Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ABC. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ABC. Pokaż wszystkie posty

środa, 13 marca 2013

"Kanalia" - Paweł Pollak

Wydawnictwo: Oficynka, 2013.
Liczba stron: 400.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 03.03.2013.
Zakończenie lektury: 05.03.2013.
Moja ocena: 8/10.

Po przeczytaniu "Kanalii" natychmiast nasunęło mi się na myśl stwierdzenie, iż Pol(l)ak jednak potrafi. Nie jest bowiem łatwo natknąć się w naszej rodzimej literaturze na naprawdę dobry, przyzwoity kryminał czy thriller, w każdym bądź razie ja szukałam takiego już od dłuższego czasu. I wreszcie znalazłam. Z twórczością Pawła Pollaka spotkałam się po raz pierwszy. Ów pisarz, nie dość, że ma już na swoim koncie trochę opowiadań kryminalnych i powieści, to na dodatek jest tłumaczem literatury szwedzkiej, a mimo to wcześniej jego nazwisko było mi zupełnie obce. Dziś oczywiście jest już inaczej - "Kanalia" zdecydowanie odnalazła się w charakterze mojego gustu i w wyniku tego już nie mogę się doczekać dnia, w którym poznam inne utwory jej autora, takie jak "Gdzie mól i rdza" oraz "Niepełni".

Przechodząc jednak do sedna, napomknę w kilku zdaniach na temat fabuły "Kanalii". Rzecz dzieje się w jednym z większych polskich miast. Z rzeki zostają wyłowione zwłoki młodej kobiety. Wkrótce potem, w podejrzanej dzielnicy, od uderzenia w głowę tępym narzędziem ginie pewien narkoman. A jakby tego było mało, pani architekt w średnim wieku zostaje znaleziona we własnym mieszkaniu po tym, jak ktoś bestialsko ją zamordował. Wszystkie trzy zbrodnie różnią się od siebie - zarówno sposobami ich dokonania, jak i ewentualnymi motywami zabójców. Ale czy rzeczywiście kompletnie nic je nie łączy i można mówić o kilku sprawcach? Inspektor Markowski, komisarz Senik oraz nowicjusz, aspirant Lepka, rozpoczynają najtrudniejsze w swych dotychczasowych karierach śledztwo. Odkrywając powoli tożsamości zamordowanych osób i ich działalności za życia, wkraczają w świat pełen tajemnic, intryg, obsesji i przestępstw na tle seksualnym, które rodzą jeszcze więcej pytań i znacznie utrudniają dochodzenie.

Oficynkowe wydanie "Kanalii" jest drugim wydaniem tej książki, ale ze względu na niewłaściwe zabiegi redakcyjno-korekcyjne poprzedniego wydawnictwa, autor, jak zaznacza na swym blogu, jest skłonny uznać je nie za kolejne, lecz to właściwe. Rzeczywiście chyba nie można mieć do niego zastrzeżeń, przynajmniej ja ich nie mam - okładka niezwykle wyrazista, przyciągająca wzrok, związana z treścią kryminału, natomiast jego wnętrze nie grzeszy fatalną korektą, dzięki czemu czyta się go po prostu świetnie. Powieść składa się z trzech części, a te z kolei z rozdziałów ukazujących zmagania policjantów ze śledztwem, przeplatanych zwierzeniami miłosnymi z przeszłości tajemniczego osobnika, które, rzecz jasna, pełnią istotną rolę, jeśli chodzi o całokształt treści utworu.

"Kanalię" czyta się błyskawicznie. Czterysta stron lektury w żadnym wypadku nie powinno nikogo zniechęcać. Akcja osadzona w granicach paru miesięcy pędzi jak szalona, na dodatek jest ciekawa i do samego końca nie przestaje intrygować. Pollak pisze swobodnie i zrozumiale, w tekście nie brakuje też humoru o ironicznym zabarwieniu wyrażonego przede wszystkim w dialogach, przemyśleniach i podejrzeniach bohaterów. A co można napisać o samych bohaterach? Na pewno dużo dobrego. Nie bez powodu książka ta doczekała się miana kryminału psychologicznego. Kryminał kryminałem, ale ten psychologiczny aspekt jest tutaj bardzo widoczny, szczególnie na przykładzie genialnej postaci mordercy - jego naszpikowana rozmaitymi, burzliwymi emocjami "spowiedź" pod koniec powieści to coś wręcz fantastycznego.

"Samolotem nagle zatrzęsło. Markowski pobladł i złapał się za oparcie fotela.
- Co to, kurwa, było?!
- Tylko turbulencje, nic takiego.
- Turbukurwa co?! Ja wysiadam!"*

Nie tylko osoba tytułowej kanalii odznacza się niebanalnym, wyrazistym charakterem. Na uwagę zasługują też kreacje policjantów Markowskiego, Senika i Lepki, tak bardzo różniących się między sobą, że czasem ów fakt wydobywał ze mnie parsknięcie śmiechem, a także wzbudzał poczucie niedowierzania i litości dla biednego Lepki, laika w policyjnym fachu, któremu, choć bardzo się starał, nic nie wychodziło tak jak powinno, przynajmniej w mniemaniu jego starszych kolegów. A ci starsi koledzy to nikt inny, jak policjanci z krwi i kości, surowi, pełni grzeszków, reprezentujący szarą, często brutalną rzeczywistość balansującą na pograniczu świata przestępczego i tego, który z lepszym lub gorszym skutkiem próbuje nad nim zapanować i zwalczyć go.

Reasumując, "Kanalia" to naprawdę udana powieść kryminalna z wątkami psychologicznymi, po którą trzeba sięgnąć, zwłaszcza jeśli jest się miłośnikiem tego gatunku. Jej autor wodzi czytelnika za nos, stopniowo odkrywając karty przerażających zbrodni, sprytnie błądząc pomiędzy licznymi potencjalnymi mordercami i innymi przestępcami, by ostatecznie zaskoczyć go nietuzinkowym zakończeniem. Tak jak wspomniałam już na początku tejże opinii, było to moje pierwsze spotkanie z prozą tego pisarza, ale z całą pewnością nie ostatnie. Liczę też na to, że Paweł Pollak nie porzuci w najbliższym czasie pisania książek. Jest w tym za dobry, by przestać to robić. Warto przyjrzeć mu się bliżej. Polecam.

*s.203

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Oficynka.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

poniedziałek, 31 grudnia 2012

"Schodząc ze ścieżki" - Tomasz Jamroziński

Wydawnictwo: Oficynka, 2012.
Liczba stron: 488.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 18.12.2012.
Zakończenie lektury: 26.12.2012.
Moja ocena: 6/10.

Tomasz Jamroziński to urodzony w 1978 roku absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poeta, autor takich tomów wierszy, jak "stenogramy", "Przylądek do skrócenia" i "Mężczyźni są z Warsa". Publikował m.in. w "Twórczości", "Czasie Kultury", "Ha!arcie", "Kresach", "Odrze". "Pograniczach" i "Gazecie Wyborczej". Laureat kilkunastu ogólnopolskich konkursów poetyckich. W 2012 roku zadebiutował jako prozaik, powołując do życia kryminał "Schodząc ze ścieżki", którego akcja została osadzona w Częstochowie, jego rodzinnym mieście.

Jest rok 2008. Aspirant z częstochowskiej policji, Bartosz Zdaniewicz, przez przypadek znajduje się w posiadaniu dokumentów pewnej sprawy sprzed jedenastu lat. Nad glinianką Michalina popełniono wtedy okrutne morderstwo - zginęło dwóch nastolatków, z kolei trzeci ledwo uszedł z życiem. Śledztwo bardzo szybko zakończyło się sukcesem, kiedy to za przestępcę uznano miejscowego menela, który przebywał wówczas nad glinianką i rzekomo przyznał się do popełnienia zbrodni. Akta znalezione przez Zdaniewicza mówią co innego, siejąc w głowie młodego policjanta mnóstwo podejrzeń co do przebiegu tej sprawy zabójstwa oraz nadzieję na wznowienie dochodzenia i wykazanie się w policyjnych obowiązkach. Z odkryciem dzieli się z kolegą z pracy, komisarzem Andrzejem Wołoszynowem, który, oczywiście nieoficjalnie, decyduje się mu pomóc, zerkając na dawną sprawę świeżym okiem. Szybko jednak wychodzi na jaw, że komuś bardzo nie podobają się poczynania policjantów. A tego, że grzebanie w przeszłości wywoła wiele niepożądanych skutków w postaci różnego rodzaju zagrożeń i niebezpieczeństw, Zdaniewicz i Wołoszynow się nie spodziewali...

Omawiając debiut Jamrozińskiego, zacznę może od jego pisarskiego stylu. Bez wątpienia bowiem jest on dość oryginalny, taki bardzo określony, przez co kilkakrotnie nie mogłam się nadziwić, że utwór "Schodząc ze ścieżki" to dopiero początek przygody pisarza z prozą. Na samym początku byłam zachwycona niezwykle swobodnym i pikantnym językiem, później jednak liczba ochujalców, pierdolonych skurwieli i nieco dziwacznych powiedzonek starego Wołoszynowa zaczęła mnie przerastać i czytanie książki stało się trochę mniej przyjemne. Chcąc nie chcąc, wypatrzyłam też mały błąd w wyrażeniu "ot tak" pisanym przez autora "od tak", który pojawił się w tekście bodajże dwukrotnie.

Inna sprawa to realizm, który w powieści został zaakcentowany z niemal namacalnym skutkiem. Jamroziński przytacza obraz raczej nieznanej, bo mrocznej, Częstochowy, a ponadto bez ogródek pisze o polskiej policji i prokuraturze, ukazując je w niezbyt dobrym świetle. Bohaterowie są do bólu prawdziwi - szczerzy, cwani, wredni, irytujący, liczący na określone korzyści albo leniwi. Klimat tego kryminału jest raczej surowy, a humor pojawiający się na jego stronach nosi ślady czarnego humoru i ironii.

Na koniec parę słów na temat nietuzinkowego duetu postaci pierwszoplanowych, czyli Bartosza Zdaniewicza i Andrzeja Wołoszynowa. Pierwszy z nich - jeszcze niedoświadczony, ale pełen zapału aspirant, borykający się - oprócz problemów związanych z wykonywanym zawodem - także z problemami sercowymi i kłopotami w dogadywaniu się z wybuchowym Wołoszynowem. Ów komisarz bowiem to nieprzebierający w słowach osobliwy, acz inteligentny pijaczyna po przejściach, którego przeszłość nieustannie kładzie się cieniem na teraźniejszości. Już po samym opisie obu bohaterów łatwo stwierdzić, że z nimi nudno być nie może. I rzeczywiście, ich przygody, choć do godnych pozazdroszczenia nie należą, są ciekawe i niebanalne. Od czasu do czasu jednak miałam wrażenie, że w książce było za dużo gadania, a mało działania, przez co fabuła zdawała się nie mieć końca. Zamknięta sprawa sprzed jedenastu lat okazała się bombą z opóźnionym zapłonem i to rzeczywiście bardzo mnie zaintrygowało. Ale już sam finał utworu nie zrobił na mnie większego wrażenia - Jamroziński jakby stopniował napięcie i powoli wydzielał ważne fakty i szczegóły, które były w stanie doprowadzić mnie do rozwiązania głównej zagadki morderstwa wcześniej aniżeli dopiero wraz z ostatnią stroną powieści.

"Schodząc ze ścieżki" to spora dawka sensacji, typowo męskiego kryminału z charakterem, która z pewnością zdobędzie uznanie miłośników gatunku. Mnie on wprawdzie nie zafascynował jakość dobitnie, ale czas spędzony na jego lekturze wspominam całkiem miło. Jestem ciekawa, czy duet Zdaniewicz-Wołoszynow pojawi się jeszcze kiedyś w literackim świecie. To samo mogę napisać o prozie Tomasza Jamrozińskiego - byłoby przecież szkoda, gdyby autor, po tak udanym debiucie powieściowym, zaprzestał pisania książek. Trzymam kciuki za jego dalszą twórczość.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Oficynka.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

poniedziałek, 28 maja 2012

"Wieża Sokoła" - Katarzyna Rogińska

Wydawnictwo: Oficynka, 2011.
Liczba stron: 296.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 27.05.2012.
Zakończenie lektury: 28.05.2012.
Moja ocena: 7/10.

Katarzyna Rogińska to pochodząca z Gdańska pisarka, z wykształcenia psycholog, od 1990 roku pracująca w zawodzie. Zajmuje się dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną intelektualnie oraz psychologią sądową. W swych utworach i publikacjach często porusza tematykę związaną właśnie z powyższą nauką. Dotychczas wydała dwie powieści z gatunku thrillera - "Jeśli czegoś pragnę" oraz "Wieżę Sokoła".

"Wieża Sokoła" została napisana w 2010 roku. To na swój sposób oryginalny thriller z elementami psychologii, horroru i kryminału, opowiadający o potwornościach, do jakich są zdolni ludzie. Autorka uświadamia czytelnikowi, że w wielu z nas, jeśli nawet nie w każdym z nas, istnieje gdzieś w najgłębszych zakamarkach duszy i ciała cząsteczka odpowiadająca za nieczyste myśli i uczynki. U niektórych osób objawia się ona w mniej, a u niektórych bardziej widoczny sposób. Bohaterowie powieści borykają się ze swoimi słabościami, próbując zaspokoić własne pragnienia czy odkupić winy za swoje grzechy. Tak naprawdę żaden z nich nie jest do końca świadomy własnego życia, otaczającej go rzeczywistości i niebezpieczeństw czyhających na niego na każdym kroku.

Historia zaczyna się banalnie i naiwnie pod postacią roztargnionego i nieprzemyślanego zachowania greckiej nastolatki, Dymitry Papadopulas. Dziewczynie nie wiedzie się najlepiej w rodzinnym kraju. Zafascynowana chłopakami i polityką Grecji, opuszcza się w nauce i ostatecznie nie zdaje matury. Jej rodzice są bliscy rozwodu, a teraz na dodatek wyzywają ją od nieuków i nierobów. Dymitra zostaje wysłana do pracy w jednym z ośrodków wypoczynkowych, gdzie po jakimś czasie poznaje przystojnego, starszego od niej polskiego lekarza, Edwarda Rzeszczyńskiego, i jego matkę. Zakochując się w mężczyźnie bez pamięci, decyduje się na wyjazd do Polski w celu podjęcia nowej pracy - pomocy przy nieuleczalnie chorej żonie Edwarda. Po kilku miesiącach nudnej pracy i, wydawać by się mogło, w końcu odwzajemnionej miłości Rzeszczyńskiego, sytuacja Dymitry diametralnie się zmienia, gdy ulega pewnemu wypadkowi. Wypadkowi, po którym jej życie nabiera barw przemocy i okrucieństwa. Od tej pory jej największym marzeniem jest to, by zasnąć i już nigdy się nie obudzić.

Czytając opis z tylnej okładki "Wieży Sokoła", nastawiłam się na brutalny, ociekający grozą thriller z ofiarą wyszukanej przemocy w roli głównej. Otóż pragnę od razu zaznaczyć, że ta książka okazała się zupełnie inna niż ją sobie wyobrażałam. Przemocy i okrucieństw bowiem nie ma w niej tyle, by mogły wręcz przelewać się na stronach powieści.

Można też stwierdzić, że postać Dymitry nie jest tą najważniejszą, gdyż oprócz niej Rogińska wykreowała dwa inne, ciekawe portrety psychologiczne bohaterów. Dlatego właśnie utwór podzielony jest na trzy części, z których każda odpowiada innemu bohaterowi. Jest wśród nich Dymitra, niepełnosprawny i niewyżyty seksualnie Krzysztof, jeden z oprawców dziewczyny, oraz Helena, wielbicielka kotów, była psycholog, borykająca się z traumatyczną przeszłością, przez przypadek wplątana w historię Greczynki. To właśnie z perspektywy tej trójki postaci jest ona przedstawiona i zgrabnie łączy ze sobą poszczególne elementy układanki w spójną całość. Czytelnik ma okazję poznać skutki bezmyślnego zachowania rozpuszczonej nastolatki, chore, czasem wręcz obrzydliwe fantazje seksualne zdeformowanego fizycznie mężczyzny, a także balansowanie pomiędzy rzeczywistością a obłędem starszej pani psycholog, która jakimś cudem potrafi rozmawiać z... kotami, a okrutne wydarzenia z jej przeszłości przeplatają się z teraźniejszością. Jak zatem można zauważyć, każdy z tych bohaterów ma w sobie coś, co przyciąga uwagę, wzbudza zainteresowanie, a zarazem mnóstwo emocji i krztę napięcia. Ich charaktery i wydarzenia, w jakich biorą udział, przypisałam poszczególnym gatunkom literackim, jakie można znaleźć w "Wieży Sokoła". I tak, historia Dymitry przywołuje na myśl romans ocierający się o dramat, Krzysztofa - przypomina thriller, a momentami nawet horror, natomiast Heleny - kryminał w czystej postaci, choć nie brakuje w nim tych elementów psychologicznych. Tego rodzaju połączenie bardzo przypadło mi do gustu, mimo że część druga powieści, czyli ta dotycząca Krzysztofa, trochę zniechęciła mnie brutalnymi i wulgarnymi opisami, a samo zakończenie książki zaskoczyło lekką banalnością i jakby pośpiechem autorki.

Na ogół jednak styl i warsztat pisarski Rogińskiej oceniam na bardzo dobry; tam, gdzie trzeba, nieprzypominający naszego kraju, a gdzie indziej znowu typowo polski, pełen swobody w wyrażaniu myśli, humoru, no i wulgaryzmów. W tekście utworu występują nieliczne dialogi, za to przeważają rozbudowane akapity przypominające monologi odzwierciedlające myśli i działania bohaterów. Dlatego czuć tę lekkość i bezpośredniość ich wypowiedzi, a przy tym profesjonalizm pisarki.

"Wieża Sokoła" to zaskakująca książka pod względem zarówno treści, jak i charakteru, za pomocą którego została ona przedstawiona - takiej jeszcze nie czytałam. Tak naprawdę do samego końca nie wiadomo, czego się po niej spodziewać. Na swój sposób jest dziwna i intrygująca, więc wszystko może się zdarzyć. Ma w sobie fragmenty mało ciekawe, nudne, odrażające, ale też pełne napięcia, dzięki czemu kartki powieści w czasie lektury przewracają się niemalże same i to w bardzo szybkim tempie. Niełatwo jest pogodzić się z własnym losem, szczególnie wtedy, gdy nie jest on dla człowieka łaskawy. Katarzyna Rogińska ukazuje najciemniejsze i najbardziej zaskakujące strony istoty ludzkiej, która, postawiona przed faktem dokonanym, jest zdolna do wszystkiego, sprytna i nieobliczalna. Jak na moje dopiero drugie spotkanie z polską literaturą kryminalną, jestem z niego zadowolona i mam nadzieję, że tak dobrych, a nawet jeszcze lepszych będzie w najbliższym czasie więcej.

Za książkę dziękuję portalowi Zbrodnia w Bibliotece.

Baza recenzji
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...