wtorek, 24 lipca 2012

"Przyjaciółki" - Lisa Verge Higgins

Wydawnictwo: Świat Książki, 2012.
Liczba stron: 336.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 22.07.2012.
Zakończenie lektury: 23.07.2012.
Moja ocena: 7/10.

Lisa Verge Higgins to amerykańska pisarka, która swój talent do pisania odkryła całkiem przypadkowo - tuż przed doktoratem z chemii. Do tej pory wydała kilkanaście powieści, które zostały przetłumaczone na wiele języków. Jest zdobywczynią kilku nominacji i nagrody literackiej, Golden Leaf Award. W jej utworach dominuje tematyka typowo kobieca - miłość, przyjaźń, rodzina, dom, dlatego są one czytane bardzo chętnie przede wszystkim przez żeńską część czytelników.

Najnowszą powieścią tej pisarki są "Przyjaciółki", których fabuła opiera się na prawdziwej przyjaźni czwórki kobiet przed czterdziestką. Prawdziwej przyjaźni, o której marzy chyba każda przedstawicielka płci pięknej. Znajomość głównych bohaterek zostaje wystawiona na ciężką próbę, a co za tym idzie, całe ich dotychczasowe życie ulega wielkim przeobrażeniom, poprzez które kobiety nie zaznają całkowitego spokoju, dopóki ich sytuacje się nie unormują na tyle, na ile jest to możliwe. To przyjemna, ciepła, czasem zwariowana i wzruszająca opowieść o poszukiwaniu szczęścia i samych siebie, gdyż życiowe okoliczności często doprowadzają nas do zagubienia.

Kiedy pełna życia, szalona Rachel Braun zmagała się z rakiem, nikt o tym nie wiedział. Jej nagła śmierć zaskoczyła wszystkich jej bliskich i przyjaciół. Podobnie jak psikus, jaki wyrządziła im... po swoim odejściu. Zgodnie z ostatnią wolą Rachel, jej najbliższe przyjaciółki otrzymały listy, w których zostały zawarte dość trudne i skomplikowane prośby zmarłej. I tak, Kate Jansen, idealna żona i matka trójki dzieci, w której małżeństwo wdarła się rutyna, musi wykonać skok z samolotu ze spadochronem, choć nigdy wcześniej tego nie robiła, i co napawa ją ogromnym lękiem. Zadaniem Sarah Pollard, pielęgniarki pracującej w obozie Lekarzy Bez Granic, który stacjonuje w krajach Trzeciego Świata, jest odnalezienie jej pierwszej i, jak wszystko dotąd na to wskazuje, jedynej miłości, lekarza Colina O'Rourke'a. Z kolei Jo Marcum, pracująca w branży reklamowej kobieta sukcesu, została poproszona o coś, co z pozoru jest niemożliwe do wykonania, a mianowicie stałe zaopiekowanie się osieroconą córeczką Rachel, Grace. Nie ma tutaj mowy o pomyłce przy nadawaniu listów. Trzy kobiety muszą zmierzyć się z czymś niewiarygodnym, nie rozumiejąc intencji zmarłej przyjaciółki. Szybko jednak okaże się, że zmiany w ich życiu są po prostu... potrzebne, wręcz konieczne.

Mimo że język Higgins jest dość zwyczajny i zrozumiały, nie zachwycił mnie jakoś szczególnie. Ba, lektura pierwszych kilkunastu stron "Przyjaciółek" szła mi nawet mozolnie, na szczęście gdy fabuła zaczęła się rozkręcać, przygody głównych bohaterek całkowicie mnie pochłonęły. Utwór składa się z osiemnastu rozdziałów, które na przemian ukazują perypetie Kate, Sarah i Jo. Często krzyżują się one ze sobą dzięki, jak można się domyślić, silnej przyjaźni tych kobiet. Na samym końcu książki autorka zamieściła kilkanaście pytań dla czytelniczej grupy dyskusyjnej, a także parę słów o sobie i tematyce, jaką poruszyła w "Przyjaciółkach". Ponadto muszę przyznać, że zakochałam się w okładce tej powieści, jaką zaserwowało czytelnikowi wydawnictwo Świat Książki.

Treść jest raczej przewidywalna. Może gdyby opis książki zdradzał nieco mniej, byłaby bardziej zagadkowa i zaskakująca. Nie znaczy to jednak, że problemy bohaterek Higgins przedstawia w nudny i rozczarowujący sposób. Wręcz przeciwnie, robi to naturalnie i rzeczywiście, przez co odbiorca może łatwo wczuć się w daną sytuację, a nawet rolę którejś z postaci. Bo tak naprawdę wiele ze zdarzeń, jakie przytacza w swym utworze autorka, może znaleźć swoje odzwierciedlenie w realnym świecie. Na pewno niejedna kobieta, będąca żoną i matką, walczy z nudą w swoim małżeństwie lub walczy o to, by ten związek w ogóle przetrwał. Niejedna kobieta też stawia na pierwszym miejscu karierę, a dopiero potem rodzinę. Albo po prostu nie odczuwa potrzeby zawierania związku. Nie posiada instynktu macierzyńskiego, nie chce mieć dzieci. Albo wręcz przeciwnie - świetnie się z nimi dogaduje, ale za to nie potrafi uporządkować swego życia uczuciowego, bo jest święcie przekonana, że kocha tylko tego jednego, swą dawną miłość, która całkowicie ją zaślepia, czyniąc obojętną wobec nowych możliwości. Tak, takie kobiety istnieją. Ale nie wszystkie mają na wyciągnięcie ręki pomoc od przyjaciółki, która znałaby je na wylot. A taka była Rachel. Czerpała z życia jak najwięcej, ale w swych szaleństwach i mocnej dawce adrenaliny nigdy nie zapominała o najbliższych. Obserwowała uważnie to, co działo się z Kate, Sarah i Jo na przełomie wielu lat. Dostrzegała ich radości, smutki i zmartwienia z innej, bo własnej, perspektywy. Z perspektywy, o której jej przyjaciółki nie miały tak naprawdę pojęcia. I dopiero po śmierci Rachel mają okazję jej doświadczyć. Spojrzeć na własne życie innym okiem, zastanowić się nad tym, co trzeba zmienić, naprawić, ulepszyć. Odszukać radość i szczęście - jak za młodu. Pogodzić się z własnym losem w bardziej przystępny i niosący nadzieję sposób. A przy tym nie zapominać, że w razie kłopotów zawsze można znaleźć oparcie w bezgranicznej przyjaźni, dzięki czemu będzie ona nadal pielęgnowana.

Popłakałam sobie, czytając "Przyjaciółki". I to nie raz. Lisa Verge Higgins nawet w banalnych dialogach zawarła mnóstwo emocji, które, no cóż, musiały gdzieś znaleźć swe ujście. Jej powieść zdecydowanie należy do tych bardzo optymistycznych, podnoszących na duchu, lekkich, choć poruszających niełatwe tematy. Takiej przyjaźni, jaka łączyła bohaterki książki, tylko pozazdrościć. Sama oddałabym za posiadanie tytułowych przyjaciółek naprawdę wiele. Utwór w sam raz na niepogodne, pozbawione humoru dni, dla miłośniczek literatury kobiecej traktującej o życiu codziennym i niespodziankach, jakie los może zgotować dosłownie każdemu.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

11 komentarzy:

  1. Książka dotarła no mnie wczoraj więc jestem jej niezmiernie ciekawa i cieszę się, że wysoko ją oceniłaś. Recenzję przeczytałam pobieżnie gdyż nie chce psuć sobie przyjemności czytania i momentu zaskoczenia (mimo iż uważasz że fabuła jest raczej przewidywalna). Bardzo cieszy mnie fakt, że przy czytaniu ma się wiele emocji bo właśnie takiej książki mi w tej chwili potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  2. poczytam jeszcze trochę recenzji tej książki, to może się skuszę
    póki co na ten moment odpuszczam

    OdpowiedzUsuń
  3. Recenzję wpisałam sobie do zakładek, bo sama książkę mam na półce i na przyszły tydzień zaplanowałam lekturę, przeczytałam tylko, ze popłakałaś się:) Ciekawe, jak ja odbiorę Przyjaciółki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetne piszesz recenzje, myślę, że przy najbliższej okazji sprawię sobie kilka z książek, o których pisałaś, a już na pewno "Przyjaciółki" :) Poza tym, dodaję Twojego bloga do ulubionych i będę tutaj zaglądać :) Też zaczynam przygodę z recenzjami, na razie sama z siebie, ale jak nabiorę wprawy, chciałabym robić to tak jak Ty, współpracować z wydawnictwami. Może masz jakieś rady dla początkującej? ;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :). Co do rad...mogę Ci napisać tylko, że ważne jest, byś prowadziła swojego bloga zgodnie z własnymi przekonaniami i odczuciami. Sama założyłam tę stronkę, gdyż od zawsze lubiłam czytać książki, a od jakiegoś czasu spodobało mi się pisanie opinii na ich temat. A żeby gdzieś je umieszczać, dzielić się nimi i czytać innych użytkowników, znalazłam dla siebie idealne miejsce w blogosferze. I nie chodzi tutaj o usilne nawiązywanie współpracy recenzenckiej z wydawnictwami, portalami itp. Niemniej jednak jest to ogromnie miłe uczucie, gdy ktoś doceni moje wysiłki proponując coś takiego jak współpracę. Czytanie książek nadal traktuję i będę traktować jak coś, co uwielbiam, hobby, a nie przymusowy obowiązek. Życzę Ci wszystkiego dobrego w tym blogowym świecie :). Pozdrawiam również!

      Usuń
  5. Ostatnio również skończyłam tą książkę i mam takie same odczucia :) Świetna historia i godna pozazdroszczenia przyjaźń :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie często czytam takie kobiece lektury, ale jeżeli tyle tu o przyjaźni i dużo emocji, to bardzo chętnie sięgnę... O przyjaźni zawsze warto czytać. Zwłaszcza takiej... Sama również dużo bym dała za takie przyjaciółki. :) Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam już książkę na oku :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Ksiażka ciekawie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Byłam na Twoim koncie na devart i myślę "fajne zdjęcia kotów, chyba ma dobry aparat"... a potem czytam, że Ty to narysowałaś o.O REWELACJA. Prześliczne, jak żywe :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :). Realizm w rysunku i malarstwie to coś, co lubię :).

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...