Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tess Gerritsen. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tess Gerritsen. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 kwietnia 2013

"Prawo krwi" - Tess Gerritsen

Tytuł oryginału: "Never Say Die".
Tłumacz: Maria Świderska.
Wydawnictwo: Mira, 2013.
Liczba stron: 304.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 06.04.2013.
Zakończenie lektury: 09.04.2013.
Moja ocena: 6/10.

Tess Gerritsen to amerykańska pisarka, z zawodu lekarz internista. Jej pierwsze powieści miały charakter romansu kryminalnego, dopiero od 1996 roku autorka zaczęła pisywać thrillery medyczne, dzięki którym zyskała ogromną popularność. Do tej pory napisała ponad dwadzieścia książek, które były i są nadal tłumaczone na wiele języków. Dla niektórych pisarzy Gerritsen stała się numerem jeden wśród autorów thrillerów medycznych.

"Prawo krwi", książka wydana przez wydawnictwo Mira, to kolejna powieść sensacyjna z romansem w tle. Od tego typu utworów właśnie Gerritsen zaczęła swoją karierę literacką w okolicach początków lat 90. Nie są to zatem jakieś wybitne pozycje, ale za to lekkie i jednocześnie niepozbawione dreszczyku emocji. Wprawdzie wcześniej czytałam tylko jeden romans kryminalny tej autorki, "Śladem zbrodni", to jestem skłonna wysnuć przypuszczenie, iż ten, jak i "Prawo krwi", a może także pozostałe książki z tego gatunku, reprezentuje pewien prosty schemat akcji - główna bohaterka chce rozwiązać jakąś podejrzaną sprawę, taką sprzed lat albo teraźniejszą, w którą nagle zostaje wplątana, nie podoba się to jednak pewnym osobom związanym w jakiś sposób z ową sprawą, a więc coś jest na rzeczy, bohaterka wkracza do świata pełnego niebezpieczeństw, a przed tymi właśnie niebezpieczeństwami chroni ją przypadkowo napotkany przystojny mężczyzna, z którym, jak można się domyślić, coś ją połączy. Kryminały "Śladem zbrodni" i "Prawo krwi" są do siebie bardzo podobne, w wyniku czego, czytając ten drugi, troszeczkę się rozczarowałam. Ale najważniejsze, że w czasie lektury się nie nudziłam i kilkakrotnie zostałam zaskoczona przebiegiem fabuły.

Willy Maitland obiecuje swej umierającej matce, że jeszcze przed jej śmiercią odkryje prawdę na temat rzekomej śmierci jej męża, Billa. Rzekomej, bo obie kobiety nie wierzą, że zginął on w katastrofie lotniczej podczas wojny w Wietnamie dwadzieścia lat temu. Samolot, którym Maitland przewoził rozmaite ładunki, owszem, rozbił się, ale ciała pilota nigdy nie znaleziono. Ktoś jednak zdołał ten wypadek przeżyć. Wyciekły informacje, że na pokładzie samolotu znajdował się ktoś jeszcze - cenny zakładnik? Co stało się z resztą przewożonego ładunku i co w ogóle się pod nim kryło? Willy wyrusza do Azji, by znaleźć odpowiedzi na dręczące ją przez lata pytania. Ale już na samym początku podróży zdaje sobie sprawę z tego, że jej poczynania nie przynoszą żadnego pozytywnego skutku, a co gorsza, zaczynają przeszkadzać pewnym wpływowym ludziom, którzy za wszelką cenę pragną chronić tajemnicę z przeszłości. Życie kobiety jest zagrożone, ale nie zamierza się ona poddawać. Nieoczekiwanie do jej poszukiwań przyłącza się Guy Barnard, antropolog pracujący na zlecenie armii. Ale czy tylko? Czy jego zamiary wobec Willy są szczere i pragnie on pomóc jej odnaleźć ojca? Czy jest on człowiekiem godnym zaufania? Kto w tym wszystkim jest przyjacielem, a kto wrogiem?

Lektura "Prawa krwi" mija w mgnieniu oka, bo książka nie jest obszerna, a ponadto tempo jej akcji jest niewiarygodnie szybkie. Bohaterowie przemieszczają się raz-dwa tu i tam, bo grozi im niebezpieczeństwo, od czasu do czasu trochę ze sobą pogadają, po czym znowu muszą uciekać przed złem, jednocześnie odkrywając coraz to nowsze i ciekawsze fakty dotyczące zdarzeń z wojny wietnamskiej. Liczba ofiar - zamierzonych i przypadkowych - z dnia na dzień wzrasta. Czytelnik ma wrażenie, że w tę tajemniczą sprawę, które spokój naruszyła Willy, jest zamieszanych zbyt wielu ludzi, a na dodatek cały czas nie wiadomo, kto tak naprawdę stoi za rozpowszechnianiem zagrożenia i dlaczego to robi. Może się wydawać, że wszelkie kwestie wojskowe pojawiające się w powieści będą przytłaczać, zamęczać lub będą niezrozumiałe, ale tak nie jest. Gerritsen pisze jasno, zwięźle i na temat, zahaczając tu i ówdzie o zagadkowe wydarzenia z przeszłości nie tylko poszukiwanego Billa Maitlanda, umiejętnie budując napięcie, tworząc sensowną całość z zaskakującym i dobrze wyjaśnionym zakończeniem.

Przez cały ten czas, gdy zgłębiałam tajniki "Prawa krwi", zżerała mnie ciekawość w sprawie śmierci - rzekomej lub nie - Maitlanda. Zagadka dotycząca tego, czy ów człowiek żyje, jest chyba najistotniejsza w tym kryminale, ważniejsza nawet od odkrycia tożsamości osoby, która stoi za wszystkimi atakami przemocy skierowanymi przeciwko bystrej i upartej Willy. Relacje między nią i Guyem również mnie zaintrygowały, bo tak naprawdę prawie do samego końca utworu nie miałam pewności co do intencji i uczciwości faceta. Czy moje obawy były słuszne? Sięgnij po "Prawo krwi", drogi czytelniku, a z całą pewnością się tego dowiesz.

Ciekawa to była lektura. Ciekawa przygoda z sensacją i romansem w rolach głównych, w sam raz na bezsenną noc i nudne popołudnia. Mimo że trochę przewidywalna, czytałam ją z przyjemnością i dużym zaangażowaniem. Myślę, że każdy fan prozy Tess Gerritsen po "Prawo krwi" prędzej czy później sięgnie, więc zachęcam do jego przeczytania miłośników lekkich kryminałów oraz miłośniczki literatury kobiecej, które nie boją się odnaleźć w książkach rozlewu krwi, a przy tym lubią zatracić się w miłosnych uniesieniach bohaterów.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Mira.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

piątek, 30 listopada 2012

"Ciało" - Tess Gerritsen

Wydawnictwo: Albatros, 2011.
Liczba stron: 320.
Wydawnictwo: Albatros, 2011.
Czas trwania: 9h 38min 22s.
Lektor: Wiktor Zborowski.
Rozpoczęcie lektury: 28.11.2012.
Zakończenie lektury: 29.11.2012.
Moja ocena: 7/10.

Tess Gerritsen to amerykańska pisarka, z zawodu lekarz internista. Jej pierwsze powieści miały charakter romansu kryminalnego, dopiero od 1996 roku autorka zaczęła pisywać thrillery medyczne, dzięki którym zyskała ogromną popularność. Do tej pory napisała ponad dwadzieścia książek, które były i są nadal tłumaczone na wiele języków. Dla niektórych pisarzy Gerritsen stała się numerem jeden wśród autorów thrillerów medycznych.

Powieść "Ciało" została napisana w 1994 roku. Teoretycznie można ją uznać za pierwszy thriller medyczny tej pisarki, ale, jak ona sama zaznacza, na wstępie książki, jej charakter zbliżony jest też do innego gatunku literackiego, a mianowicie romansu. Główna bohaterka jest lekarką sądową, wplątuje się w dziwną sprawę związaną ze śmiercionośnymi narkotykami, no i przy okazji zakochuje się w pewnym mężczyźnie. Schemat oklepany, nieco ryzykowny, ale myślę, że Gerritsen poradziła sobie z nim nieźle, bo jej utwór wciąga i do samego końca trzyma czytelnika w napięciu.

Do prosektorium zostają przywiezione zwłoki niezidentyfikowanej młodej dziewczyny. Kat Novak, po dokładnych oględzinach ciała, stwierdza, że denatka najprawdopodobniej przedawkowała narkotyki, ale kolejna ofiara i szczegółowe badania przeprowadzone w profesjonalnych laboratoriach, doprowadzają lekarkę do firmy farmaceutycznej Cygnus i jej prezesa, Adama Quantrella. Czyżby Cygnus pracował nad nowym, tajemniczym lekarstwem? A może narkotykiem? Quantrell stanowczo sprzeciwia się podejrzeniom Novak, ale ta nie daje za wygraną, chcąc poznać prawdziwą przyczynę śmierci młodych osób. Wkrótce jednak jej prywatne "śledztwo" dociera do nieoczekiwanego momentu - Kat, mało nie przypłacając własnym życiem, dowiaduje się, że komuś bardzo zależy na tym, by zaprzestała poszukiwań. Kobieta nie ma zamiaru się poddać i, jak na ironię, zyskuje wsparcie samego Adama, który, choć budzi w niej niepokój i wątpliwości, zaczyna ją coraz bardziej intrygować w pozytywnym znaczeniu tego słowa...

Proza Gerritsen jest płynna i łatwa w odbiorze. Autorka w zręczny sposób prowadzi akcję, która ma sens, zaskakuje i, co ważne, nie nudzi. "Ciało" nie jest thrillerem, który przytłacza jakąś skomplikowaną terminologią medyczną, wręcz przeciwnie, takowej jest niewiele. Tę powieść zaliczyłabym po prostu do kryminału albo sensacji. Napięcie jest, zagadki również. Przez większość fabuły czytelnik błądzi, kurczowo trzymając się mylnych tropów i podejrzeń. Mnie prawie udało się trafnie zinterpretować część motywów głównego podejrzanego, no i jego samego, ale, nie oszukujmy się, dopiero zakończenie wszystko, wszystkie wątki dokładnie wyjaśnia.

Pomysł z tajemniczym narkotykiem siejącym spustoszenie wśród narkomanów z biedniejszych dzielnic pewnego amerykańskiego miasteczka uważam za udany. W czasie lektury utworu można praktycznie bezustannie główkować, kto, co, jak i dlaczego. Jak powstał ów narkotyk? W jaki sposób trafił on na ulicę? I w jakim celu? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że władze miasta nic nie robią sobie z tego zagrożenia. Dla nich uparta i nieustępliwa Kat Novak jest niczym wrzód na tyłku. A już na pewno jest nim ona dla byłego męża, zajmującego stanowisko prokuratora, pupilka burmistrza, który, zdaniem kobiety, nie pełni swojej funkcji tak, jak powinien.

Postaci w książce są bardzo zróżnicowane i wyraziste, dzięki czemu można bez komplikacji śledzić ich losy i wątki z nimi związane. Każda z nich ma jakieś sekrety, przeszłość, która nie pozwala im o sobie zapomnieć, no i charakter - mniej lub bardziej do zniesienia, jeśli chodzi o reakcję odbiorcy. Główni bohaterowie stanowią dość specyficzną parę. Adam Quantrell to człowiek, któremu nie powinno się ufać przy byle jakiej okazji, ale mimo to budzi pewnego rodzaju zainteresowanie i sympatię. Z kolei Kat Novak to kobieta niezwykle silna i skutecznie dąży do postawionego przez siebie celu. I choć taka odważna i wytrwała, nie do końca dałam radę ją polubić. A wszystko to za sprawą ogromnego kontrastu cech i uczuć, jakimi ona dysponuje. Z jednej strony jest pewną siebie osobą, której różnego rodzaju groźby psychiczne i fizyczne nie są w stanie złamać, a z drugiej - jest irytująco niezdecydowana i niepewna, jeśli chodzi o sferę uczuć. Zakochując się w Adamie, chyba kilkanaście razy zastanawia się, czy postępuje słusznie; pragnie tego mężczyzny, ale zarazem się go boi, tłumacząc się odrzuceniem przez niego albo jego bogactwem. To osobliwe zachowanie Novak działało mi na nerwy, bo nieco psuło ogólny obraz relacji panujących między nią a Quantrellem, które zaliczyłabym do całkiem interesujących.

Jak na Tess Gerritsen, powyżej opiniowany utwór nie jest thrillerem wysokich lotów, ale lekko się go czyta. I słucha - w moim przypadku był to audiobook czytany przez Wiktora Zborowskiego operującego przyjemnym głosem, choć jego tempo czytania było dla mnie zbyt wolne. "Ciało" to dopiero zalążek thrillera medycznego, więc nie należy się nastawiać na opisy sytuacji, które działyby się w szpitalu pełnym zatrutych szczepionek i niebezpiecznych lekarzy. Ta pozycja jest jednak w stanie zapewnić dobrą rozrywkę miłośnikowi kryminałów, a tym bardziej twórczości tej amerykańskiej pisarki. Dynamiczna akcja i ciekawe postaci to zdecydowanie największe atuty "Ciała". Myślę, że warto przyjrzeć się mu bliżej.

czwartek, 20 września 2012

"Śladem zbrodni" - Tess Gerritsen

Wydawnictwo: Mira, 2012.
Liczba stron: 304.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 18.09.2012.
Zakończenie lektury: 19.09.2012.
Moja ocena: 7/10.

Tess Gerritsen to pisarka amerykańska, z zawodu lekarz internista. W 1987 roku opublikowała pierwszą powieść, sensację z wątkiem romansowym, "Telefon po północy", później jeszcze kilka książek o podobnej tematyce. Popularność jednak zyskała dopiero dzięki thrillerom medycznym, debiutując "Dawcą" w 1996 roku. Do dziś napisała szesnaście utworów z tego gatunku. Są one tłumaczone na wiele języków, regularnie też ukazują się na listach bestsellerów w USA i Europie.

"Śladem zbrodni" to powieść należąca do pierwszej grupy książek tej autorki, czyli tej z elementami romansu. Gerritsen na wstępie utworu wyjaśnia, skąd wzięło się jej zainteresowanie romansami, a także dziękuje wydawcy za wznowienie pozycji, które jako pierwsze wyszły spod jej pióra. Z wielką chęcią przyłączyłabym się do tych podziękowań, gdyż po lekturze "Śladem zbrodni" polubiłam twórczość tej pisarki, znanej mi dotąd tylko z thrillerów medycznych, jeszcze mocniej. Jedno jest pewne - autorka w doskonały i zręczny sposób potrafi zainteresować czytelnika i wzbudzić w nim napięcie, a jeśli dodać do tego wątek romansu, to, no cóż, dla żeńskiej części odbiorców może być to dodatkowy plus, wpływający na przyjemność czerpaną z lektury. W utworze "Śladem zbrodni" jednak bardziej niż flirty bohaterów rzuca się w oczy akcja iście sensacyjna, z agentami wywiadu i tajemnicami NATO na czele. Mnóstwo zaskakujących zdarzeń sprawia, że od książki trudno jest się oderwać.

Pewnego dnia Beryl Tavistock i jej brat Jordan przypadkowo dowiadują się, że śmierć ich rodziców, agentów brytyjskiego wywiadu, przed dwudziestoma laty wyglądała zupełnie inaczej niż myśleli. Wychodzi na jaw, iż ojciec brutalnie zamordował matkę, po czym popełnił samobójstwo w jednym z opuszczonych mieszkań w Paryżu. Oboje działali pod przykrywką, udostępniając wrogom tajne akta NATO? Niemożliwe, Beryl nie może uwierzyć zarówno w to, jak i wątpliwą miłość jej rodziców. Postanawia więc odkryć, co wydarzyło się naprawdę, udając się wraz z bratem do Paryża. Opiekę nad nimi roztacza wieloletni przyjaciel rodziny, a także były agent CIA, Richard Wolf, z którym Beryl zaczyna łączyć coś więcej aniżeli przelotna znajomość. Szybko okazuje się, że śmierć Madeline i Bernarda Tavistocków owiana jest pilnie strzeżonymi sekretami, których naruszenie doprowadza do nieoczekiwanych zwrotów akcji. Bezwzględna gra służb i szpiegów może nawet mieć finał w postaci śmierci niepożądanych osób, czyli, jak można się domyślić, Beryl i Jordana.

Pragnę dodać, iż owo wydanie powieści "Śladem zbrodni" przypadło mi do gustu, szczególnie ze względu na minimalizm zawarty w jej okładce. W tekście rzuciło mi się w oczy kilka literówek, ale nie wpłynęły one w żaden sposób na jego odbiór. Książka składa się z prologu, którego akcja dzieje się w roku 1973, dwunastu rozdziałów akcji właściwej oraz epilogu będącego przyjemnym zwieńczeniem całej fabuły. Gerritsen pisze prostym i przystępnym językiem, nie zawracając sobie głowy zbędnymi opisami, za to skupiając się na konkretnych faktach i eksponując liczne dialogi. Pierwsze kilkadziesiąt stron utworu wprawdzie nie wciągnęło mnie tak bardzo, jak bym sobie tego życzyła, ale dalej szło już jak z płatka, głównie dlatego, że przybywało trupów, podejrzanych, a ponadto wychodziło na jaw coraz więcej bulwersujących faktów nie tylko z życia politycznego, ale i osobistego poszczególnych bohaterów.

Autorka ukazuje czytelnikowi pełen niebezpieczeństw świat wpływowych ludzi, w którym prym wiodą pozory, kłamstwa i tajemnice. Aby je zachować w nieskazitelnym stanie, jego członkowie są zdolni do wszystkiego, począwszy od niewinnych intryg, aż po brutalne zabójstwa. Jednak poprzez to, iż w nieskończoność i za wszelką cenę pragną żyć w pozorach i ułudzie, brną coraz głębiej w bagno strachu, niepewności i sytuacji bez wyjścia, które ostatecznie mogą ich doprowadzić nawet do zguby. Niemal każdy z bohaterów wykreowanych przez Gerritsen ma w sobie coś, dzięki czemu zapada w pamięć. Odznacza się jakąś szczególną cechą, skrywa tajemnicę albo ma coś na sumieniu. Chyba najbardziej przypadła mi do gustu postać Jordana Tavistocka, takiego, można by rzec, zwyczajnego młodego mężczyzny, którego pisarka obdarzyła wyjątkowym pechem. Pozytywny wydźwięk miała też rola Richarda Wolfa, natomiast Beryl Tavistock spodobała mi się trochę mniej ze względu na jej upartość i chęć bycia niezależną nawet w obliczu zagrożenia, przez co niejednokrotnie ocierała się o śmierć.

Lekturę książki "Śladem zbrodni" jak najbardziej zaliczam do udanych. Czytając ją bowiem, mogłam delektować się wszystkim tym, co lubię w literaturze, czyli kryminałem i sensacją z elementami romansu i psychologii osobowości człowieka. Powieść zaskoczyła mnie tym, że jej fabuła rozwinęła się tak, a nie inaczej, docierając do wydarzeń, których tła zbytnio się nie spodziewałam. Tess Gerritsen jest dobra w tym, co robi, a więc w tym, co i jak pisze. Czytanie jej utworów to czysta przyjemność i doskonała rozrywka. Polecam.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Mira.

środa, 28 marca 2012

"Grawitacja" - Tess Gerritsen

Wydawnictwo: Albatros, 2011.
Liczba stron: 384.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 27.03.2012.
Zakończenie lektury: 28.03.2012.
Moja ocena: 8/10.

Tess Gerritsen to amerykańska pisarka, z zawodu lekarz internista. Jej pierwsze powieści tematycznie nawiązują do romansu kryminalnego, natomiast te powstałe po 1996 roku należą do gatunku thrillera medycznego. Książki tejże autorki są tłumaczone na wiele języków i niejednokrotnie pojawiają się na listach bestsellerów. Gerritsen jest uważana za najciekawszą twórczynię thrillerów medycznych, lepszą nawet od Cooka, Palmera czy Crichtona.

Thriller medyczny osadzony w kosmosie? Wśród promów, stacji kosmicznych i działalności NASA? Przyznaję, że dość sceptycznie podeszłam do "Grawitacji", kolejnego utworu tej popularnej autorki. Tak naprawdę do końca nie wiedziałam, czego spodziewać się po tej książce. Z jednej strony wszelka terminologia związana z kosmosem i astronautami jest dla mnie po prostu obca, a z drugiej - niejeden raz zdarzyło mi się obejrzeć film katastroficzny ukierunkowany na tę właśnie tematykę. I to dobry film, który potrafił mnie zainteresować. Dlatego miałam cichą nadzieję, że powieść Gerritsen jednak przekona mnie do siebie.

I rzeczywiście. "Grawitacja" jest pewnego rodzaju katastroficznym obrazem historii kilkunastu astronautów, którym przyszło walczyć z nieoczekiwanym niebezpieczeństwem na stacji kosmicznej. Tak, w kosmosie. W stanie nieważkości. W próżni. Bohaterowie ocierają się o śmierć, doświadczają jej, są bezradni, a jednak starają się zachować zimną krew i nie poddawać się. Nie jest to wcale takie łatwe. Wręcz przerażające, pełne bólu i smutku. "Grawitacja" to opowieść nie tylko o ludzkiej bezsilności wobec nieznanego jutra, rzeczy i zjawisk nowych, o których nikt wcześniej nie miał pojęcia. To także historia o bezgranicznej miłości, poświęceniu, chęci niesienia pomocy drugiemu człowiekowi oraz walce o przetrwanie w obliczu zagrożenia.

Życie pewnej grupy astronautów prowadzących badania i eksperymenty na pokładzie międzynarodowej stacji kosmicznej orbitującej wokół Ziemi wywraca się do góry nogami nie tylko dosłownie. Nagle i niespodziewanie wybuch wśród nich dziwna zaraza. Rozprasza się ona w zastraszająco szybkim tempie, siejąc śmierć wśród członków zarówno załogi stacji, jak i tej wysłanej w celach ratunkowych. W sprawę tej zagadkowej epidemii zostaje włączone wojsko, a także sam prezydent Stanów Zjednoczonych. Aby nie dopuścić do skażenia ludności, pozostali przy życiu astronauci otrzymują zakaz powrotu na Ziemię, co spotyka się z wielkim oburzeniem NASA. Wśród uwięzionych w kosmicznej próżni osób jest doktor Emma Watson. Jej mąż, Jack McCallum, który nie bierze udziału w misji, robi wszystko, by sprowadzić swoją żonę całą i zdrową bezpiecznie do domu. Czy będzie jednak w stanie przezwyciężyć państwowe decyzje? Co takiego wywołało tę tajemniczą zarazę? Czysty przypadek, pomyłka, a może bioterroryzm? W rękach Jacka leży znalezienie odpowiedzi na powyższe pytania. I życie Emmy.

Pomimo moich wcześniejszych obaw, "Grawitacja" pozytywnie mnie zaskoczyła. Przede wszystkim ze względu na fakt, iż trzyma w napięciu do ostatniej strony. Szczególnie nerwowe momenty to te związane z objawami choroby, śmierci, walką o przeżycie i bezskutecznymi próbami pomocy. Akcja toczy się bardzo szybko, co potęguje chęć do dalszej lektury utworu. Nie ma czasu na nudę czy chwilę wytchnienia. Gerritsen wie, co robi. Wie, jak zainteresować czytelnika. Mimo licznych terminów i wyrażeń powiązanych z kosmosem i medycyną, wszystko jest jasne i zrozumiałe; nie zakłócają one treści głównych wydarzeń. W celu objaśnienia sobie nieznanych pojęć, można skorzystać ze słowniczka skrótów zamieszczonego na końcu książki.

Powieść Gerritsen wskazuje na to, iż katastrofą dla naszej planety może być nie tylko jej zagłada wywołana różnego rodzaju kometami i asteroidami, co wielu z nas zapewne widziało w filmach. Śmiertelna epidemia zapoczątkowana podczas eksperymentów kosmicznych to również swoistego rodzaju armagedon. Nic więc dziwnego, że władze Stanów Zjednoczonych nie chcą dopuścić do powrotu na Ziemię zarażonych astronautów. Z drugiej jednak strony nie jest to sprawiedliwe wobec tych naukowców - bo kto chciałby być pozostawiony samemu sobie w kosmosie, z dala od cywilizacji, prawdziwego życia, rodziny, domu, a w dodatku zmagać się ze straszliwymi objawami choroby, czekając na śmierć? Nieważne, że w mniemaniu władz tacy ludzie już określani są mianem bohaterów. Ich rodziny i bliscy nigdy nie pogodziliby się z tragedią, jaka mogłaby ich dotknąć. To straszne i zarazem bardzo smutne.

Podoba mi się pomysł autorki na fabułę "Gerritsen" i sposób, w jaki go ukazuje. Również kreacje bohaterów, zarówno tych głównych, jak i drugoplanowych, zasługują na duży plus. Każda z postaci bowiem na w sobie coś interesującego i tajemniczego - bagaż doświadczeń, charakter i sekrety, które niekoniecznie chciałyby ujrzeć światło dzienne. Na każdej stronie powieści czytelnikowi towarzyszą różne emocje, z których dominują przede wszystkim strach i nadzieja. To ciekawa historia i już wiem, że nie będę miała oporów, by następnym razem sięgnąć po thriller związany z tematyką przestrzeni kosmicznej. O ile, rzecz jasna, nie będzie to utwór fantastyczny. Po raz kolejny Tess Gerritsen mnie nie zawiodła i jeszcze bardziej jestem ciekawa jej innych książek.

Baza recenzji
Syndykatu Zbrodni w Bibliotece

środa, 22 lutego 2012

"Nosiciel" - Tess Gerritsen

Wydawnictwo: Albatros, 2010.
Liczba stron: 416.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 21.02.2012.
Zakończenie lektury: 22.02.2012.
Moja ocena: 7/10.

Tess Gerritsen to amerykańska pisarka, z zawodu lekarz internista. Jej pierwsze powieści miały charakter romansu kryminalnego, dopiero od 1996 roku autorka zaczęła pisywać thrillery medyczne, dzięki którym zyskała ogromną popularność. Do tej pory napisała ponad dwadzieścia książek, które były i są nadal tłumaczone na wiele języków. Dla niektórych pisarzy Gerritsen stała się numerem jeden wśród autorów thrillerów medycznych.

"Nosiciel" to właśnie thriller medyczny, jeden ze starszych, bo powstały w roku 1998. Powieść ta to dopiero moja druga przygoda z twórczością Gerritsen. Po świetnej "Infekcji" wiedziałam, że nie pozostanę obojętna wobec jej autorki. "Nosiciel" jest dobrą książką, choć nie rewelacyjną. Można ją "połknąć" w zaledwie kilka godzin, ponieważ wciąga niesamowicie, ale zakończenie pozostawia wiele do życzenia, przynajmniej moim zdaniem. Thriller ten bardziej przypomina mi horror. Krwawy horror, niczym "Lśnienie" Stephena Kinga. Mnóstwo w nim wstrząsających zbrodni, także z udziałem, uwaga, siekier, co właśnie wywołało we mnie powyższe skojarzenia. Większość z nas doskonale kojarzy chociażby obraz Jacka Nicholsona taranującego drzwi za pomocą siekiery w celu zabicia zamkniętych za nimi członków swej rodziny. Początek "Nosiciela", no cóż, bardzo ten obraz przypomina.

Jest rok 1946. W turystycznym miasteczku Tranquility zostaje wymordowana pewna rodzina. Pięćdziesiąt dwa lata później dochodzi do podobnych zdarzeń, a także mnóstwa bójek i aktów wandalizmu, dokonanych przez nastolatków, uczniów miejscowej szkoły, wywołanych niewyjaśnionymi napadami agresji. Doktor Claire Elliot, która niespełna rok wcześniej przeprowadziła się do Tranquility wraz z nastoletnim synem Noahem w celu ochrony chłopca przed niebezpiecznym życiem wielkiego miasta, zaczyna zastanawiać się, czy postąpiła słusznie. Wraz z miejscowym szefem policji, Lincolnem Kelly, dokonuje niezwykłych odkryć na podłożu biologicznym, sięgających dalekiej przeszłości. Problem w tym, że nikt nie chce wierzyć w jej teorie i zapewnienia. Claire szybko staje się zakałą miasteczka, a w dodatku jej syn również zaczyna przejawiać skłonności do agresji. Życie doktor wywraca się do góry nogami. Musi walczyć o życie swoje i Noaha i być może swe uczucie do Lincolna. Czy da radę podołać temu wszystkiemu?

"Nosiciel" rozpoczyna się prologiem sięgającym wydarzeń z 1946 roku i jest podzielony na dwadzieścia pięć rozdziałów. Język Gerritsen należy do klarownych i przyjemnych w odbiorze. Terminów medycznych nie ma zbyt wiele w tym utworze, dlatego przypomina on w małym stopniu thriller medyczny. Jego fabuła koncentruje się przede wszystkim na rozwiązywaniu zagadki tajemniczych zabójstw i nagłego wzrostu przestępczości wśród młodzieży mieszkającej w Tranquility. Skupia się na agresji nastolatków i zachowaniach nią wywołanych. W miasteczku bezradność zaczyna gęstnieć w powietrzu.

"Nosiciel" okazał się ciekawą lekturą, pełnym tajemnic thrillerem, którego wydarzenia toczyły się w zastraszająco szybkim tempie, raz po raz wiążąc się z historią sprzed kilkudziesięciu lat, co dla mnie było szczególnie interesujące. Bohaterów jest dużo, ale nie trzeba martwić się tym, że za chwilę zapomni się o tej czy o tamtej postaci, bo wszystko wyjaśnia się na bieżąco, pozwalając czytelnikowi bezproblemowo brnąć przez całą powieść. Polubiłam postać Noaha Elliota, nastolatka z problemami wieku dojrzewania, chłopca, który zbyt wcześnie stracił ojca. Ciekawiły mnie losy Doreen Kelly, żony Elliota, alkoholiczki niemogącej pogodzić się z separacją, a także losy bohaterów związanych z wydarzeniami z przeszłości, którzy w jakiś sposób mogli rzucić odrobinę światła na to, co działo się w czasach obecnych, w jakich rozgrywała się akcja "Nosiciela".

Pomimo zaskakującej i pełnej napięcia fabuły, nie do końca przekonał mnie ów thriller Gerritsen. Przede wszystkim ze względu na zakończenie utworu, zbyt wymyślne moim zdaniem, mało intrygujące i zbyt szybkie. Odniosłam wrażenie, że autorka za bardzo pospieszyła się z ostatecznym wyjaśnieniem największego sekretu "Nosiciela" lub po prostu zrobiła to w mało interesujący sposób. Dla mnie zakończenia książek, zwłaszcza kryminałów i thrillerów, są bardzo ważne. Muszą powalić mnie na kolana, a w przypadku "Nosiciela" to zadanie nie zostało wykonane, dlatego moja ocena powieści jest taka, a nie inna. Ratuje ją styl pisarski Gerritsen, który dzięki wszelkim manipulacjom, intrygom i piętrzącym się na każdej stronie zagadkom, po prostu uwielbiam.

Mam wielką nadzieję, że kolejne książki Tess Gerritsen, po które sięgnę, będą dużo lepsze od "Nosiciela" - już nie mogę doczekać się ich lektury. Czytelnicy, którzy dopiero rozpoczynają swoją "znajomość" z utworami tej pisarki, powinni zostawić sobie tę powieść na trochę później, by zbyt mocno nie rozczarować się już na początku. A dla każdego miłośnika Gerritsen będzie ona gwarancją dobrej rozrywki i przyjemnie spędzonego czasu.

Baza recenzji
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...