Tłumacz: Robert Kędzierski.
Wydawnictwo: Czarna Owca, 2013.
Liczba stron: 424.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 05.11.2013.
Zakończenie lektury: 18.11.2013.
Moja ocena: 5/10.
Arne Dahl, właściwie Jan Lennart Arnald, to szwedzki autor opowiadań i powieści, krytyk literacki, z zawodu literaturoznawca. Obecnie pracuje dla Akademii Szwedzkiej, jest redaktorem czasopisma "Aiolos" i recenzentem w "Dagens Nyheter". Jako pisarz zadebiutował w 1990 roku powieścią "Chiosmassakern", ale dopiero seria kryminałów o Drużynie A zapewniła mu dużą popularność zarówno w jego rodzimym kraju, jak i w wielu innych państwach na całym świecie.
Bardzo nie lubię nie zachowywać chronologicznej kolejności wydań książek danego autora, zwłaszcza jeśli chodzi o serie, cykle z udziałem powtarzających się w nich bohaterów. W przypadku twórczości Dahla, niestety, zrobiłam wyjątek. A wszystko to dlatego, że skusiła mnie Czarna Seria - na ogół przeze mnie tolerowana - w obrębie której po raz pierwszy ukazał się utwór tego szwedzkiego pisarza, utwór u Drużynie A, specjalnej jednostce policyjnej, przeznaczonej do walki z przestępstwami o zasięgu międzynarodowym, utwór będący nie pierwszą, lecz piątą częścią cyklu, o tytule "Wody wielkie". Poprzednie cztery części ukazały się w Polsce w latach 2010-2012 nakładem wydawnictwa Muza, były i nadal są mi obce. Ale, tak jak napisałam wcześniej, skusiłam się, no i zmierzyłam z "Wodami wielkimi", które okazały się zupełnie innym kryminałem niż wszystkie te przeczytane przeze mnie do tej pory. W jakim sensie innym? O tym za chwilę.
Dag Lundmark, policjant o niezbyt kryształowej przeszłości, były narzeczony komisarz Kerstin Holm należącej do Drużyny A, zostaje oskarżony o zabicie afrykańskiego uchodźcy. Podejrzany twierdzi, że działał w obronie własnej, ale śledztwo w tej sprawie wykazuje, iż było zupełnie inaczej. Niemalże w tym samym czasie, jak z oczu policji znika Lundmark, Drużyna A w składzie Kerstin Holm, Paul Hjelm, Arto Söderstedt, Viggo Norlander, Jorge Chavez i Sara Svenhagen wszczyna dochodzenie w sprawie tajemniczego samobójstwa pewnego mężczyzny, który w liście pożegnalnym przyznaje się do popełnienia kilku zbrodni. Pech? Nadmiar obowiązków czy może sprytnie zaplanowana intryga? I jaki związek z tym wszystkim mają afrykańscy emigranci?
Tuż przed rozpoczęciem lektury powieści Dahla byłam wręcz przekonana, że jej fabuła od początku do końca będzie krążyć wokół przestępstw o randze międzypaństwowej - moje myślenie obrało taki kierunek właśnie dzięki wątkowi poświęconemu uchodźcom z Afryki, o którym jest mowa w opisie utworu - może nawet związanych z polityką, tymczasem ci uciekinierzy to niewielki fragment tła najważniejszych wydarzeń mających związek nie tyle ze śledztwem Holm i jej przyjaciół, ile z osobą jej samej. Cała ta kryminalna otoczka "Wód wielkich" to tylko dodatek - pewnego rodzaju gra planszowa budząca wiele pytań i wątpliwości - do obrazu nieźle pokręconych relacji pomiędzy bohaterami, ich prywatnych wynurzeń i siejących niepokój nawiązań do ich przeszłości. Mieszanka iście wybuchowa, jak się patrzy; mnie jednak nie zafascynowała.
Faktem jest, iż styl Dahla jest jedyny w swoim rodzaju, niepowtarzalny. Intrygujący, ale trochę wariacki, czasami irytujący. Nieprzyzwyczajona do takowego, nie potrafiłam go zaakceptować. Przez pierwszą połowę książki nudziłam się i jednocześnie bałam, że jej lekturę będę przeciągać w nieskończoność. Drobiazgowa pisanina autora, pełna jakichś filozoficznych rozmyślań bohaterów, zbędnych powtórzeń, wymyślnych metafor i porównań, mimo że oryginalna, nie podchodziła mi za bardzo. Wszelkie wspomnienia i spostrzeżenia poszczególnych postaci dotyczące ich przeszłości rozpraszały nie tylko ich samych, ale też i mnie - podczas nurkowania w "Wodach wielkich". Dopiero gdzieś tak w połowie powieści akcja zaczyna się rozkręcać, pojawia się napięcie, jest więcej zamieszania, intryg, konfliktów interesów powiązanych z tym, co w kryminałach lubię najbardziej, czyli dochodzeniami policyjnymi w sprawie zagadkowych zbrodni. Wszelkie elementy fabuły, które bezpośrednio dotyczą przesłuchań świadków, "połknęłam" bez mrugnięcia okiem, Dahl bowiem bardzo szczegółowo prezentuje podejście Drużyny A do śledztwa, detale omawiania przesłuchań i wspólne analizy zgromadzonych przez nią materiałów. Akcja utworu jest płynna, wydarzenia przechodzą od jednego w drugie z zawrotną prędkością, przez co czasami ciężko mi było się skupić i we wszystkim połapać, na szczęście to, co najistotniejsze, czytelnik jest w stanie wychwycić bez problemu. Od czasu do czasu też może sobie pozwolić na małe rozluźnienie, a to za sprawą świetnych dialogów obfitujących w humorystyczne i cięte riposty. Dla przykładu - szpitalna rozmowa Viggo z poturbowanym włamywaczem, Björnem, powaliła mnie na łopatki.
Jeśli chodzi natomiast o same kreacje bohaterów powieści - nie da się ukryć, trochę odczułam brak znajomości poprzednich części serii o Drużynie A, bo każdy z jej członków ma za sobą pewne doświadczenia - czy to na tle prywatnym, czy zawodowym - o których Dahl raz po raz wspomina i które w mniejszym lub większym stopniu przylgnęły do nich niczym guma do żucia do spodu buta. W "Wodach wielkich" szczególnie jest to widoczne u Kerstin Holm. To ona gra tutaj pierwsze skrzypce, to jej uczucia i problemy są niezwykle dostrzegalne. Nic dziwnego - jej dawny związek z Dagiem Lundmarkiem, brutalem i pijaczyną, któremu obecnie porządnie odwala i który mimo to potrafi zręcznie wodzić za nos całą policję, dał jej się i daje nadal mocno we znaki z przyczyn, jak czytelnik stopniowo się dowiaduje, bardzo szokujących. Trudno wypowiedzieć się nieco obszerniej na ten temat, nie zdradzając istotnych faktów. Napiszę więc tylko, że wątek Holm jest rzeczywiście sprawnie skonstruowany i wart uwagi, ponieważ porusza tematykę zahaczających o wrażliwość ważnych wartości ludzkiego życia. Ale pomimo wszystkich plusów, jakie wyłapałam podczas czytania kryminału Dahla, nie udało mi się zżyć z jego bohaterami, nie tęsknię za nimi i nie wydaje mi się, abym w przyszłości sięgnęła po inne powieści z nimi w rolach głównych. Tym bardziej, że podobno "Wody wielkie" - za sprawą tłumacza, Roberta Kędzierskiego, ale nie tylko - są jedną z lepszych części cyklu traktującego o Drużynie A, a przecież nie do końca trafiły w mój gust.
Ich zakończenie jednak mogę zaliczyć do udanych - niebanalne, nieprzewidywalne niczym osoba Lundmarka - naprawdę nie spodziewałam się, że tak nieciekawie zapowiadająca się książka skończy się w sposób dużo lepszy, interesujący. Lekturę "Wód wielkich" zaproponowałabym miłośnikom thrillerów z dużą dawką psychologii, które odbiegają od utartych schematów i skupiają się nie tak bardzo na morderstwach i śledztwach, jak na psychikach występujących w nich postaci, miłośnikom oryginalności, dziwactw i pokręconych kreacji bohaterów. Styl Arnego Dahla jest inny, ale też nie dla wszystkich. Ja na przykład pozostanę tradycjonalistką, zwolenniczką przejrzystych (w miarę możliwości), niefilozoficznych stylów oraz skomplikowanych i niepozwalających na złapanie głębszego oddechu fabuł kryminalnych pełnych wymyślnych zbrodni.
Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.
Baza recenzji Syndykatu Zbrodni w Bibliotece.






























