Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lacey Flint. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lacey Flint. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 21 stycznia 2014

"Zagubieni" - S.J. Bolton

Tytuł oryginału: "Like This, For Ever".
Tłumacz: Agnieszka Kabala.
Wydawnictwo: Amber, 2013.
Liczba stron: 400.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 10.01.2014.
Zakończenie lektury: 10.01.2014.
Moja ocena: 8/10.

S.J. (Sharon) Bolton to pochodząca z małego miasteczka Chiltern Hills w hrabstwie Oxfordshire powieściopisarka specjalizująca się w thrillerach. Jest autorką siedmiu książek, z których jedna, "Awakening", zdobyła w 2010 roku nagrodę Mary Higgins Clark.

Od wydarzeń mających miejsce w "Karuzeli samobójczyń" minęło niewiele czasu. Lacey Flint przebywa na zwolnieniu lekarskim i nieobce jej są wizyty u psychologa. Nie może sobie poradzić zarówno z przeszłością, jak i uczuciem, jakie żywi do kolegi po fachu, Marka Joesbury'ego. Jedyną okazją do zaprzestania myślenia o przygnębiających rzeczach jest dla niej najnowsza sprawa, nad którą pracuje londyńska policja. W mieście bowiem grasuje morderca małych chłopców. Ofiary, którym podcina gardła, mają około dziesięciu, dwunastu lat. Nikt nie wie, czy zabija mężczyzna, kobieta, czy może ktoś, kto uważa się za wampira. Mimo kategorycznego zakazu brania udziału w śledztwie, Lacey zostaje w nie wplątana. A wszystko to za sprawą jej jedenastoletniego sąsiada, Barneya Robertsa, inteligentnego chłopca, który wykazuje duże zainteresowanie działalnością tajemniczego zabójcy.

Jak się szybko okazuje, to nie Flint gra pierwsze skrzypce w "Zagubionych" - jest jej tutaj wyjątkowo mało i przeważające sceny z jej udziałem to te związane z wizytami u psychologa (interesujące, tak swoją drogą, bo dzięki nim widać, że Lacey nadal skrywa jakieś sekrety z dawnych lat), z wizytami w więzieniu u bliskiej jej osoby, z którą przyszło jej się zmierzyć w "Ulubionych rzeczach", oraz z niekończącymi się rozterkami miłosnymi dotyczącymi nikogo innego, jak Joesbury'ego. Nie chcę być złośliwa, ale jak tak dalej pójdzie, to sprzątnie go Flint sprzed nosa nawet lesbijka - jej szefowa, Dana, której orientacja seksualna wydaje mi się coraz bardziej podejrzana. Za głównego bohatera powieści można więc uznać wspomnianego wcześniej Barneya. Chłopiec mieszka tylko z zapracowanym ojcem, jego matka odeszła, gdy miał prawie cztery lata (w jaki sposób odeszła? gdzie teraz jest? - zastanawiałam się przez większość czasu spędzonego na czytaniu utworu, praktycznie dopóki nie otrzymałam odpowiedzi), cierpi na zaniki pamięci, a ponadto cechują go niebywała spostrzegawczość i logiczne myślenie, które niejednokrotnie doprowadzają go do snucia niepokojących koncepcji na temat tego, co dzieje się z chłopcami w jego wieku. Barney jest jedną wielką zagadką i wzbudza w czytelniku różne emocje, począwszy od uwielbienia, przez współczucie, aż po strach. To bardzo skomplikowane dziecko, a zarazem najlepsza - jak dla mnie - postać "Zagubionych".

A jeśli chodzi o ogół fabuły książki, no cóż, po raz kolejny muszę się powtórzyć - Bolton jest naprawdę dobra, a w jej głowie rodzi się mnóstwo niebanalnych kryminalno-psychologicznych pomysłów, które z wielkim powodzeniem realizuje. Przeczytałam dopiero trzy książki jej autorstwa (bo dopiero tyle ukazało się w Polsce), a już mogę nazwać się jej fanką. Pisarka nie ma sobie równych. Starannie planuje akcję powieści i wykonuje porządną pracę, zbierając materiały na określony temat, tworząc postaci i ubierając to wszystko w miły dla oka płaszcz sensu i wyrafinowania, aby zaskoczyć czytelnika w ponadprzeciętnym stylu. Autorka posługuje się raczej rzeczowym i oschłym językiem, co potęguje niepokojący, osadzony w zimnym i ponurym Londynie klimat "Zagubionych". W czasie lektury z każdą kolejną stroną rosły moje obawy - nie tylko z powodu zapuszczania się wraz z bohaterami w nieciekawe zakątki miasta i nadrzecznych plaż, ale przede wszystkim bałam się o to, co jeszcze może pokazać wyrachowany morderca małych chłopców. Niewinnych dzieci. Thrillery z udziałem dzieci chyba zawsze wzbudzają większe emocje, prawda?

Niestety, nie udało mi się trafnie wytypować osoby, która stała za tymi wszystkimi zbrodniami. Do samego końca moje myśli podążały niewłaściwymi torami, ale to chyba dobrze - Bolton wie, jak skutecznie wyprowadzić czytelnika w pole, a następnie go zszokować. Odniosłam jednak wrażenie, że w przypadku niektórych postaci autorka ujawniła zbyt mało tropów usprawiedliwiających czy po prostu wyjaśniających ich czyny i zachowania. Dla przykładu, wyglądało to mniej więcej tak, że przez ponad połowę powieści podejrzewałam pewną osobę o maczanie palców w zabójstwach dzieci, aż tu nagle odbyło się policyjne przesłuchanie i bum! - wyszły na jaw takie nieznane mi dotąd fakty z życia tej osoby, które sprawiły, że mordercy musiałam szukać w kimś innym.

Co jeszcze nie do końca spodobało mi się w tej książce, a co nie jest bezpośrednio związane z jej treścią, to to, iż trafił mi się felerny egzemplarz, w którym - mniej więcej w połowie - brakuje kilkunastu stron. Całe szczęście, że miałam pod ręką elektroniczną wersję "Zagubionych" i mogłam kontynuować lekturę bez przerywania jej na dłużej, czego nie potrafiłam sobie nawet wyobrazić. W przypadku tak wciągających kryminałów, jak ten, byłoby to wręcz bolesne. Jeśli chodzi o szatę graficzną utworu, wydawnictwo Amber spełniło moje oczekiwania, ale już do korekty miałabym kilka zastrzeżeń - jak zawsze, niestety.

Uważam, że warto - po uprzedniej lekturze "Ulubionych rzeczy" i "Karuzeli samobójczyń", gdyż wątki historii Lacey Flint przeplatają się i łączą ze sobą w każdej pozycji z jej udziałem - poznać "Zagubionych" S.J. Bolton, ponieważ powieść ta zawiera w sobie ogromne ładunki zarówno sensacji, jak i psychologii. To smutny, a zarazem zapierający dech w piersiach thriller, który doskonale uwidacznia żerowanie mediów na ludzkich tragediach i udowadnia, że przeszłość jest w stanie ukształtować człowieka, a efekty tego mogą być naprawdę różne. Ta trudna, przerażająca bądź traumatyczna może znaleźć ujście w niewłaściwych, a nawet makabrycznych czynach.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję portalowi IRKA.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

poniedziałek, 28 października 2013

"Karuzela samobójczyń" - S.J. Bolton

Tytuł oryginału: "Dead Scared".
Tłumacz: Agnieszka Kabala.
Wydawnictwo: Amber, 2013.
Liczba stron: 416.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 01.08.2013.
Zakończenie lektury: 01.08.2013.
Moja ocena: 9/10.

S.J. (Sharon) Bolton to pochodząca z małego miasteczka Chiltern Hills w hrabstwie Oxfordshire powieściopisarka specjalizująca się w thrillerach. Jest autorką siedmiu książek, z których jedna, "Awakening", zdobyła w 2010 roku nagrodę Mary Higgins Clark. Do tej pory w Polsce ukazały się trzy jej pozycje, z niespełna trzydziestoletnią policjantką w roli głównej.

Wydawnictwo Amber nie zawiodło mnie, wypuszczając na rynek kolejną powieść tej pisarki, czyli "Karuzelę samobójczyń". Po świetnych "Ulubionych rzeczach" z niecierpliwością jej wyczekiwałam. Czy okazała się tak dobra, jak jej poprzedniczka? Z jakiego rodzaju potworami ludzkimi musi zmierzyć się Lacey Flint tym razem? Napiszę krótko - zdecydowanie warto sięgnąć po ten kryminał.

Kilka miesięcy po przerażającym śledztwie związanym z naśladowcą Kuby Rozpruwacza inspektor Mark Joesbury prosi Lacey o przyłączenie się jej do pewnej sprawy w charakterze pilnej obserwatorki. Udając nową studentkę Uniwersytetu Cambridge, Laurę Farrow, policjantka ma za zadanie przyjrzeć się bliżej studenckiej społeczności, a w szczególności okolicznościom, jakie mogły i mogą nadal sprzyjać samobójczyniom, także tym potencjalnym. Wraz z psycholog, Evi Oliver, Flint odkrywa, że w ostatnich kilku latach liczba wieszających, topiących i trujących się studentów, a zwłaszcza studentek, drastycznie wzrosła. Dlaczego ci młodzi ludzie decydują się na takie kroki? Czy ich decyzje mają podłoże tylko i wyłącznie psychiczne? Lacey ma nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat od jednej z niedoszłych samobójczyń, Bryony, która całkiem niedawno usiłowała dokonać... samospalenia. Niezwykle odważna, nie ma jednak pojęcia, po jak bardzo cienkim lodzie zaczęła stąpać, włączając się do śledztwa. Zło bowiem czai się na każdym - nie tylko jej - kroku.

Brzmi intrygująco, prawda? Napiszę więcej - od "Karuzeli samobójczyń" nie sposób się oderwać! Akcja utworu toczy się w czasach współczesnych, w ciągu zaledwie kilku dni drugiej połowy mroźnego i śnieżnego stycznia. Już sama pogoda w nim panująca sprawia, że tę książkę aż pragnie się czytać w ciepłym łóżku lub fotelu, pod kocem, a jeśli dodać do tego ponury, wręcz straszny ogólny klimat powieści, wniosek nasuwa się jeden - najlepiej darować sobie jej lekturę w nocy. Tak, ów klimat jest niesamowity - niepewność, strach i okrucieństwo dosłownie wiszą w powietrzu w każdym zakątku Cambridge, a mimo to czytelnik - jak zahipnotyzowany - posłusznie podąża śladami głównej bohaterki, która z każdą kolejną godziną spędzoną w okolicach uczelni odkrywa coraz to bardziej fascynujące i, rzecz jasna, szokujące fakty dotyczące zgonów wśród studentów. Żeby było jeszcze ciekawiej, od czasu do czasu w kryminale pojawiają się rozdziały, których treść nawiązuje do wydarzeń sprzed kilkunastu lat, które jeszcze bardziej mącą w głowie odbiorcy i skłaniają go do zadawania kolejnych pytań, a które, jak łatwo się domyślić, w jakiś sposób łączą się z rzeczywistością, z jaką przyszło się zmierzyć nieustraszonej Lacey Flint.

Bolton odznacza się niebywałą wyobraźnią. Naczytałam się sporo thrillerów i czytam je nadal dość często, ale z pewnym przekonaniem, że rzadko który jest lub będzie w stanie mnie porządnie zaskoczyć, znokautować. "Karuzela samobójczyń" była właśnie tym rzadko spotykanym wyjątkiem, który wchłonął mnie w swe pełne grozy i nieobliczalności czeluści już na pierwszej swej stronie, a wypuścił z nich dopiero na ostatniej. Fantastyczne i oryginalne pomysły autorki na ubranie poszczególnych elementów fabuły sprawiają, że nie sposób nudzić się podczas ich zgłębiania, a głowa po prostu puchnie od nadmiaru zbieranych informacji, formułowanych pytań i spostrzeżeń. Wnikliwa lektura książki pozwala bowiem od czasu do czasu na wysnucie trafnych przypuszczeń, co jeszcze bardziej nakręca czytelnika i zachęca go do jak najszybszego dobrnięcia do finału tej obfitującej w tragicznie zdarzenia historii.

Ów kryminał to nie lada gratka dla miłośników psychologii, której wszędzie pełno - na uniwersyteckich wykładach, w pracy policji i psychologów, no i oczywiście w umysłach bohaterów. Mamy do czynienia z borykającą się z demonami z przeszłości i nieokreślonymi uczuciami żywionymi do Marka Joesbury'ego Lacey (to samo można napisać o Joesburym, który wręcz nie może żyć bez swej uroczej podwładnej), obawiającą się tajemniczego prześladowcy psycholog Evi Oliver, a także wszelkimi ofiarami własnych umysłów (czy aby na pewno?), które zakończyły swój żywot z tylko im znanych (jak na razie) powodów.

Jeśli chodzi o niewielkie minusy powieści, jakich się dopatrzyłam, to po pierwsze - błąd w tekście, który sugeruje, że Bryony miała amputowaną raz lewą, a raz prawą rękę. Po drugie, do pełni szczęścia zabrakło mi zakończenia, w którym pisarka wyjaśniłaby, jak potoczyły się dalsze losy kilku postaci, między innymi współlokatorki Lacey (Laury) z akademika i lekarza, Nicka Bella. Być może parę słów na ten temat znajdzie się w kolejnym kryminale S.J. Bolton, kto wie? Jedno jest pewne - po "Zagubionych" sięgnę z całą pewnością i nadzieją na równie fascynującą i pełną napięcia przygodę z posterunkową Flint, jaką przeżyłam w trakcie czytania "Karuzeli samobójczyń". Już nie mogę się jej doczekać!

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję portalowi IRKA.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.

środa, 17 października 2012

"Ulubione rzeczy" - S.J. Bolton

Wydawnictwo: Amber, 2012.
Liczba stron: 416.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 13.10.2012.
Zakończenie lektury: 14.10.2012.
Moja ocena: 8/10.

S.J. (Sharon) Bolton to pochodząca z małego miasteczka Chiltern Hills w hrabstwie Oxfordshire powieściopisarka specjalizująca się w thrillerach. Jest autorką pięciu książek, z których jedna, "Awakening", zdobyła w 2010 roku nagrodę Mary Higgins Clark. Do tej pory w Polsce ukazała się tylko jedna jej pozycja, "Now You See Me", czyli "Ulubione rzeczy". To z całą pewnością thriller jedyny z swoim rodzaju, z zakręconą, ale nie przesadnie zagmatwaną i pozbawioną sensu fabułą, w którym nic nie jest pewne od pierwszej do ostatniej strony. Tytułowe ulubione rzeczy nawiązują do piosenki wykonywanej przez Julie Andrews w filmie "Dźwięki muzyki". Ta piosenka z kolei ma duże znaczenie dla głównej bohaterki książki, a co za tym idzie, wiąże się z przykrymi i wstrząsającymi wydarzeniami w niej przedstawionymi. To opowieść o okrutnych morderstwach, próbach zapomnienia o przeszłości i szukaniu swego miejsca w świecie. Nawet kosztem innych.

Lacey Flint to atrakcyjna policjantka przed trzydziestką. Sprawy, jakie prowadziła bądź prowadzi, są dość błahe, przynajmniej w porównaniu do seryjnych zabójstw, w które nagle zostaje niejako wplątana. Na parkingu bowiem pewnego dnia osuwa się na jej samochód mocno poraniona nieznana kobieta, która umiera na jej rękach tuż przed przyjazdem karetki. Lacey zostaje wciągnięta do śledztwa w charakterze świadka, ale szybko okazuje się, że jeden z inspektorów, Mark Joesbury, jest wobec niej podejrzliwy i nieufny. Sprawy przyjmują jeszcze bardziej nieoczekiwany obrót, kiedy dochodzi do kolejnych morderstw dokonanych na kobietach, a na domiar złego zaczynają one przypominać Flint wydarzenia sprzed ponad stu lat, za które odpowiedzialny był słynny rzeźnik wiktoriańskiego Londynu, Kuba Rozpruwacz. Dzięki swej długoletniej fascynacji seryjnymi mordercami, Lacey wchodzi do dochodzenia wielkimi krokami coraz głębiej, tym bardziej, że współczesny psychopata z jakiegoś powodu zaczął się nią interesować. Ale jak wybrnąć z tej sytuacji, jeśli zabójca robi wszystko, by winę zrzucić właśnie na nią? Kim właściwie jest ta pełna sekretów policjantka, skoro zasłużyła sobie na taki, a nie inny los? Jedno jest pewne - nic nie jest takie, jak się wydaje. I do końca śledztwa bardo daleko.

Choć Bolton operuje nieskomplikowanym i plastycznym językiem, nie oszczędzając słów na nawet najbardziej drastyczne sceny tragicznych śmierci kilku kobiet, jej książka nie od samego początku mnie porwała. Akcja, pełna napięcia i zagadek dotyczących bohaterów i działań mordercy, na dobre rozwinęła się dopiero wraz z drugim zabójstwem dokonanym przez naśladowcę Kuby Rozpruwacza. Wówczas w moim umyśle stopniowo zaczęła wzrastać liczba pytań i podejrzeń, które nie opuszczały go przez długi czas. Autorka bowiem ma dar tworzenia nieprzewidywalnych historii i odwracania uwagi czytelnika nadmiarem informacji i faktów, przez co ostatecznie nie jest on w stanie odnaleźć w tym wszystkim prawidłowego przebiegu fabuły przed jej końcem. "Ulubione rzeczy" to taki kryminał, w którym nie wiadomo, co stanowi prawdę, a co kłamstwa. Kto mówi prawdę, a kto kłamie. Kto jest sprytny, a kto jeszcze sprytniejszy.

Książka składa się z pięciu części odpowiadających wydarzeniom współczesnym i w pewnym stopniu nawiązujących do tych z roku 1888. Będąc już przy omawianiu budowy utworu, nie mogę nie wspomnieć o jego rewelacyjnym wydaniu. Wydawnictwo Amber bowiem bardzo pozytywnie zaskoczyło mnie oprawą graficzną powieści nie tylko tą z zewnątrz, czyli mrożącą krew w żyłach okładką, ale i wewnątrz - przejrzystym tekstem bez rzucających się w oczy błędów oraz zgrabnym wyszczególnieniem nagłówków i rozdziałów. Na samym końcu książki, oprócz podziękowań pisarki, można znaleźć kilka jej ulubionych teorii, jakie kiedykolwiek powstały na temat Kuby Rozpruwacza.

Tak, Kuba Rozpruwacz. Czy wiecie, że być może nie był mężczyzną, lecz... kobietą zwaną przez dociekliwych Kaśką Rozpruwaczką? Jego postać po części przyczyniła się do tego, że utwór "Ulubione rzeczy" jest niezwykle ciekawy i intrygujący. Ale do łagodnych nie należy; wręcz przeciwnie, zieje ogniem niewyobrażalnej brutalności i okrucieństwa, jakie nie mieści się w głowie. Czy taki człowiek jak on zasługuje sobie na to, by o nim mówić i pisać? A co gorsze, naśladować? Niestety świat jest tak skonstruowany, że jest w nim miejsce dla takich ludzi. Psychopatów, socjopatów, ludzi szalonych, dla których nie ma żadnego usprawiedliwienia, ludzi zagubionych, którzy za wszelką cenę pragną uciec od przeszłości lub też ją zachować, odtworzyć, przeistaczając się w ten sposób w ludzi zdesperowanych i nieobliczalnych. Bolton doskonale wie, jak wykreować tego typu postaci. Osobowości, jakie wyszły spod jej pióra, z całą pewnością są oryginalne, mroczne i zaskakujące. Tak naprawdę nie wiadomo, czego się spodziewać po niemal każdym z bohaterów powieści. Wokół nich, a także w nich samych roi się od nie zawsze przyjemnych tajemnic. Myślę, że istotą świetności "Ulubionych rzeczy" jest właśnie solidność, wyrazistość i różnorodność ich bohaterów. Co nie znaczy jednak, że pozostałe elementy, które składają się na dobrą książkę, zawiodły. Jest napięcie, groza i płynność charakteryzujące się dużym stopniem wciągnięcia czytelnika. Utwór jest po prostu zgrabnie skonstruowany, a co za tym idzie, sensowny i, jakby było mało jego pozytywnych cech, daleki od schematyczności, jaką może się "poszczycić" wiele dotychczas wydanych kryminałów.

"Ulubione rzeczy" S.J. Bolton to świetny okaz gatunku, po który warto sięgnąć. To opowieść nie tylko o seryjnych mordercach, ale i doskonały thriller psychologiczny, który może nieźle namącić w głowie czytelnika. To pozycja dla miłośników kryminałów, nawet tych najbardziej wymagających. I o mocnych nerwach, oczywiście. Bardzo się cieszę, że miałam możliwość przeczytania tej książki - godziny nad nią spędzone zaliczam do naprawdę udanych. Żałuję, że w Polsce została wydana dopiero jedna powieść tej autorki, ale mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni. Liczę więc na wydawnictwo Amber!

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję portalowi IRKA.
Recenzja napisana dla portalu IRKA.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...