałby w czasie lektury sporządzać notatki, zapisując czas z dokładnością co do minuty, by uzyskać jasny obraz wydarzeń, jakie nastąpiły po sobie we właściwej kolejności.

Co jeszcze mogę napisać na temat powieści "Powiem wam, jak zginął", to to, że obfituje ona w fantastyczne kreacje bohaterów. Nie ma w niej postaci, która nie zwróciłaby sobą uwagi odbiorcy. Każda z nich jest inna, wyjątkowa. I niemal każda z nich ma motyw i możliwości, by zabić gospodarza Sunshine Manor. Nieważne, że wśród tych osób są jego współpracownicy, pomoc domowa, pewien profesor ze Stanów Zjednoczonych, no i żona. Z każdą kolejną stroną utworu wychodzą na jaw podejrzane fakty, dziwne zachowania potencjalnych zbrodniarzy, a atmosfera staje się coraz bardziej napięta. Dlaczego musiało dojść do tak okrutnego przestępstwa? Co tak naprawdę miało to na celu? O co chodziło? O pieniądze, sławę, a może miłość, romanse, skandale? I choć prawidłowo wytypowałam osobę odpowiedzialną za śmierć Drummonda na długo przed zakończeniem książki, uważam, że Słomczyński świetnie sobie z nią poradził, jeśli wziąć pod uwagę jej całokształt i, tak czy inaczej, zaskakującą treść.

Doceniam niebanalną pomysłowość pisarza i po przeczytaniu tej jednej jego powieści jestem przekonana, że sięgnę po następne, przynajmniej te z udziałem Joe Alexa, który, może nie od samego początku, ale zdołał mnie zaintrygować. Ciekawią mnie jego dalsze losu, a także rozwój wątków związanych między innymi z Benem Parkerem i tajemniczą przyjaciółką głównego bohatera, Karoliną Beacon. A utwór "Powiem wam, jak zginął" oczywiście polecam - nie tylko miłośnikom kryminałów, ale i czytelnikom, którzy dopiero rozpoczynają swoją przygodę z tym gatunkiem. Porządnie skonstruowana akcja, wyraziste, niezwykle inteligentne i zapadające w pamięć postaci i ich liczne sekrety są w stanie wprowadzić odbiorcę w doskonały, niezwykle klimatyczny nastrój i zapewnić mu dobrą rozrywkę.

niedziela, 4 listopada 2012

"Tajemnicza historia w Styles" - Agatha Christie

Wydawnictwo: Dolnośląskie, 2012.
Liczba stron: 208.
Wydawnictwo: Omega, 2010.
Czas trwania: 6h 11min 49s.
Lektor: Maciej Słota.
Rozpoczęcie lektury: 03.11.2012.
Zakończenie lektury: 03.11.2012.
Moja ocena: 8/10.

Agatha Christie to angielska autorka powieści i opowiadań żyjąca w latach 1890-1976. Jest najbardziej znaną na świecie pisarką kryminałów i najlepiej sprzedającą się autorką wszech czasów. Wydano ponad miliard egzemplarzy jej książek w języku angielskim oraz jeszcze raz tyle przetłumaczonych na kilkadziesiąt języków obcych. To ona stworzyła słynne postaci literackie detektywów - Herkulesa Poirota oraz panny Marple. Opublikowała też kilka powieści obyczajowych pod pseudonimem Mary Westmacott. Większość jej utworów została sfilmowana, niektóre wiele razy.

Po tym, jak wreszcie udało mi się poznać Sherlocka Holmesa wykreowanego przez Conan Doyle'a, przyszła kolej na spotkanie z równie słynnym Herkulesem Poirotem, którego do życia w świecie literackim powołała Christie. "Tajemnicza historia w Styles" pochodzi z 1920 roku, jest pierwszą książką detektywistyczną tej autorki, no i pierwszym utworem, w którym pojawia się postać Poirota, genialnego detektywa. Czytelnik poznaje też kapitana Arthura Hastingsa, przyjaciele i pomocnika detektywa, który występuje także w innych powieściach pisarki. To pełna intryg i niespodziewanych zwrotów akcji historia morderstwa pewnej starszej pani, które, jeśli wziąć pod uwagę korzyści majątkowe wynikające z jej śmierci, mogło zostać popełnione przez każdego mieszkańca jej domu.

Wiedziony okazją spędzenia urlopu zdrowotnego w rezydencji Styles Court kapitan Hastings, weteran I wojny światowej, przybywa do posiadłości wraz z Johnem Cavendishem, pasierbem jej właścicielki, ponadsiedemdziesięcioletniej Emilii, która nie tak dawno wyszła za mąż za młodszego od niej Alfreda Inglethorpa. Rodzinie się to nie podoba. Twierdzi, iż Inglethorp wykorzysta żonę, mając nadzieję na jej rychłą śmierć i duży spadek. Nawet wierna służąca Emilii odchodzi z jej domu, nie mogąc znieść nieprzyjemnej atmosfery w nim panującej i przestrzegając swą panią, że to małżeństwo źle się dla niej skończy. Niestety, ma rację. Pewnej nocy staruszka umiera. Wszystko wskazuje na to, że została otruta. Podejrzenia natychmiast padają na jej małżonka, ale czy rzeczywiście to on dopuścił się tej zbrodni? Nie zwlekając ani chwili, Hastings prosi o pomoc w rozwikłaniu zagadki swego dawnego przyjaciela mieszkającego w pobliżu, detektywa Herkulesa Poirota.

"Tajemniczą historię w Styles" czytało mi się bardzo przyjemnie. Mimo iż jej akcja toczy się podczas I wojny światowej, klimat tych jakże odległych czasów w ogóle nie przytłacza, wręcz przeciwnie. Styl pisarski Christie jest niezwykle lekki, przystępny i klarowny, autorka dysponuje dużą wiedzą, dzięki której jej kryminał jest pełen szczegółów, nieoczekiwanych zdarzeń, a przede wszystkim sensowny i brak w nim jakichkolwiek niewyjaśnionych czy nic niewnoszących faktów. Fabuła książki jest nasączona sprytem, mnóstwem intryg i zagadek, mimo iż krąży wokół tylko jednego miejsca - Styles Court.

Ale, sięgając po raz pierwszy po utwór Christie, niezmiernie ciekawa byłam jednego, a mianowicie tego, jak odbiorę - pozytywnie, a może raczej negatywnie, jak to było w przypadku Sherlocka Holmesa - postać Herkulesa Poirota. Na szczęście obaj bohaterowie w dużej mierze różnią się od siebie, a dzięki temu Poirota, często nazywanego przez narratora powieści małym Belgiem, zwyczajnie polubiłam. To niezwykle charakterystyczna postać o niskim wzroście, jajowatej głowie i starannie utrzymywanych wąsach, bardzo porządna i pedantyczna. Ów mężczyzna to światowej sławy specjalista urodzony właśnie w Belgii, gdzie pracował jako oficer policji. Po I wojnie światowej rozpoczął drugą karierę, tym razem prywatnego detektywa, który badając zbrodnie, zwraca uwagę na jej aspekt psychologiczny. Jest inteligentny, lubi być tajemniczy, ale nie potrafi ukryć radości, gdy dokonuje bardzo ważnego odkrycia, przez co sprawia wrażenie roztargnionego, a przy tym sympatycznego szaleńca. To naprawdę fajny gość.

To samo mogę napisać o Arthurze Hastingsie, przyjacielu Poirota, który jest jego wielkim fanem i wprawdzie próbuje pomóc mu w rozwiązaniu zagadki śmierci pani Inglethorp, to jednak nie bardzo mu to wychodzi. Przeocza bowiem mnóstwo ważnych detali, faktów, rozumując banalnie i nadając sprawie zbyt oczywisty charakter. Swoją nieporadnością i szczęśliwymi zrządzeniami losu, jakie kilkakrotnie go dotykały, podbił moje serce. Nie należy też zapomnieć, że jest on prawdziwym dżentelmenem i ma słabość do pięknych kobiet. Mam tylko nadzieję, że nie doprowadzi do to nigdy do zguby.

"Tajemnicza historia w Styles" to przyzwoity kryminał detektywistyczny, którego mimo tego, iż liczy sobie już ponad dziewięćdziesiąt lat, czyta się po prostu rewelacyjnie. Ma to do siebie, że trzyma w napięciu i do samego końca nie wiadomo, kto zamordował Bogu ducha winną Emilię, a podejrzewać o dokonanie tego czynu można niemalże każdego bohatera powieści. Nie udało mi się prawidłowo wytypować przestępcy - pomysłowość i spryt Agathy Christie nie zna granic i bardzo łatwo jest skierować swoje domysły na niewłaściwe tory. Bardzo miło spędziłam czas na lekturze jej utworu, pomagając sobie raz po raz audiobookiem i słuchając świetnego głosu Macieja Słoty, który tylko spotęgował owiany grozą klimat Anglii początków XX wieku. Z całą pewnością nie jest to moja ostatnia przygoda z twórczością królowej kryminałów - już nie mogę się doczekać, kiedy to sięgnę po jej kolejną książkę.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...