poniedziałek, 14 lipca 2014

"Drogie Maleństwo" - Julie Cohen

Tytuł oryginału: "Dear Thing".
Tłumacz: Grażyna Smosna.
Wydawnictwo: Filia, 2014.
Liczba stron: 480.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 04.07.2014.
Zakończenie lektury: 05.07.2014.
Moja ocena: 7/10.

Julie Cohen dorastała w Rumford, małym miasteczku w stanie Maine. Swoją pierwszą powieść - osadzoną w świecie czarodziejek i czarowników - napisała w wieku jedenastu lat. Ale zarówno ta, jak i kilka późniejszych, nie są jej powodem do dumy. Ukończyła z wyróżnieniem studia z anglistyki na Uniwersytecie Browna. W 1992 roku przeprowadziła się do Wielkiej Brytanii i podjęła studia podyplomowe z literatury angielskiej. Została nauczycielką, ale przygody z pisarstwem nie przerwała. Dziś jest autorką kilkunastu książek wydanych pod własnym nazwiskiem bądź pseudonimami, dzięki którym była nominowana do wielu nagród i została laureatką m.in. Romantic Novelists' Association's Romance Prize, National Readers' Choice Award i HOLT Medallion.

Jedną z nowszych powieści Cohen jest "Drogie Maleństwo", utwór poruszający tematykę macierzyństwa - od problemów związanych z zajściem w ciążę, przez bezskuteczne leczenie i nieudane próby zapłodnienia in-vitro, aż po decyzje i wątpliwości dotyczące macierzyństwa zastępczego. Całość okraszona została potężną dawką emocji czerpanych z ich niekończących się pokładów, skrywanych we wnętrzach bohaterów. Czytelnik ma okazję być świadkiem mniej lub bardziej przyjemnych zdarzeń wynikających z chęci posiadania potomstwa, jak i uświadomić sobie, że wszelkie nieprawidłowości związane z pragnieniem zostania rodzicem mogą przyczynić się nie tylko do upadku duszy, wartości, jaką sam w sobie jest człowiek, ale też do konfliktów, zachwiania więzi rodzinnych, czy - co jest o wiele bardziej optymistycznym rezultatem - do zrozumienia nowej sytuacji życiowej i odnalezienia w niej własnego ja.

Claire i Ben to kochające się małżeństwo, któremu do pełni szczęścia brakuje dziecka. Po wielu latach nieudanych - także tych pod okiem lekarza - prób zajścia w ciążę bezradna i zmęczona Claire poddaje się i rezygnuje z dalszych starań. Ale jej mężowi niełatwo jest pogodzić się z utratą możliwości zostania ojcem. I wtedy jego najlepsza przyjaciółka, Romily, samotna matka wychowująca córkę, składa mu zaskakującą propozycję - urodzi jemu i Claire dziecko. Zaakceptowanie tej niezwykłej oferty nie jest rzeczą banalnie prostą, ale ostatecznie przyszli rodzice decydują się skorzystać z usług przyjaciółki-surogatki. Nie mają jednak pojęcia, że Romily od bardzo długiego czasu zmaga się z nieodwzajemnioną miłością do Bena i dlatego jest w stanie zrobić dla niego dosłownie wszystko. Czy będąc matką zastępczą, kobieta wreszcie zrozumie, że jej ukochany darzy silnym uczuciem kogoś innego i nic tego nie zmieni, a może wręcz przeciwnie, zakwitnie w niej nadzieja, że poprzez wspólne dziecko Ben przekroczy granicę ich przyjaźni?

Brzmi co najmniej nadzwyczajnie, prawda? I niezbyt optymistycznie, jeśli wziąć pod uwagę osobę Claire, która, decydując się na surogatkę w postaci przyjaciółki męża, nie wie, w co tak naprawdę się pakuje. Chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, że jest ona bohaterką najbardziej poszkodowaną i czytelnikowi ma prawo zrobić się jej żal. To ona w związku małżeńskim jest tą pechową osobą, której organizm płata figle. To ona musi mierzyć się z myślami, że nigdy nie urodzi ślicznego bobasa. To ona plącze się w domysłach i wątpliwościach, kiedy w jej życie na dłużej, a może nawet na stałe, wkrada się Romily, z którą do tej pory nie miała dobrego kontaktu. Claire martwi się o wszystkich wokół - o maleństwo rozwijające się w łonie matki zastępczej, które z genetycznego punktu widzenia nie jest z nią spokrewnione, o Rom, która powoli zaczyna mieć dość jej nadopiekuńczości, o Bena, który szaleje na punkcie nienarodzonego jeszcze dziecka, oddalając się od małżonki, nawet o nastoletniego Maxa, ucznia szkoły, w której uczy, chłopca, któremu brakuje takiej matki, jaką mogłaby być Claire. Wątek Maxa, pozwolę sobie dodać, jest jednym z nielicznych wątków pobocznych powieści Cohen, za to wartościowym i poruszającym. Z każdym kolejnym tygodniem i miesiącem Claire przeżywa emocjonalną huśtawkę. Raz jest gotowa zaprzyjaźnić się z Romily, innym razem traci do niej - a nawet do Bena - zaufanie. Nie może przestać wyobrażać sobie, że surogatka nie odda jej dziecka. Gorzej - że Ben zechce się z nią związać, bo przecież to ona ofiaruje mu to, czego tak pragnie, czego nie może dać mu własna żona. Jej obawy są całkowicie zrozumiałe i - o czym wie tylko czytelnik - jak najbardziej słuszne.

Jeśli chodzi o Romily, jej postać może - ale nie musi, oczywiście, bo przecież ilu czytelników, tyle gustów - nie doczekać się wielu zwolenników. Podejmowanie ważnych decyzji, które wywrócą życie innych ludzi do góry nogami, kiedy uczucie miłości bierze górę nad rozsądkiem, nie jest dobrym posunięciem. A to właśnie robi ta bohaterka, beznadziejnie zakochana w Benie, pielęgnująca nadzieję na to, że ów mężczyzna w końcu ją pokocha. Gdyby tak wziąć pod uwagę teraźniejszość plus przeszłość tej kobiety, można by pokusić się o stwierdzenie, że życie w kłamstwie to jej domena. Nie będę zdradzać, co też takiego uczyniła ona kilka lat wcześniej, zaznaczę tylko, że tamte wydarzenia mają wpływ na czasy obecne. Gdyby nie one, gdyby nie pewna postać, która po jakimś czasie dołącza do grupy bohaterów drugoplanowych, kto wie, jak potoczyłyby się losy tytułowego maleństwa i jego rodziców? W wyniku powyższych spostrzeżeń nie udało mi się polubić Romily, darzyłam ją co najwyżej obojętnością, mimo że bywały chwile, w których odbierałam jej postać całkiem pozytywnie. W których wydawało się, że wszystko zakończy się pomyślnie, wszyscy będą zadowoleni i szczęśliwi. Dość chłodno potraktowałam również Bena, który na początku książki jawi się jako mężczyzna idealny. Zraziła mnie jego niesprawiedliwość - starając się o dziecko, on i Claire nie brali pod uwagę adopcji, ponieważ koniecznie chcieli własnego maluszka, ale na propozycję przyjaciółki Ben reaguje niemal natychmiast i próbuje przekonać do niej żonę, wiedząc, że dziecko, które przyjdzie na świat dzięki Rom, nie będzie z Claire spokrewnione. Jest on przykładem mężczyzny, który oddałby wiele, by móc zostać ojcem, i to się chwali. Ale tak bardzo pragnie potomstwa, że w pewnym momencie zapomina, z kim chciał je mieć, a to staje się już przykre. Nie podobały mi się jego zażyłe stosunki z Romily, które ostatecznie doprowadziły go do zagubienia. Na ogół nie wierzę w powodzenie przyjaźni damsko-męskiej w przypadku, gdy przynajmniej jedna strona nie ma partnera, dlatego nie mogłam nadziwić się temu, co Rom zrobiła dla Bena, jak i jego niedostatecznej uwadze poświęconej zamiarom tej kobiety.

Bohaterowie utworu "Drogie Maleństwo" nie są, jak widać, ludźmi perfekcyjnymi i pozbawionymi wad. Mają swoje słabości, popełniają błędy, czasem budzą podziw, a czasem wywołują w czytelniku oburzenie. Jak każdy z nas posiadają uczucia, a one sprawiają przecież, że nie zawsze obieramy właściwą drogę i podejmujemy dobre decyzje. Autorka rewelacyjnie nakreśliła ich portrety psychologiczne. Napisała powieść niełatwą, bo przepełnioną plątaniną emocji, cierpieniem i marzeniami, które rzadko się spełniają. Powieść o miłości, zazdrości, próbach zrozumienia drugiego człowieka, wewnętrznym rozdarciu, uświadamianiu sobie życiowych ról i tego, co lub kto jest najważniejszy w życiu, odnajdywaniu własnej tożsamości, sile marzeń, pragnień i chęci zaspokojenia własnych potrzeb. Claire, Ben i Romily muszą uporać się z sytuacją, w jakiej się znaleźli. Sytuacją nie do pozazdroszczenia, z której trudno wybrnąć, nie krzywdząc przy tym bliskich i unikając bólu. Mimo że zirytowała mnie scena następująca zaraz po narodzinach dziecka, w czasie lektury której miałam ochotę porządnie potrząsnąć zarówno Romily, jak i Claire, oraz inaczej - bardziej dramatycznie - wyobrażałam sobie zakończenie książki, zaledwie kilkugodzinne obcowanie z nią uważam za ciekawe doświadczenie. Dlatego już cieszę się na myśl o wydaniu innych utworów Julie Cohen, co zrobić obiecuje wydawnictwo Filia.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Filia.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

12 komentarzy:

  1. Nabieram coraz większej ochoty na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzę, że warto skusić się na nią

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto - książka jest naprawdę emocjonująca. Można się posmucić, ale i pośmiać. Powkurzać i powzruszać ;).

      Usuń
  3. Trudna tematyka i na pewno nie było łatwo o tym pisać. Ale widzę, że autorka sobie poradziła z tym zagadnieniem i stworzyła ciekawą powieść. Koniecznie będę musiała ją przeczytać.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja również nie polubiłam Romily, strasznie niefajna postać, do tej pory nie najlepiej o niej myślę. Za to cieszę się, że zwróciłaś uwagę na Maxa. Przez sporą część książki myślałam, że ostatecznie to on trafi do domu Claire i Bena, ale cieszę się, że się pomyliłam - w tym miejscu autorka mocno mnie zaskoczyła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I mnie przyszedł do głowy taki scenariusz! ;)

      Usuń
  5. Mam tą książkę na oku. Czytam same pozytywne recenzje więc też chce ją przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niecierpliwie czekam, aż sama przeczytam. Mam książkę, tylko nie mam czasu ;) Chociaż chłodno ją oceniłaś... Wszyscy dają 10 ;) Zobaczymy, jakie na mnie zrobi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo, bardzo rzadko oceniam książki na wyżej niż 8/10 ;). W tym przypadku wahałam się pomiędzy siódemką a ósemką właśnie, ale gdy porównałam "Drogie Maleństwo" do "Motyla" Genovy" (pod kątem literatury obyczajowej), już byłam pewna, jaką notę postawić. "Drogie Maleństwo" jest kawałkiem przyzwoitej literatury obyczajowej, porusza trudną tematykę, ale napisana została lekkim językiem i w zwięzłym stylu (nie to co np. książki Picoult). Można się powzruszać, ale i podenerwować, więc ocena jest jaka jest :).

      Usuń
  7. Kolejna pozytywna recenzja tej książki. Chyba nie pozostaje mi nic innego, jak tylko w końcu ją zakupić i przeczytać, zwłaszcza, że książka idealnie wpisuje się w moje gusta czytelnicze, a motyw surogatki jest naprawdę oryginalny i raczej nieczęsto spotyka się go w literaturze :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sporo słyszałam, nieczęsto sięgam po literaturę tego typu, ale po tę warto:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Już od jakiegoś czasu mam chęć na tę książkę.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...