wtorek, 1 stycznia 2013

Podsumowanie grudnia

Oj, grudniu, ty grudniu, czemuż to byłeś tak dla mnie niełaskawy? Co tu dużo pisać, okres przedsesyjny,  przedświąteczny i świąteczny przerósł mnie totalnie. Tak ogólnie, muszę stwierdzić, że ostatni miesiąc ubiegłego roku nie był jakiś okropny, wręcz przeciwnie - urodzinki, święta Bożego Narodzenia, sylwester, czas radości, zabawy itp., ale pod względem czytelniczym poniosłam małą porażkę :(. Czasu na czytanie książek prawie nie miałam, opornie szło mi też z pisaniem recenzji; ostatnią pisałam jeszcze wczoraj - pomiędzy domowymi tańcami a spacerem po mieście i wizytą u rodzinki, która zakończyła się oczywiście nad ranem ;). Na domiar złego żadna z książek, które przeczytałam, nie zrobiła na mnie takiego wrażenia, ażebym mogła ocenić ją bardzo dobrze, przynajmniej na 8/10...
Poniżej w skrócie efekty minionego miesiąca:
1) Liczba przeczytanych książek - 5 (+ 6. zakończona), czyli 2224 strony:
- najlepsza książka - "Twardziel" - Sandra Brown (7/10)
- najsłabsza książka - "Impreza u Ralpha" - Lisa Jewell (5/10)
2) Liczba zrecenzowanych książek - 6.
3) Liczba książek, które zawitały w mojej biblioteczce - 7:
- otrzymane do recenzji - 4;
- sprezentowane - 3.
4) Liczba wyświetleń bloga - 3623.
I to by było na tyle ;). Przede mną jeszcze jedno podsumowanie - całego roku 2012, które zaczęłam opracowywać jeszcze wczoraj; stuprocentowo pojawi się ono na blogu jeszcze dziś albo jutro. Jutro także post z nowościami książkowymi stycznia, także mam co robić :). A z racji tego, iż dziś 1 stycznia 2013 roku, chciałabym z tego miejsca podziękować Wam, że tutaj byliście/nadal jesteście/będziecie i życzyć Wam mnóstwa przyjemności i sukcesów - tych prywatnych, czysto zawodowych i czytelniczych - w Nowym Roku! Pozdrawiam serdecznie i do następnego ;).

poniedziałek, 31 grudnia 2012

"Schodząc ze ścieżki" - Tomasz Jamroziński

Wydawnictwo: Oficynka, 2012.
Liczba stron: 488.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 18.12.2012.
Zakończenie lektury: 26.12.2012.
Moja ocena: 6/10.

Tomasz Jamroziński to urodzony w 1978 roku absolwent filologii polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Poeta, autor takich tomów wierszy, jak "stenogramy", "Przylądek do skrócenia" i "Mężczyźni są z Warsa". Publikował m.in. w "Twórczości", "Czasie Kultury", "Ha!arcie", "Kresach", "Odrze". "Pograniczach" i "Gazecie Wyborczej". Laureat kilkunastu ogólnopolskich konkursów poetyckich. W 2012 roku zadebiutował jako prozaik, powołując do życia kryminał "Schodząc ze ścieżki", którego akcja została osadzona w Częstochowie, jego rodzinnym mieście.

Jest rok 2008. Aspirant z częstochowskiej policji, Bartosz Zdaniewicz, przez przypadek znajduje się w posiadaniu dokumentów pewnej sprawy sprzed jedenastu lat. Nad glinianką Michalina popełniono wtedy okrutne morderstwo - zginęło dwóch nastolatków, z kolei trzeci ledwo uszedł z życiem. Śledztwo bardzo szybko zakończyło się sukcesem, kiedy to za przestępcę uznano miejscowego menela, który przebywał wówczas nad glinianką i rzekomo przyznał się do popełnienia zbrodni. Akta znalezione przez Zdaniewicza mówią co innego, siejąc w głowie młodego policjanta mnóstwo podejrzeń co do przebiegu tej sprawy zabójstwa oraz nadzieję na wznowienie dochodzenia i wykazanie się w policyjnych obowiązkach. Z odkryciem dzieli się z kolegą z pracy, komisarzem Andrzejem Wołoszynowem, który, oczywiście nieoficjalnie, decyduje się mu pomóc, zerkając na dawną sprawę świeżym okiem. Szybko jednak wychodzi na jaw, że komuś bardzo nie podobają się poczynania policjantów. A tego, że grzebanie w przeszłości wywoła wiele niepożądanych skutków w postaci różnego rodzaju zagrożeń i niebezpieczeństw, Zdaniewicz i Wołoszynow się nie spodziewali...

Omawiając debiut Jamrozińskiego, zacznę może od jego pisarskiego stylu. Bez wątpienia bowiem jest on dość oryginalny, taki bardzo określony, przez co kilkakrotnie nie mogłam się nadziwić, że utwór "Schodząc ze ścieżki" to dopiero początek przygody pisarza z prozą. Na samym początku byłam zachwycona niezwykle swobodnym i pikantnym językiem, później jednak liczba ochujalców, pierdolonych skurwieli i nieco dziwacznych powiedzonek starego Wołoszynowa zaczęła mnie przerastać i czytanie książki stało się trochę mniej przyjemne. Chcąc nie chcąc, wypatrzyłam też mały błąd w wyrażeniu "ot tak" pisanym przez autora "od tak", który pojawił się w tekście bodajże dwukrotnie.

Inna sprawa to realizm, który w powieści został zaakcentowany z niemal namacalnym skutkiem. Jamroziński przytacza obraz raczej nieznanej, bo mrocznej, Częstochowy, a ponadto bez ogródek pisze o polskiej policji i prokuraturze, ukazując je w niezbyt dobrym świetle. Bohaterowie są do bólu prawdziwi - szczerzy, cwani, wredni, irytujący, liczący na określone korzyści albo leniwi. Klimat tego kryminału jest raczej surowy, a humor pojawiający się na jego stronach nosi ślady czarnego humoru i ironii.

Na koniec parę słów na temat nietuzinkowego duetu postaci pierwszoplanowych, czyli Bartosza Zdaniewicza i Andrzeja Wołoszynowa. Pierwszy z nich - jeszcze niedoświadczony, ale pełen zapału aspirant, borykający się - oprócz problemów związanych z wykonywanym zawodem - także z problemami sercowymi i kłopotami w dogadywaniu się z wybuchowym Wołoszynowem. Ów komisarz bowiem to nieprzebierający w słowach osobliwy, acz inteligentny pijaczyna po przejściach, którego przeszłość nieustannie kładzie się cieniem na teraźniejszości. Już po samym opisie obu bohaterów łatwo stwierdzić, że z nimi nudno być nie może. I rzeczywiście, ich przygody, choć do godnych pozazdroszczenia nie należą, są ciekawe i niebanalne. Od czasu do czasu jednak miałam wrażenie, że w książce było za dużo gadania, a mało działania, przez co fabuła zdawała się nie mieć końca. Zamknięta sprawa sprzed jedenastu lat okazała się bombą z opóźnionym zapłonem i to rzeczywiście bardzo mnie zaintrygowało. Ale już sam finał utworu nie zrobił na mnie większego wrażenia - Jamroziński jakby stopniował napięcie i powoli wydzielał ważne fakty i szczegóły, które były w stanie doprowadzić mnie do rozwiązania głównej zagadki morderstwa wcześniej aniżeli dopiero wraz z ostatnią stroną powieści.

"Schodząc ze ścieżki" to spora dawka sensacji, typowo męskiego kryminału z charakterem, która z pewnością zdobędzie uznanie miłośników gatunku. Mnie on wprawdzie nie zafascynował jakość dobitnie, ale czas spędzony na jego lekturze wspominam całkiem miło. Jestem ciekawa, czy duet Zdaniewicz-Wołoszynow pojawi się jeszcze kiedyś w literackim świecie. To samo mogę napisać o prozie Tomasza Jamrozińskiego - byłoby przecież szkoda, gdyby autor, po tak udanym debiucie powieściowym, zaprzestał pisania książek. Trzymam kciuki za jego dalszą twórczość.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Oficynka.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

Podsumowanie grudniowej i zapowiedź styczniowej edycji Wyzwania Rocznikowego

Witajcie w to sylwestrowe popołudnie!
Zgodnie z zasadami, spieszę podsumować trzecią - grudniową - edycję zaproponowanego przeze mnie Wyzwania Rocznikowego (WR), którego zasady można znaleźć TUTAJ.
W grudniowej edycji WR osoby, które wyraziły chęć udziału w zabawie, miały za zadanie sięgnąć po choć jedną książkę, której pierwsze wydanie miało miejsce w roku... 1980. Przebieg losowania rocznika zamieściłam TUTAJ.
Tym razem w zabawie wzięła tylko jedna osoba - nawet mnie nie udało się spełnić wymogów wyzwania, nad czym okropnie ubolewam :(.
Statystyki mówią zatem:
1) Liczba osób, które wzięły udział w grudniowej edycji WR - 1:
- Gosia B.
2) Liczba przeczytanych książek w grudniowej edycji WR - 1:

Z racji tego, iż roczniki 1988, 1983 i 1980 nie mogą być brane pod uwagę przez kolejny rok trwania WR (jeśli WR faktycznie utrzyma się przez tyle czasu), a w zanadrzu mam jeszcze dwa roczniki, mogłam przeprowadzić minilosowanie na miesiąc styczeń. Rocznikom przypisałam odpowiednio cyfry:
1 - 1972
2 - 1982
i pewna przydatna stronka zarządziła, iż:

zatem wylosowany rok to...
1972
Zgodnie z zasadami WR, w czasie od 1 do 30 stycznia każdy uczestnik poszukuje książki lub książek wydanych po raz pierwszy na świecie lub w Polsce w roku 1972. Ów rok to rok powstania książki i to się liczy, nieważne więc, po które wydanie sięgniecie Wy (dla przykładu: "Jutro" Johna Marsdena - oryginał - 1993r. / Polska - 2011r.) :). Wybraną książkę (lub książki) należy przeczytać, zopiniować/zrecenzować, a następnie linka do opinii/recenzji podać w komentarzu pod TYM postem. Podsumowanie miesiąca nastąpi 31 stycznia, kiedy to jednocześnie wylosuję rok na kolejny miesiąc.
Chęć udziału w WR należy zgłaszać w komentarzu TUTAJ, podając swój rok urodzenia. Mile widziane "rozpowszechnianie" WR - im więcej uczestników, tym lepiej!
Życzę Wam powodzenia i przyjemnej lektury! :)

niedziela, 30 grudnia 2012

"Twardziel" - Sandra Brown

Wydawnictwo: Świat Książki, 2012.
Liczba stron: 528.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 15.12.2012.
Zakończenie lektury: 18.12.2012.
Moja ocena: 7/10.

Sandra Brown to popularna amerykańska autorka romansów przeznaczonych dla kobiet, a także powieści kryminalnych i historycznych. Ukończyła anglistykę na Texas Christian University. Pierwsze kroki zawodowe stawiała jako modelka i prezenterka telewizyjna. Swoją przygodę z pisarstwem natomiast rozpoczęła w 1981 roku, tworząc książki pod pseudonimem Rachel Ryan, później też jako Laura Jordan, Erin St. Claire, no i pod własnym nazwiskiem. Do tej pory napisała około siedemdziesięciu powieści, z czego zdecydowana większość znalazła się na listach bestsellerów New York Timesa. Łączny nakład jej utworów w trzydziestu trzech językach świata przekroczył siedemdziesiąt milionów egzemplarzy.

Na twórczość Brown miałam ochotę już od dłuższego czasu. Po licznych pochlebnych opiniach dotyczących jej thrillerów, na które natknęłam się w sieci, nie mogło być inaczej, dlatego gdy tylko nadarzyła się okazja, sięgnęłam po "Twardziela" - typowy kryminał, w którym przewija się wątek romansu, czyli to, co chyba większość czytelniczek lubi. Sama nie mam nic przeciwko takiemu połączeniu gatunków. Utwory tego typu bowiem czyta się lekko, a ponadto nie nudzą. I dokładnie to samo mogę napisać o "Twardzielu", zagadkowej historii z obsesją, prześladowaniem i zabijaniem w rolach głównych.

Dodge Hanley to ponadpięćdziesięcioletni prywatny detektyw, raczej samotny i oschły w stosunku do innych ludzi. Na prośbę ukochanej sprzed lat, Caroline, decyduje się jednak pomóc ich dorosłej już córce, Berry, której grozi niebezpieczeństwo ze strony jej byłego kolegi z pracy, obsesyjnie w niej zakochanego. Przed Dodge'em nie lada wyzwanie - próby złapania niemalże nieuchwytnego przestępcy, odbudowanie dobrych stosunków z Caroline, poznanie córki i przyglądanie się temu, jak podrywa ją przystojny zastępca szeryfa, Ski Nyland. Tymczasem prześladowca Berry w dalszym ciągu jest na wolności. Co gorsza, staje się coraz bardziej nieobliczalny i niebezpieczny. Kim jest ów Oren Starks i dlaczego tak naprawdę obrał sobie za swój cel zamordowanie Berry?

Mimo że za mną dopiero jedna powieść Brown, jestem w stanie stwierdzić, iż posiada ona cechy dobrej pisarki kryminałów - posługuje się prostym językiem, sprawnie i sensownie prowadzi akcję, urozmaicając ją podróżami w przeszłość bohaterów, potrafi utrzymać czytelnika w niepewności i zaskoczyć go. Owo zaskoczenie przypisałabym przede wszystkim zakończeniu "Twardziela", które, niestety, nie do końca mnie przekonało z tego względu, iż wcześniej poszczególne wątki fabuły nie dawały nawet mało wyraźnych wskazówek na to, iż utwór zakończy się w taki sposób, w jaki właśnie się zakończył. Odniosłam wrażenie, że przebieg finału został wymyślony przez autorkę jakby w ostatniej chwili.

Pozytywnym punktem książki są natomiast jej bohaterowie. Na początek - Dodge Hanley, wydawać by się mogło, że nieprzyjemny i irytujący człowiek, ale jeśli go poznać bliżej, można wywnioskować, że to dość fajny, acz trochę w gorącej wodzie kąpany, o specyficznym poczuciu humoru gość. I nie miałabym nic przeciwko, gdyby pojawił się w jeszcze jakimś thrillerze Brown. Kolejna ciekawa postać to Berry, młoda, pozornie niczemu winna kobieta, skrywająca interesujące sekrety dotyczące jej sfery uczuciowej i zawodowej. Podobały mi się jej relacje z matkę, choć od czasu do czasu zdawały się one bardzo komplikować. Podobnie do miłosnych przygód zarówno Dodge'a i Caroline, jak i Berry oraz Ski, nie mogę się przyczepić. I cieszę się, że pod względem uczuciowym perypetie tych bohaterów zyskały taki obraz, jaki sobie wyobrażałam. Na koniec nie można nie wspomnieć o Orenie Starksie, który jest chyba najbardziej zagadkową i szaloną postacią w powieści. Jego działania budzą strach i przerażenie, a jednocześnie potęgują ciekawość wyrażaną w pytaniach typu "jak daleko posunie się ten człowiek?" i "czy w końcu uda się policji go złapać?".

"Twardziel" to niezaprzeczalnie dobry kryminał, ale też nie rewelacyjny. Pomijając kwestię zakończenia, o której wspomniałam już wcześniej, uważam, że temu utworowi zabrakło jakby jeszcze większej siły oddziaływania na czytelnika, jakichś komplikacji, jeszcze większego, szokującego "bum!", po którym odbiorca mógłby powiedzieć "wow, to było to!". Niemniej jednak powieść czyta się szybko i przyjemnie, jest więc doskonałym "zabijaczem" czasu, a co za tym idzie, sposobem na nudę i dobrą rozrywkę. Inne książki Sandry Brown z całą pewnością będę miała w przyszłości na oku.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

sobota, 29 grudnia 2012

Sprzedam książki!

Rok 2012 dobiega końca, to i porządki w biblioteczce czas zrobić ;).
Sprzedam zatem tanio poniższe książki (ceny od 4zł do 15zł):
Wszystkie książki wysyłam za pośrednictwem Poczty Polskiej, tylko i wyłącznie w formie listów poleconych ekonomicznych i paczek pocztowych ekonomicznych (po przedpłacie, nie za pobraniem)! Koszt wysyłki jest uzależniony od wagi książek, zatem przed zakupem większej ilości książek proszę o kontakt w celu ustalenia tego kosztu!
Jeśli chcecie zobaczyć jakąś książkę "z bliska", również czekam na wiadomość, wówczas zdjęcia podeślę na maila.
Kontakt ze mną - tajus88(at)gmail.com

Catherine Spencer - "Zaczęło się w Portofino", Christina Hollis - "Willa w Prowansji" (Harlequin) - stan: UŻYWANY BDB+; 5zł + 4,50zł przesyłka.
David Morrell - "Łowca" - stan: UŻYWANY DB+; 8,50zł + 7zł przesyłka.
Diana Palmer - "Podwójne śledztwo" (Harlequin); stan: NOWY IDEALNY; 6zł + 4,50zł przesyłka.
Ellen Byerrum - "Zabójcze cięcie" - stan: NOWY IDEALNY/BDB+; 14,50zł + 7zł przesyłka.
Fern Michaels - "Okrutne oskarżenie" - stan: UŻYWANY IDEALNY; 15zł + 5,50zł przesyłka.
Hakan Nesser - "Nieszczelna sieć" - stan: UŻYWANY IDEALNY; 15zł + 5,50zł przesyłka.
India Grey - "Hiszpański arystokrata" (Harlequin) - stan: UŻYWANY BDB+; 4zł + 4,50zł przesyłka.
Irena Matuszkiewicz - "Dziewczyny do wynajęcia" - stan: UŻYWANY BDB+; 15zł + 7zł przesyłka.
Jacek Getner - "Dajcie mi jednego z was" - stan: UŻYWANY BDB; 9zł + 6zł przesyłka.
Jacek Krakowski - "Nikomu nic nie mów" - stan: UŻYWANY BDB+; 5zł + 4,50zł przesyłka.
James Patterson - "Szybki numer" - stan: UŻYWANY BDB+; 14zł + 7zł przesyłka.
James Patterson - "Bikini" - stan: UŻYWANY BDB-; 10zł + 70zł przesyłka.
Jill Barnett - "Nowy początek" - stan: UŻYWANY IDEALNY; 15zł + 5,50zł przesyłka.
Karolina Kubilus - "Serce nie słucha" - stan: UŻYWANY IDEALNY; 10zł + 6zł przesyłka.
Karolina Kubilus - "Zobaczyć tęczę" - stan: UŻYWANY BDB+ (z pieczątką dot. egz. recenzenckiego); 12zł + 5zł przesyłka.
Kim Lawrence - "Przyjęcie w Londynie" (Harlequin) - stan: NOWY IDEALNY; 5zł + 4,50zł przesyłka.
Lisa Jewell - "Po imprezie" - stan: UŻYWANY BDB+ (pieczątka egzemplarza okazowego nieprzeznaczonego do sprzedaży); ODDAM za darmo + 7,50zł przesyłka.
Louise Allen - "Kochanek Lady Felsham" (Harlequin) - stan: UŻYWANY BDB+; 4zł + 4,50zł przesyłka.
Lucy Gordon - "Chińska opowieść" (Harlequin) - stan: NOWY IDEALNY; 5zł + 4,50zł przesyłka.
Marc Levy - "W następnym życiu" - stan: UŻYWANY BDB+; 5zł + 6zł przesyłka.
Marion Lennox - "Lekarz znikąd" (Harlequin) - stan: NOWY IDEALNY; 5zł + 4,50zł przesyłka.
Melanie Milburne - "Powrót do Sewilli", Maisey Yates - "Ślub w Nowym Jorku" (Harlequin) - stan: NOWY BDB+; 6zł + 4,50zł przesyłka.
Ramsey Campbell - "Zły wpływ" - stan: UŻYWANY BDB+; 15zł + 7zł przesyłka.
Robert Harris - "Ghostwriter" - stan: UŻYWANY BDB-; 8,50zł + 7zł przesyłka.
Sandra Brown - "Twardziel" - stan: UŻYWANY IDEALNY; 15zł + 5,50zł przesyłka.
Stephen Coonts - "Zdrajca" - stan: NOWY BDB (zagięty narożnik tylnej okładki); 10zł + 7zł przesyłka.
Tomasz Jamroziński - "Schodząc ze ścieżki" - stan: UZYWANY BDB+; 15zł + 7zł przesyłka.
Urszula Jaksik - "Zaułek szczęścia" - stan: UŻYWANY BDB+; 12zł + 5zł przesyłka.
William Brodrick - "Dzień kłamstwa" - stan: NOWY IDEALNY; 15zł + 7zł przesyłka.
Wojciech Chmielarz - "Podpalacz" - stan: UŻYWANY BDB+; 15zł + 5,50zł przesyłka.

czwartek, 27 grudnia 2012

Stosik grudniowy

Grudzień to miesiąc skromniejszy aniżeli jego poprzednicy, jeśli wziąć pod uwagę ilość premier książkowych, a także moje zdobycze. Nie zmienia to jednak faktu, iż spośród nich da się wyłowić interesujące tytuły, które po lekturze, kto wie, może okażą się zacnymi perełkami? Czas pokaże ;).
Od dołu:
- "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet. Księga I" - Denise Mina, Leonardo Manco, Andrea Mutti - gwiazdkowo-noworoczny prezent od portalu IRKA; ja chwilowo powstrzymam się od lektury tego komiksu, gdyż najpierw chciałabym poznać oryginał historii napisany przez Larssona; a teraz, póki co, postaram się namówić młodszego brata, by sięgnął po ów komiks - być może w ten sposób uda mi się namówić go na częstsze, choć właściwie powinnam napisać w ogóle, sięganie po książki? ;)
- "Złudzenie" - Thomas Erikson - prezent, jak wyżej;
- "Na złym tropie" - Leena Lehtolainen - jak wyżej;
- "Miłość? Bardzo proszę" - Aurelia Es - recenzencka, otrzymana od wydawnictwa Replika;
- "Schodząc ze ścieżki" - Tomasz Jamroziński - recenzencka, otrzymana od wydawnictwa Oficynka;
- "Groza" - Michael Robotham - recenzencka, otrzymana od wydawnictwa Świat Książki;
- "Dom nad morzem" - Santa Montefiore - jak wyżej.

Z powyższego stosu przeczytałam zaledwie jeden tytuł, ten autorstwa Jamrozińskiego. Jak tylko uporam się z zaległą recenzją "Twardziela" Sandry Brown, napiszę i opinię utworu "Schodząc ze ścieżki", po którym, no cóż, spodziewałam się czegoś więcej, i który przerósł mnie, jeśli mogę to tak ująć, swym typowo męskim charakterem. Nie mogę się doczekać lektury "Złudzenia" i pozycji Świata Książki. Jednak czy uda mi się po którąś z nich sięgnąć jeszcze w tym miesiącu? Bardzo w to wątpię. W porównaniu do listopada grudzień był/jest dla mnie miesiącem bardzo kiepskim pod względem ilości wolnego czasu, a spowodowane to było/jest oczywiście okresem przedświątecznym, świątecznym i przedsesyjnym, z czego ten ostatni trochę mnie przeraża ;). No ale nic, nie ma co za dużo narzekać. Wkrótce na moim blogu kolejne recenzje książek, a potem podsumowania, po których będzie można wkroczyć w Nowy Rok ;). Pozdrawiam Was serdecznie i poświątecznie :).

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Świąteczne życzenia

Wokół tak bardzo przyjemny klimat świąteczny, na blogach coraz więcej życzeń, w których można by zaczytywać się bez końca, w związku z tym z tego oto miejsca pragnę podziękować Wam za te wszystkie miłe słowa, które miałam i mam okazję przeczytać, no i Wam również życzyć wszystkiego dobrego! Aby ten świąteczny czas przyniósł Wam mnóstwo radości i przyjemności :). W tym tych książkowych przyjemności od Gwiazdora :D. A Nowy Rok okazał się być bardzo szczęśliwy i pomyślny :).
Do posłuchania jedna z moich ulubionych świątecznych piosenek - Bryan Adams - "Christmas Time".
Pozdrawiam Was bardzo serdecznie!

niedziela, 23 grudnia 2012

"Po imprezie" - Lisa Jewell

Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2012.
Liczba stron: 480.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 14.12.2012.
Zakończenie lektury: 15.12.2012.
Moja ocena: 6/10.

Lisa Jewell to urodzona w 1968 roku popularna pisarka brytyjska, specjalizująca się w lekkiej literaturze kobiecej. Jej nauka i praca po ukończeniu szkoły katolickiej wiązały się przede wszystkim z modą. Gdy pracę straciła, spróbowała swych sił w pisaniu i w 1999 roku zadebiutowała powieścią "Impreza u Ralpha", która szybko stała się bestsellerem. W 2008 roku otrzymała nagrodę Melissy Nathan za "Ulicę Marzeń 31". Do dziś napisała dziewięć książek, a obecnie pracuje nad kolejną.

Po niedawnej lekturze "Imprezy u Ralpha" stwierdziłam, że tak szybko za jej kontynuację się nie zabiorę. Myliłam się jednak. Jakby tego było mało, utwór "Po imprezie", mimo liczących sobie czterystu osiemdziesięciu stron, zajął mi zaledwie dwa dni. Obawiałam się tej książki. Miałam wielką nadzieję, iż okaże się być ciekawsza od swej poprzedniczki, przede wszystkim nie gorsza. I całe szczęście, moje "modły" zostały wysłuchane. Fabuła "Po imprezie" jest już dojrzalsza. Z każdą kolejną stroną robi się coraz bardziej poważnie. Nic dziwnego, w końcu mija jedenaście lat od wydarzeń, w których uczestniczyli młodzi i luzaccy bohaterowie "Imprezy u Ralpha". Przed nimi etap osiągnięcia maksymalnej życiowej dojrzałości, na którą składa się założenie rodziny i odpowiedzialność. Jak się okazuje, dobrnięcie do tego etapu nie jest wcale takie proste - ludzkie losy obfitują przecież w różnego rodzaju pokusy, nudę, niepewność i potrafią płatać niezłe figle.

Jem Catterick i Ralph McLeary poznali się ponad dziesięć lat temu, zakochali się w sobie i stworzyli nieformalny związek oparty na wzajemnej miłości, wzajemnym szczęściu i dwójce dzieci. W ciągu kilku lat ich młodość gdzieś się ulotniła. Przyszła kolej na coś poważniejszego - obowiązki nie tylko w pracy, ale i w domu, obowiązki względem małych dzieci. Dużo gorzej radzi sobie z tym wszystkim Ralph, artysta malarz, który woli ukryć się w swojej pracowni z papierosem w ręku niż uczestniczyć w życiu rodzinnym. Nadmiar obowiązków spada więc na Jem, okrutnie przytłaczając ją zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Kobieta jest świadoma tego, iż jej partner coraz bardziej się od niej oddala, zaczyna się więc gubić i bać o przyszłość ich związku. Oboje zdają sobie sprawę z tego, iż coś między nimi musi się zmienić, nie wiedzą jednak, co dokładnie. Aby spróbować odkryć istotę tego czegoś, Ralph postanawia na tydzień opuścić Londyn i polecieć do Kalifornii, by odwiedzić starego przyjaciela. Zrozpaczona Jem szybko dochodzi do wniosku, że nieobecność chłopaka ma również swoje plusy - nikt przecież nie stanie jej na przeszkodzie, by lepiej poznać tajemniczego Joela, ojca jednej z dziewczynek z przedszkolnej grupy jej córki.

"Po imprezie" to powieść bez wątpienia wciągająca, ale i działająca na nerwy, przynajmniej raz na jakiś czas. Wszystko to za sprawą skomplikowanych losów głównych bohaterów, które wcale nie musiałyby takie być, gdyby nie pełne emocjonalnych zachwiań osobowości postaci. Dla Jem i Ralpha stały związek partnerski z dwójką własnych dzieci, oparty na wzajemnym zaufaniu, na miłości i wierności to nic łatwego i pewnego. Odniosłam wrażenie, że oboje bardzo szybko ulegali emocjom i szukali rozwiązań odbudowania związku dokładnie nie tam, gdzie trzeba. Na przykładzie Ralpha można dostrzec znudzenie partnerką i dziećmi, nawet niechęć wobec jednego z nich, z czym ostatecznie mężczyzna walczy, nawet z pozytywnym skutkiem. "...dziwnie byłoby dojść do końca dni bez zrobienia czegoś tak fundamentalnego, podstawowego i czysto ludzkiego jak prokreacja. Równie dobrze można by umrzeć i nie przeczytać żadnej książki, nie przepłynąć się i nie skosztować świeżych pomarańczy, nie przyciąć paznokci u nóg, nie pokłócić się i nie zakochać. Właściwie to byłoby tak, jakby w ogóle się nie żyło"*. Brak seksu jest niemalże równoznaczny z końcem świata. Gdy w związku źle się dzieje, to co jest najlepsze? Oczywiście romans! Chrapka na kogoś innego, chęć przeżycia jakiejś nowej, ekscytującej przygody miłosnej, oderwanie się od pozornie ponurej rzeczywistości. Jednym zdaniem - pójście na łatwiznę, a przecież obranie tej drogi wiąże się z jeszcze większymi problemami;, są one wręcz nieuniknione.

Kiedy poznałam początkowy tok rozumowania Ralpha, straciłam do niego zaufanie, mając nadzieję, iż Jem okaże się bardziej przytomna i mądrzejsza pod wieloma względami. Nic z tych rzeczy. W końcu zaraz po wylocie chłopaka do Stanów wdała się w niby-romans z niejakim Joelem, który podobno intrygował ją już od jakiegoś czasu. I to jej myślenie typu "ale jestem głupia", "co ja, do cholery, robię?!", wszelkie nic nieznaczące tłumaczenia odnośnie jej osoby, którym wręcz nie mogłam się nadziwić... Po co było to wszystko, skoro Jem i tak musiała się upewnić, czy postępuje właściwie, zapominając na chwilę o partnerze?

Tego rodzaju zawirowania w postępowaniu głównych bohaterów, będące jednocześnie dość obszernym początkiem, prawie pierwszą połową książki "Po imprezie", działały na mnie negatywnie. Wraz z powrotem Ralpha z Kalifornii, która okazała się dla niego niemalże zbawiennym krokiem, nastał taki okres w jego związku z Jem, który, strona po stronie, pochłaniałam bez reszty z wielkim zainteresowaniem. Dopiero samo zakończenie znów trochę mnie zniesmaczyło. Jewell namieszała wokół Jem i Ralpha tak, że chyba bardziej się nie dało. Nie do końca spodobały mi się kreacje tych postaci, ale mimo tego, jacy byli albo nie byli, kibicowałam im, życząc pomyślnego zakończenia związanego oczywiście z odbudową związku na dobre i na złe.

"Po imprezie" to pozycja, która odsłania kulisy związku dwojga ludzi, który w pewnym momencie swego istnienia przeżywa kryzys i traci urok słynnego powiedzenia "I żyli długo i szczęśliwie". Niby to komedia, niby powieść obyczajowa, ale może też zostać odebrana jako swoisty poradnik typu "Czego nie należy robić, ratując swój związek". Borykając się z różnego rodzaju problemami miłosnymi i rodzinnymi, nie można bezczynnie czekać, aż wszystko się wyjaśni i ułoży. Trzeba ingerować w te problemy, najlepiej przemyślanymi krokami, pozwalając jednocześnie, by najbliższe osoby również się do tego przyłączyły. Ucieczka w samotność albo, co gorsze, w towarzystwo obcych, spontanicznie poznanych ludzi, którzy w jakiś sposób nas zauroczyły, nie jest dobrym rozwiązaniem. Podobnie jak poszukiwanie dawnego siebie, co jest w określonych przypadkach wręcz niemożliwe - będąc po czterdziestce, z prawie małżonką i dwójką dzieci na karku, człowiek nie jest w stanie powrócić do beztroskich lat młodości, kojarzących się z conocnymi imprezami na mieście i szaloną, jeszcze niedojrzałą miłością, prawda? Jem i Ralph okrężną drogą stopniowo zaczynają zdawać sobie z tego wszystkiego sprawę, poszukując innego złotego środka mającego uratować ich wspólne szczęście, ale czy aby nie za późno? Jedno jest pewne - ich perypetie do nudnych nie należą. A surowe oko Lisy Jewell, jej swobodny, czasem ironiczny i pikantny jeżyk tylko potęgują fakt, iż od książki trudno jest się oderwać, choć z drugiej strony - arcydzieło to to żadne nie jest.

*s.85

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwo Zysk i S-ka.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

poniedziałek, 17 grudnia 2012

"Zaułek szczęścia" - Urszula Jaksik

Wydawnictwo: Replika, 2012.
Liczba stron: 324.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 08.12.2012.
Zakończenie lektury: 08.12.2012.
Moja ocena: 6/10.

Urszula Jaksik pochodzi z Górnego Śląska. Niegdyś ukończyła bibliotekoznawstwo na Uniwersytecie Śląskim. Zadebiutowała w 1981 roku w czasopiśmie "Płomyk" opowiadaniem dla nastolatków, "Z zapisków młodszego brata". Do roku 2004 zdobyła kilka nagród i wyróżnień, pisząc głównie opowiadania. Jej pierwsza książka natomiast to "Sobotnie popołudnie", która powstała w okolicach 2008 roku. Pasjami autorki są pisanie i fotografowanie. Bardzo lubi też podróżować.

"Zaułek szczęścia" to najmłodsze "dziecko" Jaksik, na dodatek wyróżnione w drugiej edycji Ogólnopolskiego Konkursu Literackiego "Świat Kobiety" organizowanego przez wydawnictwo Replika. To pierwsza powieść zauważona przez jurorów tego konkursu, po którą miałam okazję sięgnąć. Zwróciła moją uwagę przede wszystkim niesamowicie ciepłą i barwną okładką, no i oczywiście ciekawym opisem, z którego wywnioskowałam, że fabuła utworu nudna być nie może. Na ogół rzadko czytam książki polskich autorów, a te, które już poznałam - w mniejszym lub większym stopniu - trafiły w mój gust. Z "Zaułkiem szczęścia" nie było inaczej.

Julia to starsza pani z dobrego domu, niezwykle dobra i serdeczna, skazana jednak na cierpienie poprzez wyniszczającą ciało chorobę. Ma dorosłego syna, Pawła, który lada moment ukończy studia i wyfrunie z rodzinnego gniazda wraz ze swoją dziewczyną prosto do Stanów Zjednoczonych. Julia czuje się samotna, ale zdaje sobie sprawę z tego, że swoją schorowaną osobą nie może uprzykrzać życia innym ludziom. Aby umożliwić synowi dalszy rozwój zawodowy, decyduje się na zatrudnienie dla siebie opiekunki. Kandydatka przedstawiona przez zaufaną fryzjerkę od razu przypada jej do gustu. Rita to niemłoda już kobieta po przejściach, ledwo wiążąca koniec z końcem, trochę niezdarna, ale za to bardzo pracowita i uczciwa. Zarówno Julia, jak i Rita, nie spodziewają się tego, iż wkrótce obie nie będą potrafiły bez siebie żyć. Ich przyjaźń pozwoli starszej pani pogodzić się z przeszłością, której wspomnienia do najprzyjemniejszych nie należą, a jej opiekunce uporządkować nędzne życie na gruncie nie tylko finansowym, ale i uczuciowym.

Mimo tego, iż książka porusza niełatwe tematy, ma swoisty urok, dzięki któremu przyciąga czytelnika. Czyta się ją bardzo szybko ze względu na niedługie rozdziały, wartką akcję i przyjemny, miły język autorki, choć czasami odniosłam wrażenie, że przybierał on zbyt grzeczną formę, zwłaszcza jeśli chodzi o wypowiedzi bohaterów. Jaksik konkretnie i zwięźle pisze o tym i o tamtym, nie zanudzając odbiorcy rozległymi opisami odbiegającymi od tematu. W Replikowym wydaniu "Zaułka szczęścia" dopatrzyłam się jednak paru literówek, jednego błędu ortograficznego - w słowie "zakrztusiła" - a także odnotowałam brak przecinków w niektórych zdaniach, w których powinny były się one pojawić.

Historia opowiedziana przez Jaksik do banalnych się nie kwalifikuje. O ile wątek niespodziewanej przyjaźni dwóch kobiet dość często pojawia się w literaturze, tak pozostałe wątki związane z głównymi bohaterkami "Zaułka szczęścia" odbiegają od utartych schematów i zaskakują. Szczególnie dwa momenty powieści zapadły mi głęboko w pamięć - pierwszy, dotyczący owianej tajemnicami przeszłości Julii, a drugi, będący praktycznie zakończeniem utworu. Zakończeniem, nie da się ukryć, dość oryginalnym, którego w ogóle się nie spodziewałam, które pozostawiło po sobie pewien niedosyt, ale z drugiej strony też możliwość snucia własnych domysłów.

Postaci wykreowane przez autorkę są barwne i niezwykle rzeczywiste. Podoba mi się sposób, w jaki Jaksik przedstawia relacje panujące między Julią a Ritą, to, jak obie wzajemnie się uzupełniają i pomagają sobie w różnych aspektach codziennego życia. Rita to bez wątpienia osoba bardzo interesująca. Wokół niej tyle się dzieje, że aż nie ma się ochoty przerywać lektury traktującej o jej losach. Co nie do końca mnie przekonało, to to, iż wątek z nią i Natalką rozwinął się zdecydowanie za szybko, w wyniku czego dalsze wydarzenia również minęły w mgnieniu oka. Uważam też, że szerzej mogły zostać opisane perypetie innej bohaterki, niezbyt przeze mnie lubianej, a mianowicie Karoliny, dziewczyny Pawła, która oprócz rozterek miłosnych i zawodowych, boryka się z problemami rodzinnymi.

Tak, grono bohaterów "Zaułka szczęścia" to wielkie wysypisko zarówno problemów, jak i przyjemnych, wartościowych chwil. Czytelnik błądzi pomiędzy miłością, przyjaźnią, dążeniem do celu, cierpieniem i niepewnością przed dniem jutrzejszym. Urszula Jaksik uświadamia nam, że owszem, życie jest niezwykle kruche i pełne niespodzianek, także tych przykrych, ale ważne jest, aby mimo wszelkich przeciwności losu umieć odnaleźć jego dobrą stronę. Dobrą stronę tych niedogodności. Kiedy trzeba, zachować zimną krew i potrafić wybaczyć. Co najważniejsze, pogodzić się z tym, co się stało, lub co się może stać. Kiedy jest okazja, wpuścić do swego serca choć odrobinę ciepła i radości. "Zaułek szczęścia" na przemian smuci, wzrusza i napawa optymizmem. Jest to książka dla każdego ze względu na urozmaiconych wiekowo bohaterów, z którymi odbiorca może się utożsamić, w których może odnaleźć cząstkę siebie lub cząstkę kogoś bliskiego. Zachęcam do jej przeczytania.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję portalowi IRKA.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...