Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 16 grudnia 2013

#6 Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze...

... czyli wciel się w rolę hipotetycznego czytelnika i napisz, co by było, gdyby ;).


SYTUACJA

"Nietrafiony prezent"
Święta Bożego Narodzenia w rodzinnym gronie. Wśród prezentów do rozpakowania natykasz się na zgrabną paczuszkę, po kształcie której od razu domyślasz się, iż zawiera w sobie książkę. Osoba, która sprawiła Ci ów niespodziankę, obserwuje Cię z wielką ekscytacją i wyraża nadzieję, że tej książki jeszcze nie posiadasz w swym wielkim księgozbiorze. Rozpakowując prezent, dostrzegasz fragment okładki... tak dobrze Ci znanej, bo, niestety, ale zdobiącej już jedną z Twoich półek od niecałego tygodnia...

CO ROBISZ?

Ja: Oczywiście nie daję niczego po sobie poznać! Z radosną miną uwalniam książkę z opakowania i dziękuję osobie, która ów prezent mi sprawiła. Przy najbliższej okazji biegnę jednak do swego pokoju, by schować drugi - wcześniejszy - egzemplarz, bo a nuż tej osobie przyszłoby do głowy zajrzeć do mojej biblioteczki ;). Nie, nie miałabym serca zrobić jej - wprawdzie niewielkiej, ale zawsze - przykrości, czy też wprowadzić ją w stan lekkiego zakłopotania :).


___

środa, 4 grudnia 2013

#5 Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze...

...czyli wciel się w rolę hipotetycznego czytelnika i napisz, co by było, gdyby ;).


SYTUACJA

"Skarby"
Sprzątając zagraconą piwnicę/zagracony strych, natykasz się na ulubione komiksy z dzieciństwa/wczesnej młodości, których nie miałaś/eś w rękach od przeszło kilku/nastu lat.

CO ROBISZ?

Ja: Oczywiście zaczynam je przeglądać i czytać, zapominając o sprzątaniu! W moim przypadku byłyby to przede wszystkim komiksy "Kaczor Donald", w których niegdyś nałogowo się zaczytywałam ;). A tak naprawdę, to żałuję, że wszystkie, jakie zgromadziłam, wyrzuciłam przy jakiejś okazji (pewnie przy przeprowadzce)... Bardzo chętnie bym się teraz w nich zanurzyła... :).


____

poniedziałek, 18 listopada 2013

#4 Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze...

...czyli wciel się w rolę hipotetycznego czytelnika i napisz, co by było, gdyby :).


SYTUACJA

 "Tajemnicze przesyłki"
Drugi poniedziałek z rzędu odkrywasz w swojej skrzynce na listy przesyłkę, w której znajdujesz książkę w miarę odpowiadającą Twojemu gustowi. Wszystko wyglądałoby całkiem zwyczajnie, gdyby nie fakt, iż przesyłka znów nie zawiera żadnych danych dotyczących nadawcy, tylko dane odbiorcy - Twoje. To tajemnicze zjawisko zaczyna Cię coraz bardziej intrygować.

CO ROBISZ?

Ja: W moim przypadku sytuacja rzeczywiście byłaby intrygująca, wręcz... niepokojąca! Oczywiście najpierw podejrzewałabym o podsyłanie książek rodziców i brata, mimo iż byłabym całkowicie przekonana, że nie są oni zdolni do wycinania takich numerów ;), ponadto kilka koleżanek, które na pewno bym przepytała. Myślę, że dociekałabym też na poczcie, czy te przesyłki wrzuca do skrzynki listonosz, czy też nie. Jeśli tak - raczej nic bym nie zdziałała, bo taki list mógłby przyjść nawet z drugiego końca Polski. Jeśli nie - kurczę, byłby to sam nadawca albo jego "wysłannik". Wówczas niby-detektyw w mojej głowie zacząłby sugerować nocne (z kolejnej niedzieli na kolejny poniedziałek) polowanie na osobę, która z jakiegoś powodu sprawia mi te książkowe niespodzianki. Mieszkam w ogrodzonym domu jednorodzinnym, więc latem to może jeszcze ukryłabym się w samochodzie albo za jakąś choinką na przykład w namiocie, ale zimą? W oknie siedzieć całą noc? Zadanie raczej nie do wykonania... Ciężka sprawa, ale takie amatorskie dochodzenie byłoby naprawdę niezłą zabawą ;). Pewnie i tak ostatecznie któraś z osób wymienionych przeze mnie na początku tego tekstu przyznałaby się do "winy", a nie na przykład wielbiciel, heh... ;).

____

poniedziałek, 4 listopada 2013

#3 Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze...

...czyli wciel się w rolę hipotetycznego czytelnika i napisz, co by było, gdyby ;).


SYTUACJA

"Niewdzięczny pisarz"
Na prośbę debiutującego pisarza czytasz podesłaną przez niego książkę z Twojego ulubionego gatunku literackiego, by ją potem zrecenzować. Po wielu dniach męczarni i zakończeniu lektury dochodzisz do wniosku, że, niestety, ale książka jest po prostu fatalna. Będąc jednak osobą szczerą i poważnie traktującą zajęcie, jakim jest ocenianie i opiniowanie tekstów literackich, wystawiasz jej niską notę i piszesz na jej temat niepochlebną recenzję, którą odsyłasz autorowi. Ten nie potrafi przyjąć jej do swej świadomości. Jest Tobą zawiedziony i wypisuje do Ciebie obraźliwe wiadomości e-mailowe, nie mogąc uwierzyć, że jego książka Ci się nie spodobała, co więcej, miałaś/eś czelność ją skrytykować.

CO ROBISZ?

Ja: To proste - nie przejmuję się ani trochę tym, co wypisuje do mnie ów autor. Spełniłam jego prośbę, przeczytałam jego książkę i zrecenzowałam ją szczerze, bo tak właśnie mam w zwyczaju to robić. Jeśli ten człowiek nie zauważył, że mój blog nie jest krainą słodzących recenzji, to już nie mój problem. No, ale co tu dużo pisać, skoro miał o sobie wysokie mniemanie jako pisarzu - pewnie spodziewał się, że jego książka jest ideałem swego gatunku, a tu... niespodzianka! Takiego gościa nie miałabym nawet serca nazwać pisarzem - prawdziwy pisarz (a już zwłaszcza początkujący), który czuje się nim sercem i duchem, nie boi się krytyki, powinien właściwie się jej spodziewać i przyjmować ją godnie, by móc jak najbardziej właściwie ukierunkować swój rozwój w świecie literackim. Powinien też zdawać sobie sprawę z tego, że jego książka nie będzie się podobać wszystkim bez wyjątku. Być może podobną treść zawarłabym w odpowiedzi zwrotnej skierowanej do tego niewdzięcznika, który chciał mnie poniżyć, ale mu się nie udało - czego nie można napisać o poniżeniu siebie samego. Jego adres e-mailowy wpisuję na czarną listę. Gdybym mogła, ostrzegłabym innych blogerów przed tym pseudopisarzem - po co tracić cenny czas na kiepską lekturę i wyczytywanie jego obelg? Mam nadzieję, że chociaż moja recenzja felernej książki zniechęci niektórych z nich do sięgnięcia po nią ;).

____

poniedziałek, 21 października 2013

#2 Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze...

...czyli wciel się w rolę hipotetycznego czytelnika i napisz, co by było, gdyby :).


SYTUACJA

"Balkon i pies"
Mieszkasz w bloku na czwartym piętrze. Jest wyjątkowo ładna pogoda, jak na aktualną porę roku, postanawiasz więc oddać się błogiemu lenistwu i spędzić urocze popołudnie na niewielkim balkonie, którego jesteś szczęśliwą/ym posiadaczką/em, z herbatą w jednej ręce i nowiusieńką książką w drugiej. Po zaparzeniu napoju zanosisz jedną pełną filiżankę oraz książkę na balkonowy stolik. Zanim przy nim usiądziesz, przypomina Ci się, że masz przecież w kuchennej szafce paczkę pysznych ciastek, na myśl których już cieknie Ci ślinka, więc natychmiast idziesz po nie. Wracając na balkon, potykasz się o próg balkonowych drzwi i niefortunnie upadasz na stolik, przewracając go, rozlewając przy tym herbatę i rozsypując ciastka. Po pozbieraniu się zauważasz, że czegoś brakuje... no tak, książki! Wychylasz się poza poręcz balustrady i w momencie spojrzenia w dół uświadamiasz sobie, że książkę podnosi z ziemi, a właściwie chwyta ją w zęby jakiś osiedlowy pies i ucieka z nią, gdzie pieprz rośnie!

CO ROBISZ?

Ja: Po pierwsze, wręcz nie wierzę w to, co widzę! Ale próbuję wypatrzeć, w jakim kierunku ucieka pies, po czym, po drugie, sama wybiegam z mieszkania i pokonuję mnóstwo stopni, myśląc przy okazji, co robić dalej. Psów się, niestety, boję, a takich obcych to już w ogóle... Idę jednak w stronę, w którą udał się ten zakichany kundel, pytając napotkanych sąsiadów i przechodniów, czy go widzieli, i mając nadzieję, że gdzieś po drodze, czy to na chodniku, czy pod jakimś krzakiem, tę "skradzioną" książkę znajdę (bo z pyska psa jej przecież nie wyciągnę). I że będzie ona w stanie nadającym się do jej przeczytania ;). W przeciwnym razie resztę tak wspaniale zapowiadającego się dnia będę miała zrujnowaną. A o czytaniu na ukochanym balkonie już chyba nigdy nie będzie mowy...

___

poniedziałek, 7 października 2013

#1 Hipotetyczne Perypetie Czytelnicze...

...czyli wciel się w rolę hipotetycznego czytelnika i napisz, co by było, gdyby :).


SYTUACJA

"W autobusie"
Po zrobieniu niewielkich zakupów wsiadasz do miejskiego autobusu, który ma Cię zawieźć niemalże pod sam dom. Jako jedna/en z pierwszych pasażerek/ów zajmujesz wolne siedzenie i zaraz po tym, jak autobus rusza, wyciągasz z torby książkę, którą zaczęłaś/ąłeś czytać poprzedniego wieczora. Dzięki zakładce szybko znajdujesz stronę dwudziestą pierwszą (przed Tobą jeszcze trzysta pięćdziesiąt trzy strony lektury), ale zanim zatapiasz się w wyimaginowanym świecie, słyszysz nagle nad sobą głos młodego mężczyzny:
- Całkiem niedawno czytałem tę książkę. Nawet mi się podobała.
Spoglądasz w górę na stojącego pasażera, rzucasz szybki uśmiech i odpowiadasz:
- Jak dla mnie, na razie również jest w porządku.
Chcesz wetknąć w końcu swój nos w tę książkę, ale gość najwyraźniej ma ochotę na dłuższą pogawędkę:
- Szkoda tylko, że tak fatalnie się skończyła. Myślałem, że główny bohater stał za tymi wszystkimi porwaniami, a tu się okazało, że to jednak jego kuzyn w zmowie z własną żoną. Wszystko wydało się dopiero po jego samobójstwie. A wszystkich porwanych dziewczynek nie odnaleziono...

CO ROBISZ?

Ja: W duchu wściekam się niesamowicie! Pytam faceta w miarę opanowanym głosem: "Czy ja prosiłam o streszczenie książki i jej zakończenia? Naprawdę, bardzo śmieszne!", po czym uciekam na drugi koniec zatłoczonego autobusu, z dala od tego dziwnego jegomościa i jego ewentualnych kolejnych zaczepek, których wolę nie słyszeć. Przez resztę jazdy mam zły humor i gapię się w okno z nadzieją, że po pozostawieniu tej powieści na półce na dłuższy czas uda mi się zapomnieć co nieco ze zdobytych dzisiaj informacji. W domu dochodzę do wniosku, że jednak nie dam rady - natychmiast zatapiam się w tej felernej książce ;).

_____
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...