Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Van Veeteren. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Van Veeteren. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 maja 2014

"Komisarz i cisza" - Håkan Nesser

Tytuł oryginału: "Kommissarien och tystnaden".
Tłumacz: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska.
Wydawnictwo: Czarna Owca, 2013.
Liczba stron: 368.
Rozpoczęcie lektury: 17.05.2014.
Zakończenie lektury: 19.05.2014.
Moja ocena: 5/10.

Håkan Nesser to urodzony w 1950 roku szwedzki pisarz. Do 1998 roku pracował jako nauczyciel w szkole gimnazjalnej. W 1988 roku zadebiutował powieścią "Koreografen", w latach dziewięćdziesiątych rozpoczął pisanie książek należących do cyklu opowiadającego o śledztwach komisarza Van Veeterena, a jeszcze później - do cyklu z inspektorem Barbarottim w roli głównej. Niektóre z jego powieści, między innymi "Punkt Borkmanna", "Karambol" i "Kim Novak nigdy nie wykąpała się w jeziorze Genezaret", doczekały się adaptacji filmowych.

"Komisarz i cisza" jest piątą częścią serii o Van Veeterenie, gburowatym, ale prowadzącym na ogół skuteczne dochodzenia komisarzu policji w Maardam. Po wydarzeniach, jakie miały miejsce w "Kobiecie ze znamieniem" i jakie dały mu się porządnie we znaki, mężczyzna coraz częściej myśli o porzuceniu dotychczasowej pracy i zajęciu się czymś o wiele lżejszym i spokojniejszym. Nie bardzo uśmiecha się to jego podwładnym, którzy, chcąc nie chcąc, przywykli do "rządów" komisarza, jego zmiennych nastrojów i nietypowych metod rozumowania. Tuż przed urlopem, który Van Veetern zaplanował sobie w otulonej słońcem Grecji, decyduje się na małą pomoc - w ramach zaległej przysługi dla dawnego znajomego - w śledztwie w sprawie zniknięcia nastoletniej dziewczynki w mieście położonym w niedalekim sąsiedztwie Maardam. Panujący wszędzie niemiłosierny upał nie tylko przypomina komisarzowi o zbliżającej się okazji do upragnionego wypoczynku, ale i utrudnia pracę, odbierając mu chęci i siły oraz zacierając zazwyczaj niezawodną intuicję i zdolność do logicznego myślenia.

W Waldingen mieści się pewien obóz, który mimo że wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzą, iż nosi nazwę Czyste Życie, cechuje się pewnego rodzaju tajemniczością. Jego założycielem jest ksiądz, Oscar Jellinek. Wraz z trzema kobietami, opiekunkami nazywanymi również siostrami, sprawuje pieczę nad kilkunastoma dziewczynkami będącymi w wieku mniej więcej od dwunastu do czternastu lat. Odizolowane od świata nastolatki biorą udział w odpowiednich naukach i są przygotowywane do konfirmacji, ale tak naprawdę nikt z zewnątrz obozu nie ma pojęcia, na czym owe nauki i zajęcia dziewcząt polegają. Krążą plotki, że ta tak zwana sekta łamie mnóstwo praw człowieka i słynie z rytuałów o podtekście seksualnym. Pętla zainteresowania miejscowych policjantów zacieśnia się wokół obozu jeszcze mocniej, gdy w jego okolicach znika bez śladu dziewczynka, a o tym incydencie policja dowiaduje się z anonimowego telefonu pewnej kobiety. Czy zaginiona należała do sekty Jellinka? Uciekła? Została porwana? A może zamordowana? Wydawać by się mogło, że nadzwyczaj upalne lato już bije temperaturowe rekordy, ale gdy zostają znalezione zwłoki dziecka płci żeńskiej, robi się jeszcze bardziej gorąco.

Tematyka "Komisarza i ciszy" jest ciężka, jak widać. Ale przecież nikomu nie jest do śmiechu, gdy ma się do czynienia z zabójstwami dzieci, a nawet gwałtami na nich dokonywanymi, prawda? Dla wielu ludzi, nawet dla takiego twardziela, jakim jest Van Veeteren, tego rodzaju przestępstwa to zbyt wiele. To coś strasznego i niemieszczącego się w przeciętnej ludzkiej głowie. To coś najgorszego. A jeśli doda się do tego ponury, acz zagadkowy klimat związany z podejrzanym obozem pseudoreligijnym i mnóstwem pojawiających się w powieści ludzi sprawiających wrażenie obłąkanych, nawiedzonych, ludzi milczących, niechcących niczego konkretnego powiedzieć, zdradzić i czegoś się obawiających, robi się naprawdę dziwnie i nieswojo. Bywało od czasu do czasu, że przez ten klimat właśnie moja wyobraźnia działała na wysokich obrotach. Może nawet to i dobrze, że mój umysł znalazł sobie jakieś zajęcie, gdyż akcję utworu określiłabym mianem nieruchawej, a autor nie popisał się tym razem, jeśli chodzi o zaopatrzenie kryminału w dużą liczbę tropów i konkretów, na których mogłabym porządnie skupić swoją uwagę. Tytułowa cisza, którą można podporządkować przede wszystkim śledztwu stojącemu niemalże w miejscu, denerwowała nie tylko głównego bohatera, ale i mnie. Całość gdzieś się rozłaziła, a mnie to po prostu rozpraszało. Nesser o wiele bardziej koncentruje się na osobie Van Veeterena, który teoretyzuje i filozofuje na temat dochodzenia i własnego niezbyt udanego życia niezwykle często i nie zawsze z zadowalającym skutkiem. Z jednej strony to nawet fajnie, że komisarz - naturalny i wiarygodny - przewija się przez większość stron książki, ale z drugiej - jego liczne wywody i przemyślenia w połączeniu z tym, o czym pisałam wcześniej, czyli nie do końca ekscytującym przebiegiem całokształtu fabuły, mogą w końcu zacząć nudzić i niecierpliwić odbiorcę.

Co natomiast nadal sobie chwalę w twórczości Nessera, to sposób, w jaki kreuje postaci drugoplanowe, pod którymi kryją się niezastąpieni i niepodobni do nikogo innego koledzy i podwładni Van Veeterena, czyli Münster, Reinhart, Moreno i cała reszta. Uwielbiam "przyglądać się" ich słownym potyczkom, w których nie brakuje sarkazmu i czarnego humoru, i pracy, jaką wykonują, nawet w najtrudniejszych i najohydniejszych chwilach nie zapominając o poczuciu humoru, dystansie do siebie i otaczającego świata, różnego rodzaju przyjemnościach i... jedzeniu. Pod tym względem pisarz w dalszym ciągu trzyma poziom i mam nadzieję, że w kolejnych powieściach należących do cyklu o słynnym komisarzu z Maardam obecność powyższych bohaterów została silniej zaakcentowana.

Dla niektórych czytelników "Komisarz i cisza" jest najlepszą częścią serii, dla mnie natomiast - jak dotąd, oczywiście - najsłabszą. Do wyrobienia sobie takiego, a nie innego zdania na jej temat przyczyniło się - oprócz wcześniej wymienionych słabych stron kryminału - także zakończenie, które może i powoduje wzrost napięcia, ale ostatecznie nie zaskakuje. Odniosłam wrażenie, że Håkanowi Nesserowi jakby zabrakło świeżego pomysłu na motywy działania ściganego przez policję przestępcy, przez co to, kim on jest, który z bohaterów książki odpowiada za straszliwe zbrodnie, można odgadnąć bardzo łatwo. Przygody z Van Veeterenem i jego ekipą nie zamierzam jednak kończyć tu i teraz. Dobrnęłam dość daleko i nadal czuję się, że tak to ujmę, na siłach, więc jestem skłonna wybaczyć autorowi dotychczasowe - w moim mniemaniu, rzecz jasna - potknięcia i wierzyć, że "Sprawa Münstera" zrobi na mnie dużo lepsze wrażenie.

piątek, 28 marca 2014

"Kobieta ze znamieniem" - Håkan Nesser

Tytuł oryginału: "Kvinna med födelsemärke".
Tłumacz: Małgorzata Kłos.
Wydawnictwo: Czarna Owca, 2013.
Liczba stron: 328.
Rozpoczęcie lektury: 21.03.2014.
Zakończenie lektury: 22.03.2014.
Moja ocena: 6/10.

Håkan Nesser to jeden z najpopularniejszych szwedzkich pisarzy, twórca kryminałów. Niegdyś pracował jako nauczyciel gimnazjalny. Zadebiutował w 1988 roku powieścią "Koreografen". Dwie najbardziej znane postaci przez niego wykreowane to Van Veeteren oraz Gunnar Barbarotti. Z tym pierwszym powstało aż dziesięć utworów. Część z nich została zekranizowana. Nesser trzykrotnie otrzymał nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał, a jego książki przetłumaczono na ponad dwadzieścia języków.

Seria książek o komisarzu Van Veeterenie z całą pewnością nie należy do wybitnych, ale ma w sobie coś takiego - być może dużą rolę odgrywa tutaj swoboda, z jaką pisze autor - co zachęca mnie do brnięcia przez kolejne tomy wchodzące w jej skład. Tym sposobem dotarłam do czwartego z nich, którego tytuł brzmi "Kobieta ze znamieniem". Podobnie jak w poprzednich częściach cyklu, i tutaj akcja toczy się w fikcyjnym mieście Maardam i jego okolicach. Minął niecały rok od wydarzeń przedstawionych w "Powrocie", a miejscowa policja z Van Veeterenem na czele znów musi zmierzyć się ze sprawą większego kalibru i dopaść mordercę, który szybkimi krokami zbliża się do uzyskania miana mordercy seryjnego.

Jako pierwszy ginie zastrzelony w swoim mieszkaniu mężczyzna, Ryszard Malik. Okazuje się, że przed śmiercią był on dręczony dziwnymi telefonami, w czasie których ktoś odtwarzał znaną mu, lecz budzącą z najciemniejszych zakamarków umysłu wydarzenie z przeszłości melodię. Niedługo potem policja policja odkrywa zwłoki kolejnego mężczyzny, który najwyraźniej umarł w ten sam sposób, co poprzednia ofiara. Mimo niewielu tropów i bezowocnych przesłuchań śledczy robią wszystko, co w ich mocy (czy aby na pewno?), by znaleźć powiązania między obydwoma zgonami i odgadnąć tożsamość zabójcy. Ale czy uda im się tego dokonać przed jego następnym - śmiertelnym - ruchem?

Niewątpliwie największą wadą "Kobiety ze znamieniem" jest fakt, że czytelnik już na samym początku poznaje osobę, którą trochę później zaczyna "ścigać" Van Veeteren wraz ze swoją ekipą. A po zaledwie kilkunastu stronach kryminału można domyślić się motywu działania przestępcy. Aż dziw, że nie przychodzi on do głów śledczych przez niemalże całą lekturę. W pewien pokręcony sposób podziwiają oni mordercę - to, z jaką determinacją, zimną krwią i starannością planuje zrobienie krzywdy człowiekowi i realizuje te plany - ale jeśli chodzi o jego pobudki, wyjątkowo nie grzeszą pomysłowością i inteligencją.

Za to coraz częściej zbiera im się na żarty, trzeba przyznać. Jak na książkę, w której dominuje ponura tematyka, a więc i atmosfera, jest całkiem zabawnie. A wszystko to za sprawą nasączonych humorem, ironią i ciętymi ripostami licznych dialogów między bohaterami. Nie da się nie lubić Münstera, Heinemanna, Reinharta czy Rootha, mimo że Nesser pisze o nich pobieżnie, nie zagłębiając się jakoś szczególnie w ich życie rodzinne czy uczuciowe. Od czasu do czasu tylko przytacza ich w miarę ciekawe rozmyślania na temat pracy w policji i szerzącego się na świecie zła lub sprawia, że ktoś się w kimś zakochuje albo planuje założenie rodziny. Samego Van Veeterena jest tym razem raczej mało; w porównaniu do jego roli w "Powrocie", zdecydowanie bardzo mało, ale mam nadzieję, że w kolejnych częściach serii pisarz nawiąże do jego osoby, a zwłaszcza przeszłości bardziej skrupulatnie.

Myślę, że na tym poprzestanę. Tak naprawdę nie jestem w stanie zbyt wiele napisać o "Kobiecie ze znamieniem" tak, by nie zdradzić tożsamości zabójcy i przebiegu śledztwa, które pod koniec przybiera nieoczekiwany obrót. Zakończenie mogę określić jako charakterystyczne dla twórczości Håkana Nessera, przynajmniej tej obejmującej cykl o gburowatym komisarzu z Maardam. Całość, jak zwykle zresztą, czytało mi się niesłychanie szybko - uwinęłam się z tą powieścią praktycznie w jedną noc. I w najbliższym czasie z całą pewnością zabiorę się za "Komisarza i ciszę", piąty utwór z cyklu.

sobota, 12 października 2013

"Powrót" - Håkan Nesser

Tytuł oryginału: "Återkomsten".
Tłumacz: Elżbieta Ptaszyńska-Sadowska.
Wydawnictwo: Czarna Owca, 2013.
Liczba stron: 336.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 06.06.2013.
Zakończenie lektury: 08.06.2013.
Moja ocena: 6/10.

Håkan Nesser jest jednym z najpopularniejszych szwedzkich pisarzy, twórcą kryminałów. Niegdyś pracował jako nauczyciel gimnazjalny. Zadebiutował w 1988 roku powieścią "Koreografen". Dwie najbardziej znane postaci przez niego wykreowane to Van Veeteren oraz Gunnar Barbarotti. Z tym pierwszym powstało aż dziesięć utworów. Część z nich została zekranizowana. Nesser trzykrotnie otrzymał nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał, a jego książki przetłumaczono na ponad dwadzieścia języków.

"Powrót" jest trzecią - po "Nieszczelnej sieci" i "Punkcie Borkmanna" - powieścią z serii kryminalnej o mrukliwym, acz sprytnym komisarzu Van Veeterenie i jego policyjnych towarzyszy. Tym razem, oprócz tradycyjnego śledztwa w sprawie morderstwa, komisarz musi zmierzyć się również z innym demonem śmierci, a mianowicie nowotworem tkwiącym w jego ciele. Czy uda mu się połączyć obie niecierpiące zwłoki sprawy?

W 1962 roku zostaje zamordowana Beatrice Holden. W 1981 roku - kolejna kobieta, Marlene Nietsch. Sprawca, po dwóch dwunastoletnich odsiadkach, ponownie wychodzi na wolność. W 1994 roku kilkuletnia dziewczynka natyka się w lesie na owinięte w dywan bezgłowe zwłoki mężczyzny. Brakuje im również dłoni i stóp. Kim jest ofiara? Jak długo spoczywała w leśnym rowie? Dlaczego została pozbawiona takich, a nie innych części ciała? Czy to zabójstwo ma jakiś związek z tymi sprzed lat? Jeszcze przed operacją wycięcia kawałka jelita grubego, w którym zagnieździł się rak, Van Veeteren i jego młodsi koledzy po fachu próbują dowiedzieć się czegoś istotnego na temat zamordowanego, ale ich praca nie przynosi dobrych rezultatów. Dopiero w momencie, gdy komisarz idzie pod nóż, sprawy przybierają nieoczekiwany obrót - rodzą się przypuszczenia odnośnie tego, kim może być zabity mężczyzna, a na dodatek wychodzą na jaw nieprzyjemne zdarzenia z jego przeszłości. Co na to wszystko powie Van Veeteren, gdy ocknie się po operacji?

Owa operacja, całe to ciche zmaganie się starego policjanta z nowotworem, to ciekawy wątek obyczajowy, który wyróżnia "Powrót" na tle poprzednich tomów serii. Dzięki niemu wyłania się zupełnie inny obraz Van Veeterena. Zazwyczaj chłodny, zgorzkniały i gburowaty, w obliczu trudnej sytuacji zdrowotnej traci całą odwagę, jest przerażony, boi się śmierci, zdaje sobie sprawę z kruchości ludzkiego życia, życia nawet tak twardego człowieka, jakim jest on sam. I mimo że czytelnik doskonale wie, że operacja komisarza się powiedzie (w końcu "Powrót" nie jest ostatnią powieścią z jego udziałem), potrafi wykrzesać z siebie nieco współczucia dla jego osoby. To nawet miłe i ciekawe, acz krótkotrwałe doświadczenie, bowiem już wracając do zdrowia, Van Veeteren natychmiast staje się znów zrzędzącym gliną, oczywiście skutecznie, choć czasem niekonwencjonalnie, wykonując swoją pracę.

Oprócz tego pięćdziesięciosiedmioletniego policjanta w książce przewijają się też inni - aspiranci i inspektorzy, tacy jak Münster, Rooth, Reinhart, Jung czy Moreno. Każdy z nich ciągnie za sobą jakiś fragment życia prywatnego, na które żali się w miejscu pracy. Ci ludzie na ogół sprawiają wrażenie wiecznie niezadowolonych, nieszczęśliwych, ponurych, ale od czasu do czasu są w stanie wydusić z siebie nieco dobrego, podszytego ironią i ciekawymi powiedzonkami humoru, dzięki czemu także czytelnik może przywołać na swą twarz niewielki uśmiech.

Ów humor jest widoczny oczywiście głównie w dialogach poszczególnych postaci, a w tekście jest ich sporo. Sporo jest też nazw miejscowości belgijskich lub holenderskich, w których dzieje się akcja i które chyba w większości, jeśli nie wszystkie, są fikcyjne, mnóstwo jest nazwisk wyskakujących ni skąd, ni zowąd w trakcie przesłuchań policji w sprawie morderstwa - niemal w każdym rozdziale (a są one bardzo krótkie) autor serwuje odbiorcy jakiegoś nowego podejrzanego czy świadka, w wyniku czego można nieźle się pogubić, dopasowując daną ostać do nazwiska czy odwrotnie przy składaniu do kupy ostatecznej wersji tej kryminalnej historii "Powrotu". Od razu zaznaczę, że ów zabieg do prostych nie należy. Ogólny pomysł na fabułę utworu przypadł mi do gustu, ale główna zagadka do rozwiązania dla czytelnika pod tytułem "Kto zabił?" jest bardzo trudna. Nesser bowiem udziela zbyt mało wskazówek ułatwiających wytypowanie głównego sprawcy. Ale kto wie, może tak właśnie miało być? Ja jednak w przypadku kryminałów wolę trochę pogłówkować i cieszyć się z ewentualnego trafnego wskazania tego "złego charakteru". W przypadku tej powieści absolutnie nie było mi to dane.

Ale generalnie czytało mi się ją dobrze - szybko, płynnie i z dużym zainteresowaniem. Do zwięzłego stylu Nessera już przywykłam. Lubię to, że serwuje on czytelnikowi konkrety, pisze bez owijania w bawełnę, takim nieco surowym i wypranym z emocji językiem. We znaki dają się natomiast dłuższe opisy mające charakter przemyśleń głównych bohaterów, z których większość przybiera formę pytań. Owszem, mogą one być nieco męczące, szczególnie w dużej ilości, ale z drugiej strony, czytając książkę, wyobrażam sobie, że te pytania są skierowane również do mnie, co pozwala mi na stawianie trafnych lu nie hipotez dotyczących dalszego przebiegu akcji.

Głównie ze względu na tę niełatwą zagadkę, o której pisałam powyżej, "Powrót" oceniłam troszkę niżej aniżeli "Punkt Borkmanna". Lektura każdego tomu z serii o Van Veeterenie jednak jest dla mnie ciekawym doświadczeniem - w końcu ich akcja toczy się w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, a niektóre wydarzenia sięgają jeszcze dalej - i przyjemnie spędzonym czasem; w żadnym wypadku nie uznałabym go za stracony. Mam wielką nadzieję, że wkrótce uda mi się dostać w swoje ręce kolejny utwór Håkana Nessera, jakim jest "Kobieta ze znamieniem". Jego tytuł brzmi interesująco!

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

"Punkt Borkmanna" - Håkan Nesser

Tytuł oryginału: "Borkmanns punkt".
Tłumacz: Małgorzata Kłos.
Wydawnictwo: Czarna Owca, 2012.
Liczba stron: 320.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 03.01.2013.
Zakończenie lektury: 04.01.2013.
Moja ocena: 7/10.

Håkan Nesser to jeden z najpopularniejszych szwedzkich pisarzy, twórca kryminałów. Niegdyś pracował jako nauczyciel gimnazjalny. Zadebiutował w 1988 roku powieścią "Koreografen". Dwie najbardziej znane postaci przez niego wykreowane to Van Veeteren oraz Gunnar Barbarotti. Z tym pierwszym powstało aż dziesięć utworów. Część z nich została zekranizowana. Nesser trzykrotnie otrzymał nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał, a jego książki przetłumaczono na ponad dwadzieścia języków.

Po "Nieszczelnej sieci", która zrobiła na mnie dość dobre wrażenie, nie mogłam się doczekać lektury kolejnej książki Nessera, którą, kierując się datą powstania, jest "Punkt Borkmanna". Przede wszystkim chciałam się przekonać, czy zmieni się mój stosunek do głównego bohatera, który wcześniej, no cóż, nie zauroczył mnie swoją gburowatością i nadpobudliwością. Miałam też nadzieję na nadmiar sensacyjnej fabuły, interesujących zagadek i zaskakujących zwrotów akcji. Czy moje przemyślenia okazały się trafne? Jak najbardziej.

W nadmorskiej miejscowości Kaalbringen zostaje popełnione morderstwo. Bogaty biznesmen, potentat nieruchomości, traci życie poprzez silnie zadany cios narzędziem przypominającym siekierę. Kiedy wychodzi na jaw, że sposób dokonania zbrodni nawiązuje do zabójstwa pewnego narkomana sprzed kilku miesięcy, miejscowa policja postanawia skorzystać z pomocy doświadczonego śledczego, Van Veeterena. Wraz ze współpracownikami zaczyna on badać ślady prowadzące początkowo donikąd, rozmawiać z licznymi świadkami i osobami mającymi choć nikły związek z morderstwami. Z poszczególnych rozmów i informacji stopniowo zaczyna klarować się historia zabójcy, ale czy aby nie jest za późno, by zaprzestać jego poczynań, które z dnia na dzień stają się coraz śmielsze?

Akcja powieści Nessera toczy się w latach dziewięćdziesiątych na przełomie września i października. Ściślej rzecz biorąc, trwa jakiś miesiąc, w ciągu którego prowadzone jest śledztwo. Może ten właśnie zabieg, a może też fakt, iż w książce ciągle coś się dzieje, czyta się ją niesamowicie szybko i z dużym zainteresowaniem. Język jest prosty, konkretny, niepozbawiony czarnego humoru i sarkastycznych dialogów. Co trochę nie przypadło mi do gustu, to to, że opis z okładki zdradził zbyt wiele, przez co na pewne wydarzenia byłam już przygotowana.

"W każdym dochodzeniu, twierdził Borkmann, dochodzi się do takiego punktu, po przekroczeniu którego nie potrzebuje się już więcej informacji. Kiedy do niego docieramy, wiemy już wystarczająco dużo, żeby rozwiązać sprawę jedynie za pomocą myślenia. Dobry śledczy powinien dążyć do tego, żeby umieć się zorientować, kiedy zbliża się do tego punktu, czy też raczej kiedy do przekracza"*. Czy Van Veeterenowi uda się zrealizować powyższą zasadę? Czy można uznać go za przyzwoitego śledczego? Uważam, że tak. Po przygodach w "Nieszczelnej sieci" i jej następcy jestem skłonna stwierdzić, że inspektor się wyrabia. I to nie tylko pod względem charakteru - staje się mniej skryty, oschły i nieprzyjemny - ale też w kwestii pracy, jaką wykonuje. Van Veeteren od początku imponował mi swoim uporem w dążeniu do celu, sprytnym myśleniem, swoją inteligencją, a teraz tylko to potwierdza. Mimo że od czasu do czasu policjant ma dość swych obowiązków, widać, że tak naprawdę nie potrafi się bez nich obejść i wykonuje je całym sobą. Nadal nie wiadomo, dlaczego Van Veeteren jest, jaki jest. Jestem jednak przekonana, że kolejne kryminały z jego udziałem rzucą jaśniejsze światło na jego przeszłość - w tego typu powieściach, myślę, że nie tylko ja to zauważyłam, pisarze bardzo często wykorzystują osobiste sytuacje głównych bohaterów w celu skonfrontowania ich z demonami przeszłości, które zawsze gdzieś czają się w ukryciu i niespodziewanie pojawiają, wywracając życie tychże postaci do góry nogami.

Pozytywnie odebrałam nie tylko kreację Van Veeterena, ale i innych bohaterów, którzy występują w "Punkcie Borkmanna", takich jak: ambitna inspektor Beate Moerk, borykający się z problemami rodzinnymi inspektor Münster, a także pogodny, humorystyczny szef policji w Kaalbringen, komisarz Bausen, miłośnik wina i szachów. Czytając tę książkę, nie obyło się oczywiście bez poszukiwania mordercy. Miałam kilku podejrzanych, swoje przypuszczenia umiejscawiałam nawet tam, gdzie trzeba, ale mimo to zakończenie utworu mnie zaskoczyło. Mylne tropy to specjalność Nessera - w przyszłości staram się o tym nie zapomnieć.

Po lekturze "Punktu Borkmanna" mogę śmiało napisać, że chcę więcej. Chcę więcej kryminałów, więcej Van Veeterena i jego pełnych napięcia, brutalnych przygód, jeśli można je w ogóle nazwać przygodami. Literatura skandynawska autorstwa Håkana Nessera to połączenie lekkiego stylu, humorystycznej ironii oraz okrutnej, surowej, ale przede wszystkim dobrej sensacji. Myślę, że te cechy skłonią miłośników gatunku do sięgnięcia po jego prozę i zapewnią im doskonałą rozrywkę. Ja w każdym bądź razie do tego bardzo zachęcam.

*s.236

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.
Książka przeczytana w ramach Wyzwania z Półki.

wtorek, 13 listopada 2012

"Nieszczelna sieć" - Håkan Nesser

Wydawnictwo: Czarna Owca, 2012.
Liczba stron: 304.
Oprawa: miękka.
Rozpoczęcie lektury: 13.11.2012.
Zakończenie lektury: 13.11.2012.
Moja ocena: 6/10.

Håkan Nesser jest jednym z najpopularniejszych szwedzkich pisarzy, twórcą kryminałów. Niegdyś pracował jako nauczyciel gimnazjalny. Zadebiutował w 1988 roku powieścią "Koreografen". Dwie najbardziej znane postaci przez niego wykreowane to Van Veeteren oraz Gunnar Barbarotti. Z tym pierwszym powstało aż dziesięć utworów. Część z nich została zekranizowana. Nesser trzykrotnie otrzymał nagrodę za najlepszy szwedzki kryminał, a jego książki przetłumaczono na ponad dwadzieścia języków.

"Nieszczelna sieć" to jedna z pierwszych powieści tego pisarza, która pochodzi z 1993 roku, powstała zatem pięć lat po jego debiucie literackim. Jest to także pierwszy kryminał z komisarzem Van Veeterenem w roli głównej, dlatego to właśnie od niego postanowiłam rozpocząć swoją znajomość z twórczością Nessera.

Janek Mattias Mitter budzi się pewnego ranka w swoim domu z potwornym kacem i ogromną luką w pamięci. Z trudem przypomina sobie, kim jest i gdzie się znajduje. Jego przerażenie wzrasta, gdy w łazience natyka się na ciało nieżywej Evy Ringmar, którą poślubił przed zaledwie kilkoma miesiącami. Jak łatwo się domyślić, po zgłoszeniu sprawy na policji, Mitter od razu staje się głównym podejrzanym o zamordowanie żony i postawiony przed sądem. Jego niepamięć spowodowana alkoholowym zamroczeniem w czasie poprzedzającym śmierć małżonki oraz jego dziwne, czasem szalone, czasem zbyt inteligentne zachowanie podczas zeznań nie przemawiają na jego korzyść. Komisarz Van Veeteren, z początku pewien winy oskarżonego, stopniowo zaczyna zmieniać zdanie. Kiedy Mitter zostaje skazany na kilka lat więzienia w zakładzie psychiatrycznym, stary policjant postanawia przyjrzeć się bliżej sprawie zabójstwa Evy. Jakiś czas później jednak dochodzi do kolejnego, zupełnie nieoczekiwanego morderstwa, które znacznie utrudnia śledztwo, wywracając je do góry nogami.

Akcja "Nieszczelnej sieci" toczy się na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku w mieście Maardam, o którym niewiele wiadomo, nawet tego, w jakim kraju ono leży. Nesser ma specyficzny styl pisania, charakteryzujący się szybkim tempem rozwoju akcji, licznymi dialogami i niezawracaniem sobie głowy jakimiś niepotrzebnymi rzeczami, nawet wątkami pobocznymi, o których raczy wspominać pobieżnie, w zaledwie dwóch, trzech zdaniach. W czasie lektury tej książki, która minęła wręcz błyskawicznie, wielokrotnie odniosłam wrażenie, jakoby pisarz spieszył się, tworząc ten utwór. Czytelnik nie znajdzie w nim bowiem szczegółowych opisów jakichś miejsc czy postaci. Wszystkie najważniejsze informacje potrzebne do rozwiązania sprawy i doprowadzenia dochodzenia do końca są ukryte w wypowiedziach bohaterów, wszelkich rozmowach, wywiadach i przesłuchaniach.

Postaci jest dość sporo i, im bliżej końca kryminału, tym łatwiej się w nich pogubić, nie jednak jakoś znacznie. Podejrzewać o zamordowanie Evy Ringmar mogłam niemal każdą z nich, począwszy od osób związanych z przeszłością kobiety, przez jej kolegów z pracy, aż po samych policjantów. Wiadomo, w thrillerach wszystko jest możliwe. Czy ostatecznie udało mi się prawidłowo wytypować przestępcę? Rzecz jasna, nie, ale pewne podejrzenia co do tej osoby zaprzątały mi myśli przez dłuższy czas, nie podążając jednak w tym kierunku, w którym powinny były. Najbardziej istotnym bohaterem, na którego należy zwrócić uwagę, jest sam komisarz Van Veeteren. Jaki on jest? Cóż, kompletnie nie spodziewałam się tak ponurego, a zarazem nadpobudliwego, narzekającego na życie, sypiącego ironicznymi komentarzami człowieka. Swoją postawą, jeśli wziąć pod uwagę jego charakter i zachowanie, wręcz odpycha, ale pod względem pracy, jaką wykonuje, trzeba mu przyznać swego rodzaju klasę - jest niezwykle sprytny, uparty i skutecznie dąży do wyznaczonego przez siebie celu. To rzeczywiście mi zaimponowało.

Nesser w dość ciekawy sposób obmyślił plan fabuły "Nieszczelnej sieci", wprowadzając do niej aurę tajemniczości nieopuszczającej książki do samego jej końca i dawkę - niestety zbyt małą - napięcia. Całość nie sprawia wrażenie mocno skomplikowanej ze względów, o których wspomniałam już wcześniej, czyli braku niepotrzebnych wątków, nużących opisów, przez co czytelnik skupia się tylko i wyłącznie na tym, co najważniejsze, a mianowicie śledztwie prowadzonym przez Van Veeterena i jego znajomych policjantów. Muszę jednak przyznać, że od czasu do czasu brakowało mi oderwania się, chociażby w małym stopniu, od głównej sprawy. Wszystko toczyło się zbyt szybko, nie było czasu na złapanie oddechu, bo, chcąc, nie chcąc, kryminał okazał się na swój sposób wciągający. Przeszkadzał mi też trochę fakt, iż niekoniecznie zawsze został zachowany porządek i sens fabuły, wkradły się do niej niewielkie błędy. Dla przykładu - Mitter osadzony w celi psychiatryka ma w niej dostęp do długopisu, którego potrzebuje do nagłego zapisania ważnej informacji (czyżby długopisem osoba przebywająca w takiej placówce nie mogła sobie zrobić krzywdy?), a chwilę później prosi pielęgniarza o kartkę, kopertę i... długopis, by móc napisać list. Na duży plus z kolei zasługują dialogowe wstawki, docinki i spostrzeżenia bohaterów przyprawione pikantnym humorem o ironicznym zabarwieniu. Również zakończeniu powieści nie można nic zarzucić, gdyż zaskakuje ono chyba najbardziej, jeśli chodzi o całokształt przebiegu sensacyjnej akcji.

Sięgając po "Nieszczelną sieć", doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, iż jest to jeden z pierwszych, a zarazem starszych, utworów Håkana Nessera, dlatego nie nastawiałam się na thriller niezwykle wysokich lotów. Z drugiej strony jednak spodziewałam się po nim odrobinę czegoś więcej, chociaż podejrzewam, że wynika to z faktu, iż nie do końca przypadł mi do gustu styl jakim posłużył się tutaj autor. Ale na tym kryminale moja przygoda z jego twórczością się nie skończy. Jestem świadoma tego, iż kolejne jego książki mogły zostać - i może są - napisane dużo lepiej, w końcu każdy pisarz nabiera większego doświadczenia, szlifując swój talent przez wiele lat. Już wkrótce w zasięgu moich rąk znajdzie się "Punkt Borkmanna", druga powieść z Van Veeterenem w roli głównej. Kto wie, może uda mi się polubić bardziej tego gburowatego komisarza? Czas pokaże.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Czarna Owca.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...