niedziela, 12 sierpnia 2012

"Co się wydarzyło w Madison County" - Robert James Waller

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 1994.
Liczba stron: 160.
Rozpoczęcie lektury: 10.08.2012.
Zakończenie lektury: 10.08.2012.
Moja ocena: 7/10.

Robert James Waller to urodzony w 1939 roku amerykański pisarz. Wykształcenie w zakresie zarządzania, ekonomii i biznesu zdobywał na uniwersytetach w Iowie i Indianie, w 1977 roku stając się profesorem zwyczajnym. Jest autorem kilku powieści, z których dwie zostały zekranizowane. Największy rozgłos przyniósł mu utwór "Co się wydarzyło w Madison County". Oprócz pisania Waller zajmował się też muzyką i fotografią.

"Co się wydarzyło w Madison County" to niewielka objętościowo książka, powstała w 1992 roku. Jest ona uznawana przez wielu czytelników za jedną z najlepszych i najpiękniejszych historii miłosnych świata literatury. Przedstawiona w niej miłość tyczy się dwójki ludzi w średnim wieku. Otoczona realiami Iowy z 1965 roku, poetyckim i magicznym wręcz podejściem do życia głównego bohatera, rzeczywiście sprawia wrażenie wyjątkowej. Ale czy realnej? Biorąc pod uwagę ludzką wiarę w przeznaczenie, można pokusić się o stwierdzenie, że tak, taka miłość jest możliwa. Nawet w najmniej oczekiwanych momentach naszego istnienia.

Narratorem jest pisarz, który pewnego dnia otrzymuje zlecenie na napisanie książki na temat pewnych wydarzeń sprzed laty. Mając do dyspozycji trochę materiałów w postaci listów, pamiętników i wywiadów, tworzy opowieść, która następnie staje się głównym punktem fabuły "Co się wydarzyło w Madison County". Robert Kincaid jest fotografikiem. Cholernie dobrym fotografikiem, pracującym na zlecenia dla czasopisma "National Geographic". Jego najnowszym zadaniem jest sfotografowanie i napisanie artykułu na temat kilku mostów znajdujących się w hrabstwie Madison w stanie Iowa. Będąc już na miejscu, poznaje Franceskę Johnson, kobietę prowadzącą żywot niespełnionej żony i matki. Pod nieobecność jej rodziny między obojgiem rodzi się nić wzajemnej fascynacji, która szybko doprowadza ich do kłębka najprawdziwszej, głębokiej miłości. Zarówno Robert, jak i Francesca, zdają sobie sprawę z tego, że są sobie przeznaczeni. Ale czy to wystarczy, aby być razem już na zawsze?

Czytając tę książkę Wallera, wielokrotnie przychodziły mi na myśl sceny z "Nocy w Rodanthe" Nicholasa Sparksa, które również opowiadają o uczuciach łączących kobietę i mężczyznę w średnim wieku. Osamotnionych. Z intrygującą przeszłością. Na odludziu. I mimo że utwór Sparksa powstał później aniżeli "Co się wydarzyło w Madison County", treść tej drugiej pozycji nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia, bo gdzieś, kiedyś coś podobnego już po prostu czytałam. Nie zmienia to jednak faktu, iż Wallera czyta się całkiem przyjemnie. Spodziewałam się, choć nie wiem, dlaczego, jakiegoś staroświeckiego języka i nieciekawych sformułowań, a tymczasem, pomijając niektóre filozoficzne wywody na temat ludzkiego istnienia, autor pozytywnie mnie zaskoczył. Szkoda, że opowieść jest tak krótka. Tak jak dla jednych odbiorców będzie ona w sam raz, tak dla mnie już nie. Myślę, że lepszym rozwiązaniem dla wydarzeń w Madison County byłaby forma opowiadania albo obszerniejsza książka, dłużej, szerzej i głębiej opisująca istotę miłości głównych bohaterów i trudnych wyborów, jakich musieli dokonać.

Ich wybory do godnych pozazdroszczenia z całą pewnością nie należą. Miłość łącząca Roberta i Franceskę może i jest nadzwyczajna i przepełniona pięknem, ale co dalej? Jak poradzić sobie z tak silnym uczuciem, by nie cierpieć? By nie cierpieli inni? Dla samotnego Kincaida okazuje się ona gromem z jasnego nieba, ale jego ukochana nie może o niej powiedzieć tego samego. Ma przecież rodzinę. Męża i dwójkę nastoletnich dzieci. Może i nie czuje się idealną matką i żoną, może jej życie nie wygląda tak beztrosko, jak mogłoby wyglądać to dzielone z fascynującym fotografikiem, ale czy jest w stanie porzucić to wszystko właśnie dla niego? Dla wygodniejszego, lepszego życia? Czy to nowe życie rzeczywiście byłoby lepsze? Zgodne z jej sumieniem? Autor "Co się wydarzyło w Madison County" zwraca szczególną uwagę na ludzkie dylematy, dokładnie objaśniając ich pozytywne i negatywne strony. Radosne, smutne, wzruszające i niosące nadzieję. A co ważne, można je zrozumieć na wiele sposobów. Każdy czytelnik bowiem ma prawo do własnej oceny bohaterów, a dzięki temu może oddać się refleksjom i przemyśleniom dotyczącym własnego postępowania w danej sytuacji.

Ta książka może się podobać lub wręcz przeciwnie. Moim zdaniem na swój inteligentny sposób jest urzekająca, ale, tak jak już wspomniałam wcześniej, chętnie dowiedziałabym się z jej fabuły czegoś więcej, chętnie poczułabym bijącą od niej siłę. Dlatego jestem niezmiernie ciekawa filmu, który powstał na jej podstawie, z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep w rolach głównych. Czy reżyser wiernie zekranizował utwór Roberta Jamesa Wallera? A może ukazał historię Kincaida i Johnson dużo lepiej? Mam nadzieję, że wkrótce się o tym przekonam.

czwartek, 9 sierpnia 2012

"W niebie na agrafce" - Iwona Grodzka-Górnik

Wydawnictwo: Świat Książki, 2012.
Liczba stron: 448.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 03.08.2012.
Zakończenia lektury: 06.08.2012.
Moja ocena: 8/10.

Opis tejże książki wskazujący na dobrą rozrywkę mogącą porwać czytelnika w świat pełen rodzinnych tajemnic sprawił, że od razu zapragnęłam przeczytać tę powieść. W dodatku kwestia malarstwa i przestępstw związanych z dziełami sztuki - utwory o tym traktujące chyba od zawsze trafiają w mój gust. Kradzież obrazów, ukryte w nich sekrety i wskazówki - to jest to! Nie mogę też nie wspomnieć o oryginalnym, a jakże, tytule utworu - "W niebie na agrafce" - obok którego trudno jest przejść obojętnie. Ponadto książka jest debiutem literackim. I to polskiej autorki, Iwony Grodzkiej-Górnik. Jak na razie, same plusy. Czy fabuła również na nie zasługuje? Owszem.

Zuzanna Kostecka prowadzi całkiem zwyczajne życie samotnej matki wychowującej małego Łukaszka, oddanej córki, sąsiadki i pracowniczki banku. Jej hobby to malarstwo - kiedyś chciałaby otworzyć własną galerię sztuki. Na brak znajomych i adoratorów nie narzeka. Raczej wszystko idzie po jej myśli. Do czasu, gdy umiera jej najbliższa przyjaciółka, Basia. W dniu pogrzebu Zuzanna poznaje pewnego człowieka, podającego się za dawnego kolegę jej ojca. Fakt, iż jej ojciec nikogo takiego nie kojarzy, składnia bohaterkę do wyjaśnienia tej sytuacji przy pomocy innych członków rodziny. Rezultat jest wstrząsający - ojciec Zuzanny nie jest jej biologicznym ojcem! Ten drugi natomiast jest jedną wielką zagadką. Zniknął wiele lat temu i słuch po nim zaginął. Jest jednak coś, co łączy z nim Zuzannę - zamiłowanie do malowania obrazów. Trzymając się tego tropu, kobieta postanawia na własną rękę dowiedzieć się czegoś więcej na temat ojca, być może nawet odnaleźć go. Wszystko wskazuje na to, że wyprawa do Włoch będzie dobrym rozwiązaniem...

Dzięki lekkiemu i niewiarygodnie przystępnemu językowi autorki w ogóle nie odczułam tego, iż "W niebie na agrafce" to jej debiutancka powieść. Grodzka-Górnik ma tendencję do opowiadania historii krótkimi zdaniami i licznymi dialogami, przez co utwór czyta się niezwykle szybko. W dodatku wciąga. I to bardzo. Pisarka ciągle zaskakuje ciekawymi zwrotami akcji, krążąc nie tylko wokół tematyki rodzinnej, ale też zahaczającej o romans i sensację. Cały czas coś się dzieje. I choć w dużej mierze czytelnik jest w stanie przewidzieć przebieg fabuły, domyślić się tego i owego, gdzieniegdzie i tak czekają go miłe niespodzianki, ale przede wszystkim mile spędzony na lekturze czas.

Życie potrafi czasem dać człowiekowi mocno w kość. Ale żeby dowiedzieć się o istnieniu biologicznego ojca, będąc dwudziestokilkuletnią kobietą? Wszystko wskazuje na to, iż Zuzanna nigdy nie miała poznać prawdy na ten temat. Dlaczego? By nie czuć się zranioną, oszukaną? A jak czuje się teraz? Żal do rodziców spowodowany decydowaniem przez nich o losie ich córki sprawia, że bohaterka chce za wszelką cenę dowiedzieć się czegoś więcej o prawdziwym ojcu. Nie wierzy w to, że z własnej woli opuścił on kiedyś swoją rodzinę, swoją malutką córeczkę. Nie wierzy w to, że o niej zapomniał. Ale czy nadal żyje? Jeśli tak, to czy nadal jest mu bliskie malarstwo? Czyniąc poszukiwania na terenie Polski, Zuzanna stara się odnaleźć nie tylko ojca i jego bliskich, ale też samą siebie. Po tak szokującym odkryciu bowiem nie do końca czuje się sobą. Ma świadomość, że kiedyś należała do innych ludzi. Kochali ją inni ludzie. Być może w dalszym ciągu ją kochają. Jeden dzień prawdy sprawił, że już nic nie jest takie samo. Nawet malarska wena Zuzanny nagle gdzieś się ulotniła. Nie zastanawiając się ani chwili dłużej, gdy tylko nadarza się okazja, wraz z przyjaciółmi wyjeżdża do Włoch, kraju, z którym być może był lub jest związany jej ojciec. Ta wycieczka jednak raz jeszcze nieźle namiesza Kosteckiej w głowie - będzie musiała uważać nie tylko na zaloty przystojnych adoratorów, ale też przestępczą działalność pewnej szajki, która za cel obrała sobie fałszowanie obrazów.

Wydawać by się mogło, że "W niebie na agrafce" to literatura raczej kobieca, ale tak nie jest. Każdy bowiem może w tej książce znaleźć coś dla siebie, począwszy od opisów stosunków rodzinnych, potyczek w pracy, przez sceny miłosne, aż po akcję rodem z kryminału. Bohaterowie zapadają w pamięć dzięki swym charakterom i tajemnicom, jakie skrywają. Na ogół da się ich lubić, ale czasami niektóre ich zachowania wprawiały mnie w stan lekkiej irytacji - dla przykładu usilne opieranie się mężczyznom, a przy tym nieprzyjemny język i oziębłość Zuzanny, a także upodobanie jej najbliższej przyjaciółki Olgi do słowa "kochaniutka", które pojawia się w tekście dość często. Sama historia ukazana w powieści Grodzkiej-Górnik raczej nie do końca znalazłaby swoje odzwierciedlenie w świecie rzeczywistym, ale przecież nie trzeba oczekiwać tego po każdej książce, prawda? Grunt, że jest lekka, przyjemna i zabawna. Jak na debiut literacki - bardzo udana.

To opowieść o tym, jak los czasami potrafi płatać mniejsze lub większe figle, wywracając nasze życie do góry nogami albo chociaż uczulając nas na pewne sprawy. Sprawy, o których wcześniej nie mieliśmy pojęcia, którym należy dać szansę rozwoju, które trzeba raz jeszcze odkryć, przemyśleć, zrozumieć. Iwona Grodzka-Górnik w swym utworze przytacza kilka rodzajów miłości, którym warto przyjrzeć się bliżej. Otoczone dobrym humorem i dawką napięcia powoduję, że zainteresowanie czytelnika wzrasta, trudno jest mu się oderwać od lektury, bo przecież pytanie "jak skończy się ta książka?" nie daje mu spokoju przez długi czas. "W niebie na agrafce" polecam wszystkim bez wyjątku. To powieść w sam raz na nudne wieczory, wartka i niewymagająca. Mam nadzieję, że jej autorka jeszcze nie raz zaskoczy mnie swoim pisarskim talentem.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Świat Książki.

piątek, 3 sierpnia 2012

"Lektor" - Bernhard Schlink

Wydawnictwo: Polsko-Niemieckie, 2001.
Liczba stron: 208.
Rozpoczęcie lektury: 30.07.2012.
Zakończenie lektury: 01.08.2012.
Moja ocena: 6/10.

Bernhard Schlink to niemiecki pisarz i profesor nauk prawnych. Po ukończeniu studiów prawniczych wykładał prawo i pokrewne dziedziny naukowe na kilku uniwersytetach w Niemczech. W latach 1987-2005 był sędzią trybunału konstytucyjnego okręgu Nadrenii Północnej-Westfalii w Münster. Jeśli chodzi zaś o pisarstwo, to zainteresowanie nim przejawiał już w dzieciństwie. Jest autorem ponad dziesięciu książek, w tym kilku prawniczych. Największą popularność zyskał "Lektor", dzięki któremu pisarz zdobył sporo nagród literackich.

Ten niepozorny sześcioliterowy tytuł już chyba zawsze będzie mi się kojarzył z niesamowitym obrazem, jaki stworzył... nie, nie Schlink, choć tak naprawdę i to dosłownie on go stworzył, lecz Stephen Daldry, który wyreżyserował film z fenomenalną Kate Winslet w roli głównej. Tak fenomenalnej, że aż wartą Oscara. "Lektor" bez wątpienia jest jednym z moich ulubionych filmów. I kolejnym, choć nielicznym, dowodem na to, że ekranizacja ma szansę być lepszą od pierwowzoru książkowego. Wielokrotnie w czasie lektury tej krótkiej opowieści zastanawiałam się, czy inaczej odebrałabym ją, gdybym wcześniej nie obejrzała filmu. Doszłam do wniosku, że jednak nie. Oryginalny pomysł autora na fabułę jak najbardziej ciekawi i intryguje. Gorzej jednak z jego wykonaniem.

Rzecz dzieje się w powojennych Niemczech. Piętnastoletni Michael Berg zakochuje się bez pamięci w przypadkowo poznanej, sporo od niego starszej kobiecie, Hannie Schmitz. Znajomość obojga bardzo szybko przeradza się w pełen namiętności i przyjemności romans. Dla dojrzewającego nastolatka jest to wielka szansa na stanie się prawdziwym mężczyzną, poznanie świata dorosłości, w którym miłość, pożądanie i przygoda są na porządku dziennym. Z kolei stosunek Hanny do powyższego związki jest wielką niewiadomą. Tak naprawdę Michael najlepiej czuje się w towarzystwie tej kobiety w czasie miłosnych uniesień, wypadów poza miasto oraz podczas głośnego czytania książek specjalnie dla niej. Dla Hanny słuchanie głosu swego kochanka, swego osobistego lektora, jest niczym łagodząca terapia po ciężkim dniu pracy, wstąpienie do krainy wyobraźni i marzeń. Ale ta sielanka nie może trwać wiecznie. Tak szybko jak się zaczęła, się i kończy, kiedy pewnego dnia Hanna nagle wyprowadza się z miasta i znika bez śladu. Okres kolejnych kilku lat jest dla Michaela okresem dalszej nauki, pełnym żalu, goryczy i niewyjaśnionych myśli krążących wokół ukochanej. Losy obojga krzyżują się raz jeszcze, gdy chłopak jest już studentem prawa. Nie spodziewa się jednak ujrzeć Hanny na sali sądowej, w dodatku w roli oskarżonej...

Schlink pisze dość prostym językiem, czasami rozprawiając się na tematy i rozwijając myśli, które niekoniecznie są potrzebne przebiegowi fabuły "Lektora". Ponadto pisze w mało interesujący, pozbawiony emocji sposób, jakby po prostu stwierdzał pewne fakty i przelewał je na papier. Narratorem jest Michael Berg, zagubiony chłopiec, a później mężczyzna, który nie do końca radzi sobie z tym, co w danej chwili odczuwa, co go otacza, co się wokół niego dzieje. Pisarz raczej nijako przedstawia historię skandalicznego romansu otoczonego realiami wojennymi. Żeby poczuć jej klimat, klimat II wojny światowej i działalności obozów koncentracyjnych, trzeba po prostu zobaczyć ekranizację tego utworu.

Hanna Schmitz to bez wątpienia postać, która wyróżnia się w "Lektorze" ponad wszystko. Jest ona niezwykle tajemniczą osobą. Osobą, która potrafi wywołać w czytelniku całą gamę emocji, począwszy od ciekawości, przez współczucie, aż po oburzenie. To, jak należy ją postrzegać, zależy tylko i wyłącznie od upodobań odbiorcy. Ale tak naprawdę jej historia ukazana w powieści zachęca do dalszych rozważań i dalszego stawiania pytań nawet po zakończeniu lektury. Michael natomiast nie jest już tak bardzo wyrazistą postacią, choć dzięki niemu Hanna nie byłaby, przynajmniej częściowo, osobą, jaką się stała w trakcie trwania ich znajomości.

Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze wojna. Staje się jasnym fakt, że ukochana Berga podejmowała pracę w charakterze strażniczki SS. A do tego dopuściła się niecnych czynów względem więźniów jednego z obozów koncentracyjnych. Co takiego zrobiła? Czy wojna rzeczywiście była w stanie przeobrazić ją w złą albo pełną obojętności kobietę? Jak ostatecznie potoczą się jej losy jako oskarżonej? Jak potoczą się losy Michaela, który z coraz większym żalem i niedowierzaniem łączy w swych myślach obrazy Hanny z przeszłości i teraźniejszości? To naprawdę jedyna w swoim rodzaju, piękna, a zarazem smutna, wzruszająca opowieść.

Miłość to cudowne uczucie. Ale co zrobić, jeśli ta druga osoba ukrywa swoje prawdziwe oblicze za potężnymi sekretami, których nikt nie powinien, wręcz nie ma prawa odkryć? Autor "Lektora" snuje refleksje na temat przebiegłości ludzkiego życia, tych radosnych, jak i przykrych niespodzianek, jakie może zgotować człowiekowi los, a przede wszystkim na temat poświęcenia, nie tylko dla innych, ale i samego siebie, co nie zawsze spotyka się ze zrozumieniem. Zagłębiając się w lekturę książki Schlinka, czytelnik wraz z każdą kolejną stroną może zadawać sobie pytanie typu "dlaczego", bo tak naprawdę każdy wątek jej fabuły budzi jakieś wątpliwości i swoistego rodzaju ciekawość.

"Lektor" to dobry utwór, aczkolwiek pozbawiony barwnego języka, dzięki któremu jeszcze bardziej zyskałby w moich oczach na wartości. Faktem jest, iż ukazanej w nim historii nie znajdzie się w żadnej innej książce, gdyż jest ona oryginalna, zaskakująca i przejmująca. A już na pewno zapada w pamięć na bardzo długo. Myślę, że tę pozycję warto znać. I mam tu na myśli niekoniecznie jej wersję drukowaną - filmową bowiem polecam jeszcze bardziej.

czwartek, 2 sierpnia 2012

Na co polować w sierpniu...

...czyli wybrane NOWOŚCI  i  WZNOWIENIA książkowe sierpnia:

"Czwarty kąt trójkąta" - Ewa Siarkiewicz.
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.
Data wydania: 02.08.2012.

Rodzinna tajemnica. Wzbierająca i skrywana uraza. Zemsta, która pojawia się niespodziewanie, wywracając do góry nogami zwyczajne życie pewnej rodziny. 
Pięćdziesiąte urodziny Katarzyny są dla jej córek początkiem serii zaskakujących wydarzeń. Jedna odkryje wstrząsającą prawdę o swoim małżeństwie, druga – prawdę o sobie. Opowieść o wielkich emocjach, rodzinie i poszukiwaniu prawdziwych przyczyn zadziwiających ludzkich zachowań – ze szczyptą białej magii.

"W blasku słońca" - Diana Palmer.
Wydawnictwo: Mira.
Data wydania: 03.08.2012.

"Pod niebem Arizony"
Jennifer, cenionej i doświadczonej geolożce, powierzono przeprowadzenie bardzo ważnych badań na pustyni w Arizonie. Chodzi o odszukanie złóż cennego pierwiastka o strategicznym znaczeniu, którym jest zainteresowana również konkurencja. Jennifer jest podekscytowana nowym wyzwaniem, ale też zła, że za jej bezpieczeństwo podczas wyprawy ma odpowiadać Hunter. Nigdy nie mogła dogadać się z tym sarkastycznym szefem ochrony. A przecież po przylocie do Arizony muszą nie tylko zgodnie współpracować, ale w dodatku, dla zmylenia konkurencji, udawać zakochane w sobie małżeństwo…
"Skrywane marzenia"
Po śmierci rodziców Jodie została zupełnie sama. Studia skończyła tylko dzięki pomocy Aleksandra, wieloletniego przyjaciela. Często jawnie okazywała mu wdzięczność, natomiast starannie ukrywała, że od lat jest w nim zakochana. Niestety pewnego dnia jej marzenia o wspólnej przyszłości legły w gruzach. Przypadkowo podsłuchana rozmowa uświadomiła jej, że nie ma żadnych szans na związek z Aleksandrem. Zrozpaczona postanowiła zerwać z nim wszystkie kontakty. Okazało się to trudniejsze, niż przypuszczała…

"Ulubione rzeczy" - S.J. Bolton.
Wydawnictwo: Amber.
Data wydania: 07.08.2012.

Lacey Flint, młoda londyńska policjantka z ponurą, głęboko skrywaną przeszłością, jest zafascynowana postaciami seryjnych morderców, zwłaszcza najsłynniejszego: Kuby Rozpruwacza, nigdy nieschwytanego rzeźnika wiktoriańskiego Londynu.
Ale jako detektyw nigdy jeszcze nie prowadziła sprawy zabójstwa, nie widziała z bliska zwłok. Aż do pewnego wieczoru, gdy na parkingu obok jej samochodu osuwa się na ziemię straszliwie poraniona kobieta, która umiera na jej rękach...
Lace zostaje przewieziona na przesłuchania. Uczestniczy w śledztwie, ale wie, ze jest obserwowana. A potem dostaje list – przerażająco znajomy, przypominający jej coś, co – jak sądziła – pogrzebała głęboko w przeszłości. Naśladujący listy Rozpruwacza do Scotland Yardu. A kolejne zabójstwa są wierną repliką bestialskich zbrodni sprzed stu lat. Tyle że ich sceną są miejsca dobrze znane Lacey...
Co łączy policjantkę z zabójcą… Kolejne tropy prowadzą do niej samej. A najważniejszą zagadką w tej makabrycznej szaradzie może okazać się odpowiedź na pytanie: kim naprawdę jest Lacey Flint…

"Na rozstaju dróg" - Richard Paul Evans.Wydawnictwo: Znak.
Data wydania: 08.08.2012.

Kiedy po śmierci żony Alan postanowił sprzedać wszystko, co miał, i rozpoczął swoją przedziwną pieszą wędrówkę przez kontynent, nie wiedział, co może spotkać go po drodze. Szukał nadziei i ukojenia, pytał o sens cierpienia. Był skupiony na sobie. A jednak podczas wędrówki okazało się, że to on może pomóc innym i dzięki temu zapomnieć o własnej stracie i smutku. Zrozumiał to dzięki kilku wspaniałym kobietom, z którymi zetknął go los.
Czego nauczy go spotkanie z tajemniczą Angel, która także próbuje zapomnieć o zdarzeniach z przeszłości? W jaki sposób zakończy się historia Kailamai, doświadczonej przez życie dziewczynki? I kim jest nieznajoma, siwowłosa kobieta, która poszukuje go od wielu tygodni?

"Nieszczelna sieć" - Hakan Nesser.
Wydawnictwo: Czarna Owca.
Data wydania: 08.08.2012.

Inspektor Van Veeteren i jego zespół usiłują zmierzyć się ze sprawą Janka Mattiasa Mittera – nauczyciela gimnazjalnego, który nie może sobie przypomnieć, czy zamordował swoją świeżo poślubioną żonę Evę Ringmar, czy nie. Mittnera oskażono o zabójstwo i postawiono przed sądem. Van Veeteren nie daje jednak za wygraną. W trakcie żmudnego dochodzenia odkrywa wstrząsające fakty, które doprowadziły do tragedii...

"Śmiertelny chłód" - Camilla Ceder.
Wydawnictwo: Czarna Owca.
Data wydania: 08.08.2012.

W grudniowy poranek dzwonek telefonu wyrywa Seję ze snu. Telefonuje roztrzęsiony sąsiad, Åke, który natrafił na zmasakrowane zwłoki na terenie starego warsztatu samochodowego. Zaalarmował już policję, ale zepsuł mu się samochód i prosi Seję, żeby go tam podwiozła.Po bolesnym rozstaniu z partnerem Seja odzyskała nareszcie spokój i poczucie wolności. Ale kiedy wjeżdżają z Åkem na podjazd do warsztatu, wszystko przewraca się do góry nogami. Seja zauważa zardzewiały szyld z nazwiskiem właściciela. Nagle powracają odległe wspomnienia, które szybko przeradzają się w obsesję. Jej konsekwencje dotkną nie tylko dziewczyny, lecz także kierującego policyjnym dochodzeniem komisarza Christiana Tella...

"W niebie na agrafce" - Iwona Grodzka-Górnik.
Wydawnictwo: Świat Książki.
Data wydania: 08.08.2012.

Napisana wartko, lekko i zabawnie historia młodej kobiety, samotnie wychowującej dziecko, która odkrywa, że ktoś inny jest jej ojcem – miłość matki z czasów studiów, artysta malarz. Wspierana przez zwariowaną przyjaciółkę rusza na poszukiwania prawdziwego ojca (do Włoch) i natrafia na trop fałszerzy obrazów. Oczywiście po drodze spotyka wielka miłość, który potrafi znieść jej wszystkie wybryki i ekscentryzmy.

"Gorycz szczęścia" - Susan Lewis.
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.
Data wydania: 09.08.2012.

Odkąd mąż Susannah Cates trafił do więzienia, samotna matka bezustannie walczy o utrzymanie siebie i swojej córki. Mimo usilnych starań jej życie przypomina pasmo porażek. Trzynastoletnia Neve zadręcza się tym, że jej matka jest wiecznie smutna. W końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć dla niej idealnego partnera. Pomaga jej w tym najbliższa przyjaciółka Susannah, Patsy. Z pozoru wszystko idzie zgodnie z planem: na twarzy Susannah znów gości uśmiech. Niestety ktoś będzie musiał zań słono zapłacić. Susannah nigdy nie przypuszczała, że jej szczęście może przysporzyć ukochanej osobie tyle cierpienia.

"Pretty Little Liars. Pożądane" - Sara Shepard.
Wydawnictwo: Otwarte.
Data wydania: 20.08.2012.

CZAS ZACZĄĆ PRZEDSTAWIENIE.
A.

Podejrzany o zabójstwo Ali czeka w areszcie na proces. Wydawać by się mogło, że Emily, Spencer, Aria i Hanna wreszcie odetchną z ulgą. Jednak mama Alison składa publicznie zaskakujące oświadczenie, które rzuca cień na całą sprawę.
Jakie mroczne tajemnice ukrywa rodzina DiLaurentisów?

"Dom na krawędzi" - Maria Nurowska.
Wydawnictwo: Znak.
Data wydania: 20.08.2012.

Daria po wyjściu na wolność ucieka do Zakopanego, nie chce już być pisarką, zmienia imię i uczy się życia od nowa. Jednak wkrótce więzienna przeszłość upomni się o nią w bardzo nietypowy sposób. Za pieniądze odziedziczone w spadku Daria buduje pensjonat, w którym pewnego dnia zjawia się Iza, by bez skrupułów podrzucić jej na wychowanie swoją córkę Olę. Daria, stając się w zasadzie matką dziewczynki, odzyskuje dzięki niej wiarę w siebie i wiarę w drugiego człowieka. Wkrótce też spotyka miłość swojego życia, Pawła, przy którym wreszcie staje się spełnioną kobietą. Z czasem Daria odkrywa, jak trudne jest macierzyństwo, ale dzięki temu postanawia podjąć próbę zbudowania relacji z własną matką. W pensjonacie Darii pojawi się również Agata, Kochanka i Zuzanna. Każda z nich, choć bardzo związana z przeszłością, na swój sposób pomoże Darii w tworzeniu nowej siebie, a Agata stanie się nawet jej oddaną przyjaciółką i powierniczką. Po latach Iza upomni się jednak o względy swojej córki i uczyni to w sposób bezpardonowy. W odpowiedzi na jej słowa Daria postanawia napisać swoje ostatnie dzieło - list, w którym opisze, jak bardzo zasłużyła na miłość Oli. Ale Dom na krawędzi, to nie tylko opowieść o matkach i córkach, to przede wszystkim piękna i przejmująca historia odkrywania i budowania kobiecości.

"Kruche szczęście" - Lisa Tucker.
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka.
Data wydania: 21.08.2012.

Kyra i David Winter są małżeństwem z dziesięcioletnim stażem. Mają piękny dom, ustabilizowane życie zawodowe i pięcioletniego syna Michaela. Jednak ze względu na skomplikowane doświadczenia, z czasów gdy nie byli jeszcze małżeństwem, Kyra i David obawiają się o trwałość swego szczęścia. Wszyscy postrzegają Winterów jako nadopiekuńczych rodziców. Oni sami uważają swoje lęki za w pełni uzasadnione. I rzeczywiście, pewnego letniego dnia Michael znika bez śladu. Pytanie brzmi: demony czyjej przeszłości upomniały się o chłopca? 
Chcąc odnaleźć Michaela, Winterowie cofają się pamięcią do zdarzeń, które mogły doprowadzić do rodzinnej tragedii, odsłaniając jeden po drugim skrzętnie skrywane sekrety. Odkrywają też, że nie jest jeszcze za późno na stworzenie wymarzonej rodziny.

"Miejsce w słońcu" - Liza Marklund.
Wydawnictwo: Czarna Owca.
Data wydania: 22.08.2012.

Szwedzka rodzina z dziećmi zostaje zagazowana w swoim domu na hiszpańskiej riwierze. Annika Bengtzon ma z ramienia „Kvällspressen” śledzić dochodzenie na miejscu, w Marbelli. Przyjmuje zlecenie bardzo niechętnie. Jej stosunki z Thomasem, byłym mężem, są napięte, mimo to zostawia dzieci z nim i jego nową partnerką. Tajemnicze morderstwo całkowicie ją pochłania. W Hiszpanii zostaje wciągnięta w niebezpieczną intrygę, gdzie w grę wchodzi pranie brudnych pieniędzy, handel kokainą i chęć zemsty za czyny z przeszłości....
Akcja powieści rozgrywa się na przestrzeni ponad 70 lat − w nazistowskich Niemczech, w szwedzkiej Sörmlandii lat pięćdziesiątych, we współczesnym Sztokholmie, a także w Hiszpanii i w Maroku.

"Złe towarzystwo" - John Verdon.
Wydawnictwo: Otwarte.
Data wydania: 23.08.2012.

Nowojorski detektyw Dave Gurney ma dwa tygodnie na rozwiązanie zagadki brutalnego morderstwa. Żeby to zrobić, musi odkryć pilnie strzeżone sekrety niebotycznie bogatych lekarzy, prawników i kolekcjonerów dzieł sztuki. Wszystkie tropy się jednak urywają. Komuś bardzo zależy, by prawda nie wyszła na jaw. Próbując połączyć elementy układanki, Gurney odkryje mroczny świat i nowe znaczenie słowa „żądza”.

"I zjawiłeś się ty..." - Nora Roberts.
Wydawnictwo: Mira.
Data wydania: 24.08.2012.

"Między Paryżem a Hawajami"
Po rozwodzie rodziców Laine już nigdy nie zobaczyła ojca. Teraz, po śmierci matki, wyrusza z Paryża na Hawaje, by go odszukać i dowiedzieć się, dlaczego zerwał z nią kontakt. Na lotnisku w Honolulu poznaje Dillona, przystojnego i pewnego siebie pilota. Podczas wspólnego lotu na wyspę Kauai Dillon jawnie flirtuje z Laine. Jednak kiedy dowiaduje się, czyją ona jest córką, natychmiast znika jego urok. Pojawia się wrogość i złośliwa ironia…

"Nie bój się życia"
Megan, utalentowana rzeźbiarka, świadomie zrezygnowała z kariery artystycznej. Jest prawą ręką Popsa, dziadka, który ją wychował. Razem prowadzą wesołe miasteczko. Megan jest przekonana, że ten lunapark jest całym życiem Popsa. Dla niej natomiast to bezpieczna przystań i pretekst, by zrezygnować z własnych ambicji. Nie pozwoli, by ich rodzinną firmę przejął David, arogancki i bezwzględny biznesmen. Jednak Pops ma zupełnie inne plany. I wobec wnuczki, i wobec wesołego miasteczka…

"Trzy boginie" - Nora Roberts.
Wydawnictwo: Świat Książki.
Data wydania: 29.08.2012.

Niesamowicie wciągająca historia poszukiwania bezcennych statuetek, pełna niespodziewanych zwrotów akcji, miłosnych przygód i erotycznych uniesień Rok 1915. Niemiecka torpeda uderza w luksusowy transatlantyk „Lusitania", powodując śmierć ponad 1500 osób. Ratuje się garstka ludzi, a wśród nich drobny złodziejaszek, który tuż przed katastrofą zdążył przywłaszczyć sobie srebrną figurkę greckiej bogini. Nie wie, że jest ona jedną z trzech statuetek, które razem stanowią bezcenny skarb. Rok 2002. Statuetka, która przez blisko sto lat pozostawała w rękach rodziny, zostaje ponownie skradziona. Rodzeństwo Sullivanów postanawia odzyskać skarb prapradziadka i zdobyć fortunę. Poszukiwania zawiodą ich do Irlandii, Helsinek, Pragi i Nowego Jorku, gdzie o trzy boginie toczyć się będzie walka na śmierć i życie.

"Chłopiec z sąsiedztwa" - Irene Sabatini.
Wydawnictwo: Świat Książki.
Data wydania: 29.08.2012.

Dwa dni przed moimi czternastymi urodzinami, syn moich sąsiadów podpalił swoją macochę - tak brzmi pierwsze zdanie tej poruszającej powieści. Ów syn sąsiadów, biały siedemnastolatek Ian, bardzo podoba się narratorce - ciemnoskórej Lindiwe. Gdy po roku chłopak wychodzi z więzienia, spędzają razem noc. Jej owocem będzie David. Ian dowie się o istnieniu syna po siedmiu latach, gdy wróci z RPA. Założą z Lindiwe rodzinę, ale na drodze do szczęścia stanie rasizm, różnica kultur i polityka... Autorka z wielką czułością opowiada o uczuciach i przenikliwie opisuje życie w
Zimbabwe za dyktatury Mugabe.

Na półce czekają już na mnie: "W niebie na agrafce", "Trzy boginie" oraz "Chłopiec z sąsiedztwa", z czego bardzo się cieszę :). Z wyżej wymienionych pozycji szczególnie ciekawa jestem jeszcze książek Prószyńskiego i S-ki, no i Czarnej Serii, za którą nie miałam okazji się zabrać. A Wy macie jakieś upatrzone typy książkowe na sierpień? Trzeba przyznać, że jest w czym wybierać! ;)

środa, 1 sierpnia 2012

Podsumowanie lipca

Moje czerwcowe plany dotyczące przeczytania w kolejnym miesiącu ponad dziesięciu książek nie do końca zostały zrealizowane, co nie znaczy jednak, że nie jestem zadowolona z przebiegu lipca. Nie spodziewałam się tego, że podczas ośmiodniowego pobytu nad morzem nie będę w stanie przeczytać więcej niż jednej książki! Zwyczajnie nie było czasu na lekturę i, z jednej strony, to chyba dobrze, że wakacje nie były nudne, prawda? ;) Także praktycznie dopiero w drugiej połowie lipca mogłam na dobre "zająć się" książkami. Większość z nich nie należała do obszernych, ale cieszę się, że oprócz kilku nowości udało mi się sięgnąć po taki klasyk jak "Carrie" czy przepełnione nadzieją i marzeniami "Dalekie Wiatry".
Poniżej przedstawiam w skrócie efekty minionego miesiąca:
1) Liczba przeczytanych książek - 10 (+11. rozpoczęta), czyli 3134 strony:
- najlepsza książka - "Krzyk pod wodą" - Jeanette Øbro Gerlow, Ole Tornbjerg (8/10)
- najsłabsza książka - "Czarny styczeń" - Sylwester Latkowski (5/10)
2) Liczba zrecenzowanych książek - 10.
3) Liczba książek, które zawitały w mojej biblioteczce - 8:
- otrzymane do recenzji - 5
- sprezentowane - 2
- kupione - 1.
4) Liczba wyświetleń bloga - 2719.
Co bardzo mnie cieszy, liczba z czwartego punktu powyżej z miesiąca na miesiąc stopniowo wzrasta, za co bardzo Wam dziękuję :). Chciałabym, aby sierpień pod względem czytelniczym również minął bardzo pozytywnie, ale obawiam się, że tym razem nie będę miała zbyt wiele czasu na czytanie... Pożyjemy, zobaczymy :). Pozdrawiam Was serdecznie!

wtorek, 31 lipca 2012

"Fałszywy krok" - Alex Kava

Wydawnictwo: Mira, 2005.
Liczba stron: 320.
Rozpoczęcie lektury: 27.07.2012.
Zakończenie lektury: 30.07.2012.
Moja ocena: 6/10.

Alex Kava to amerykańska pisarka, autorka książek z gatunku thrillera, także psychologicznego. Już od dziecka marzyła o pisaniu powieści, udało jej się jednak dokonać tego dopiero po 1996 roku, po tym jak ukończyła studia, podejmowała się prac w branży reklamowej, marketingowej i public relations. Jest członkiem stowarzyszenia Mystery Writers of America i kobiecej organizacji Sisters in Crime. Do dziś zdołała napisać kilkanaście powieści, z czego większość z nich stanowi serię thrillerów z udziałem lubianej przez wielu czytelników Maggie O'Dell.

Zostawiając sobie na trochę później powyższą serię, zdecydowałam się najpierw sięgnąć po którąś z pozostałych książek Kavy. Wybór padł na "Fałszywy krok" z 2004 roku. I od razu muszę przyznać, że moja przygoda z twórczością tej autorki nie rozpoczęła się w jakoś szczególnie zachwycający sposób. Utwór ten bowiem przypomina sensację, w której prym wiedzie policyjny pościg za przestępcami, po tym jak napadli oni na bank, a nie mrożący krew w żyłach kryminał, jakiego się spodziewałam. Mamy tutaj trochę morderstw i intryg w prawniczym światku, ale akcja toczy się niezbyt interesująco, przez co lektura tych trzystu dwudziestu stron zajęła mi kilka godzin nie jednego dnia, lecz czterech.

Dzięki sprytnemu adwokatowi skazany za gwałt i morderstwo młodej dziewczyny Jared Barnett po pięciu latach wychodzi z więzienia. Nie zamierza on jednak spocząć na laurach, ma już bowiem gotowy plam napadu na bank, do realizacji którego potrzebuje pomocy dość dawno niewidzianej siostry Melanie i jej siedemnastoletniego syna Charliego. Oboje do tej pory utrzymywali się z drobnych kradzieży i oszustw, ale perspektywa zdobycia wielkiej góry pieniędzy sprawia, że decydują się pomóc Barnettowi. Ponadto Melanie wie, że jest to winna swemu bratu, który w przeszłości niejednokrotnie wybawił ją z opresji. Ale tym razem nic nie idzie po ich myśli. Napad na bank, zamiast zdobyciem łupu, kończy się strzelaniną, w której ginie kilka osób. Od tej pory życie całej trójki bohaterów wisi na włosku. Policyjny pościg zdaje się nie mieć końca, ale żeby przetrwać, nic ani nikt nie zdoła stanąć Jaredowi na drodze. Melanie, mająca dotąd pozytywne zdanie na temat brata, zaczyna coraz słabiej wierzyć w jego dobre chęci i niewinność...

Ciekawostką jest fakt, iż wydarzenia opisane w "Fałszywym kroku" Kava częściowo oparła na prawdziwych, w których ona sama - mniej lub bardziej pośrednio - brała niegdyś udział. Pisarka posługuje się prostym, nieskomplikowanym językiem. Dzięki bardzo krótkim rozdziałom książkę czyta się szybko, ale, jak już wcześniej wspomniałam, fabuła nie ma w sobie tyle napięcia, by nie pozwolić czytelnikowi na oderwanie się od niej. Przynajmniej ja tak to odczułam. Co wcale nie oznacza, że utwór rozczarował mnie na tyle, by porzucić dalsze poznawanie twórczości tej autorki. Wręcz przeciwnie, jestem bardzo ciekawa jej innych książek, w końcu cieszą się one dużą popularnością i dobrymi opiniami wśród odbiorców.

Mimo że zdecydowana większość bohaterów "Fałszywego kroku" wydała mi się mało wyrazista, nijaka i naszpikowana negatywnymi cechami charakteru, mogłam w niej wychwycić pewnego rodzaju portrety psychologiczne, mniej lub bardziej powiązane z wydarzeniami z przeszłości. W powieści mamy m.in. matkę bezgranicznie kochającą swego nastoletniego syna, przestępcę, który nie potrafi powstrzymać się od popełniania niecnych czynów, nastolatka, dla którego ów przestępca jest wręcz idolem, czy autora książek sensacyjnych, krytykowanego i uważanego przez własnego ojca za nieudacznika. Każdy z tych bohaterów ma swoją historię, która gdzieś tam zawsze będzie o sobie przypominać. Ich losy krzyżują się ze sobą, a gdy do tego dołożyć jeszcze policję, prokuraturę i intrygi w świecie prawa, otrzymamy całkiem interesującą mieszankę, której końca fabuły nie można nie być ciekawym.

Autorka w swym utworze udowadnia, że tytułowy fałszywy krok to nic innego, jak ogromny błąd popełniony przez człowieka. Zrobienie kroku w niewłaściwą stronę, po nieodpowiednio przygotowanym planie czy pochopnie podjętej decyzji może doprowadzić do jego zguby, ale nie tylko. Nieprzemyślane, pałające żądzą lub zemstą działania mogą przynieść katastrofalne konsekwencje, wciągając w nie inne osoby, które takiego obrotu zdarzeń w ogóle by się nie spodziewały. Na przykładzie Jareda Barnetta Kava ukazuje, jak skomplikowane, przebiegłe i pełne niespodzianek może być ludzkie życie.

"Fałszywy krok" to powieść utrzymana na dość przyzwoitym poziomie pod względem języka i treści, zachęcającym czytelnika do zapoznania się z innymi książkami Alex Kavy. Ja z całą pewnością nie przejdę obok nich obojętnie. Mam tylko nadzieję, że nie znajdę w nich ponownego przewrażliwienia pisarki na temat... ludzkiego pocenia się i niedziałających klimatyzacji, które było widoczne na wielu stronach omawianej w tym tekście powieści, i które strasznie mnie irytowało. Polecam miłośnikom sensacji i kryminału, aczkolwiek niekoniecznie na pierwsze spotkanie z tą autorką.

Z powyższą recenzją biorę udział w konkursie organizowanym przez Syndykat Zbrodni w Bibliotece. Szczegóły konkursu TUTAJ. Weź udział i Ty! ;)

piątek, 27 lipca 2012

"Dalekie Wiatry" - Sergio Bambaren

Wydawnictwo: Zysk i S-ka, 2009.
Liczba stron: 184.
Rozpoczęcie lektury: 24.07.2012.
Zakończenie lektury: 25.07.2012.
Moja ocena: 7/10.

Sergio Bambaren to pisarz urodzony w Peru, wielki miłośnik podróży i oceanu, o czym można się przekonać, czytając jego książki traktujące zazwyczaj o sensie ludzkiego życia oraz podążaniu za marzeniami i ich realizacji. Po niedługim pobycie w Peru przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, gdzie studiował chemię, a jeszcze później osiadł w Australii, nie przestając jednak podróżować. Będąc w Portugalii, uzyskał inspirację do napisania pierwszej, dość krótkiej powieści, "Delfin. Opowieść o marzycielu", dzięki której zyskał ogromną popularność na całym świecie.

"Dalekie Wiatry" to niewielka objętościowo książka, przepełniona optymizmem i pewnego rodzaju magią. Na przykładzie pary małżeńskiej, w której związek wkradła się rutyna, a praca przesłoniła jej oczy na wszystko inne, autor zwraca uwagę na to, by od czasu do czasu albo chociaż raz w życiu umieć postawić na swoim, podążyć za marzeniami, niezależnie od tego, jak bardzo absurdalne mogłyby się one wydawać. Każdy z nas ma tylko jedno życie. Nie powinniśmy więc pozwalać na to, by szczęście i radość uciekały nam sprzed nosa tylko dlatego, że codzienne obowiązki krzyżują nasze plany, czynią nas zapracowanymi i pogrążonymi w monotonnym bycie. Odrobina szaleństwa i odwagi, jak to się mówi, jeszcze nigdy nikomu nie zaszkodziła. A może dokonać niewyobrażalnych zmian w życiu człowieka.

Chcąc odnaleźć swoje prawdziwe ja, zapomnieć o troskach życia codziennego i zagłębić się w marzeniach, Michael i Gail Thompsonowie decydują się na kilkumiesięczną podróż na pokładzie żaglówki o nazwie "Dalekie Wiatry". A wszystko to za sprawą pewnej książki zawierającej ciekawe i podnoszące na duchu sentencje dotyczące ludzkiego istnienia, którą Michael przez przypadek kupił w antykwariacie. Dzięki niej uświadomił sobie, że jeszcze ma szansę na to, by naprawić swoje małżeństwo z Gail, które od jakiegoś czasu brnęło w kryzys i rutynę. Spontaniczna decyzja o rejsie w nieznane była decyzją ich obojga. Nie spodziewali się jednak tego, że podróż wywrze na nich ogromne wrażenie i sprawi, że zaczną całkiem inaczej postrzegać otaczający ich świat, no i samych siebie.

"Dalekie Wiatry" to utwór napisany bardzo prostym i lekkim językiem. W czasie jego lektury wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że Bambaren zaznał w swym życiu jakiejś inspiracji, zrozumiał coś bardzo ważnego i te swoje przemyślenia po prostu ubrał w odpowiednie słowa, czyniąc z nich ciepłą, niosącą nadzieję opowieść. Opowieść, która jest wręcz naszpikowana ciekawymi, choć na pierwszy rzut oka banalnymi i jakże zrozumiałymi aforyzmami na temat tego, co w życiu człowieka jest ważne. Na co warto zwracać uwagę, czym się kierować, jakiego wyboru dokonać, jak spełnić swoje marzenia, jak być szczęśliwym i jak uszczęśliwić drugą osobę.

Ta książka naprawdę pobudza wyobraźnię i skłania do refleksji. Sprawiła, że po zakończeniu lektury poczułam się niezwykle lekko i rześko. Utwierdziła mnie w przekonaniu, że to, co jest ważne w życiu, to "to, co człowiek czuje i czym może się podzielić, a nie to, co posiada"*. Przy czym trzeba pamiętać o tym, że jesteśmy w stanie kierować swoim losem. Jesteśmy w stanie słuchać głosu własnego serca i nie powinniśmy się bać podążać za nim. Decydując sami o swojej przyszłości, będziemy dumni z własnych postanowień, a w przeciwnym wypadku będziemy mieć pretensje tylko i wyłącznie do nas samych. "Żeby zdecydować, trzeba dokonać wyboru. Żeby dokonać wyboru, trzeba mieć możliwości wyboru. A żeby móc dokonać swobodnego wyboru spośród wszystkich dostępnych opcji, trzeba podjąć ryzyko i słuchać swojego wewnętrznego głosu"**. Dla wielu z nas jednak ryzyko to dość przerażające słowo. A jeszcze bardziej przerażający jest ryzykowny czyn, którego mamy dokonać. Ale czy nie warto czasem pozwolić mu zaistnieć? Chociażby po to, by później cieszyć się uzyskanymi już na zawsze wspomnieniami z nim związanymi? Muszę przyznać, że powieść Bambarena jak żadna inna uczuliła mnie na wielką wartość, jaką posiadają ludzkie wspomnienia. Dwie godzinki bezsennej nocy, które poświęciłam na czytanie tej książki, nagle stały się nieprzespaną nocą, gdyż odczułam ogromną potrzebę zanurzenia się we własnej przeszłości. Wprawdzie było to zwyczajne oglądanie rodzinnych zdjęć i filmów sprzed kilku lat, ale zarazem niezwykle miłe spędzenie czasu.

Sergio Bambaren zachwycił mnie prostotą i magią, jaką obdarował "Dalekie Wiatry". Ponadto wzruszył, odprężył i dał nadzieję na to, że moje plany i marzenia kiedyś się urzeczywistnią. Czy znajdę w sobie tyle siły i odwagi, co bohaterowie powieści? Chciałabym, żeby tak było. Może się wydawać, że ten utwór przeznaczony jest głównie dla marzycieli, ale to nieprawda. Może ją przeczytać każdy, kto choć przez chwilę w swoim życiu poczuł się z jakiegoś powodu zagubiony, przytłoczony szarą rzeczywistością, kto nie potrafi dotrzeć do własnej osobowości, samego siebie lub najbliższych mu osób. Przyjemna lektura, polecam.

*s.153
**s.150

czwartek, 26 lipca 2012

"Carrie" - Stephen King

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka, 2007.
Liczba stron: 208.
Rozpoczęcie lektury: 23.07.2012.
Zakończenie lektury: 24.07.2012.
Moja ocena: 6/10.

Stephen King. Czy którykolwiek miłośnik książek nie słyszał o tym człowieku? Nie sądzę. Ten amerykański pisarz, specjalizujący się w literaturze grozy, jest jednym z najpoczytniejszych twórców na świecie. Część jego utworów, jak np. "Lśnienie", "Miasteczko Salem" czy "Podpalaczka", przeszła do klasyki gatunku, jakim jest horror. Powstało mnóstwo ekranizacji jego powieści i opowiadań. Ze względu na warsztat literacki dla wielu czytelników King jest po prostu mistrzem, którego nikt nie jest w stanie zastąpić.

Mnie, jak na razie, nie było dane zaznać tych mistrzowskich poczynań pisarza. Po nieudanym spotkaniu z "Historią Lisey" musiałam dać szansę jej autorowi, bo przecież jego twórczość na jednym utworze się nie kończy. Poza tym już dość dawno postanowiłam sobie, że prędzej cz później przeczytam chociaż te najbardziej znane książki Kinga, takie jak "Carrie", "Miasteczko Salem", "Lśnienie", "Christine" czy "Misery", by potem porównać je z odpowiednikami filmowymi. Kiedy więc tylko nadarzyła się okazja, sięgnęłam po debiut literacki pisarza, czyli wymienioną wyżej "Carrie". Jest to krótka powieść, która w pierwotnych zamiarach autora miała przybrać formę opowiadania. Przedstawia historię nastoletniej dziewczyny, która, wychowana wśród religijnego fanatyzmu jej matki, nie jest tak zwyczajna jak jej rówieśnicy, a ponadto posiada zdolności telekinetyczne. To swoistego rodzaju horror, ale też dramat skupiający się na różnych rodzajach ludzkiej psychiki.

Carrietta White jest uczennicą szkoły średniej, a przy tym typowym kozłem ofiarnym już od wielu lat. Wychowywana tylko przez matkę będącą religijną fanatyczką, przewrażliwioną na punkcie czystości duszy i ciała, nie ma szans być normalną, pełną wigoru dziewczyną. Z powodu wyobcowania, dziwnego zachowania, a także wyglądu jest szykanowana i wyśmiewana przez rówieśników. Ze strony matki nie może liczyć na pomoc ani wsparcie, więc zdana jest tylko i wyłącznie na siebie, skazana wręcz na trudny i beznadziejny byt. Sytuacja ma jednak szansę zmienić się na lepsze, kiedy Carrie zostaje zaproszona na bal maturalny w swojej szkole. Dla nastolatki jest to duże zaskoczenie, ale i jeszcze większa radość. Nie wie jednak, że wielu osobom jej pójście na imprezę nie przypadnie do gustu. I to nawet bardzo...

Muszę przyznać, że w dalszym ciągu King nie zachwyca mnie jakoś szczególnie swoją twórczością. Być może na początek wybrałam nie najlepsze jego utwory, choć z drugiej strony lepiej rozczarować się teraz aniżeli dużo później, prawda? Ale nie czuję się zniechęcona. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że "Carrie" jest debiutem literackim pisarza, więc jak na debiut, jest to całkiem dobra książka, która zapewne w początkowych latach po jej powstaniu robiła wielką furorę, natomiast w czasach dzisiejszych nie będzie zbytnio szokować. I przerażać. Bo to powieść nie jest przerażająca. Może troszeczkę, jeśli wziąć pod uwagę samą postać głównej bohaterki i jej postępowanie. Chyba że je kompletnie nie znam się na horrorach albo, co jest całkiem prawdopodobne, nigdy nie przekonam się do tego gatunku.

King posługuje się sprawnym, swobodnym i zrozumiałym językiem. Niby to jego pierwsza książka, a już widać upodobanie go ukazywania chaotycznych myśli bohaterów i tworzenia nowych, bo jego własnych, słów czy wyrażeń. Czy mi się to podoba? Chyba nie do końca. Za to muszę zaznaczyć, że całość opowiedziana jest dość zgrabnie i interesująco, w dodatku w lekkim napięciu, które nie pozwala czytelnikowi na oderwanie się od lektury. "Carrie" byłaby jeszcze lepszym i ciekawszym utworem, gdyby nie wszelkie wstawki tekstowe, imitujące fragmenty książek, przesłuchań czy wywiadów, które, oczywiście zgodnie z fabułą, powstały na temat tej wyjątkowej dziewczyny o nazwisku White. Poprzez tego typu wstawki często miałam wrażenie, że czytam jakieś raporty, reportaże i wycinki z encyklopedii biologiczno-medycznej. Trochę psuły one klimat opowieści.

Oprócz zaznajomienia odbiorcy z niespotykanymi i niebezpiecznymi zdolnościami Carrie, zwanych telekinezą, i jej burzliwą przeszłością, które czynią książkę dreszczowcem, King skupia się na ukazaniu ludzkiej psychiki, która, w zależności od człowieka, nie zna granic, może być równie łagodna, jak przerażająco okrutna. Po pierwsze Carrie. Czy ta dziewczyna ma szansę na normalne funkcjonowania, mając za plecami matkę, dla której popełnienie najmniejszego grzechu jest czymś niewybaczalnym? Dla której obcowanie ze sobą kobiety i mężczyzny nie jest właściwe? Carrie nie rozumie, dlaczego jej matka uważa tak, a nie inaczej. I dlaczego nazywa córkę bezbożnicą i czarownicą. Kto by to rozumiał? Po drugie rówieśnicy Carrie. To, czego dopuszczają się oni względem głównej bohaterki, nie jest nikomu obce po dziś dzień. W każdej szkole czy pracy znajdzie się ktoś, kto będzie poniżał, drwił i śmiał się z gorszego, słabszego i mniejszego od siebie, niszcząc w ten sposób psychikę swoją i tej drugiej osoby. Ale w jakim celu? Dla zabawy? Dla satysfakcji? Właściwie chorej satysfakcji, bo inaczej chyba nie da się tego określić. W książce Kinga można doszukać się wielu przyczyn takiego zachowania, począwszy od chęci zaimponowania innym, aż po zemstę. Nikt jednak nie spodziewa się tego, iż do zemsty będzie zdolny nikt inny, jak tylko tytułowa bohaterka.

Losy Carrie White są, może nie tyle straszne, co po prostu smutne. Nie wiadomo, kiedy tu się bać, a kiedy płakać. Kiedy żałować, a kiedy się cieszyć z zdanej sytuacji. Stephen King daje do myślenia, a jednocześnie zaskakuje niewielką dawką nadprzyrodzonych zjawisk i niezwykłym portretem głównej bohaterki. Tak jak już wspomniałam wcześniej, "Carrie" nie jest pozycją, która będzie spędzać mi sen z powiek w ciągu najbliższych miesięcy, ale chcąc głębiej zapoznać się z twórczością jej autora, warto po nią sięgnąć, by albo pokochać ją od pierwszej strony, albo utwierdzić się w poczuciu niedosytu, który zachęci do przeczytania kolejnej książki mistrza. W moim przypadku oczywiście padło na to drugie.

wtorek, 24 lipca 2012

"Przyjaciółki" - Lisa Verge Higgins

Wydawnictwo: Świat Książki, 2012.
Liczba stron: 336.
Oprawa: miękka ze skrzydełkami.
Rozpoczęcie lektury: 22.07.2012.
Zakończenie lektury: 23.07.2012.
Moja ocena: 7/10.

Lisa Verge Higgins to amerykańska pisarka, która swój talent do pisania odkryła całkiem przypadkowo - tuż przed doktoratem z chemii. Do tej pory wydała kilkanaście powieści, które zostały przetłumaczone na wiele języków. Jest zdobywczynią kilku nominacji i nagrody literackiej, Golden Leaf Award. W jej utworach dominuje tematyka typowo kobieca - miłość, przyjaźń, rodzina, dom, dlatego są one czytane bardzo chętnie przede wszystkim przez żeńską część czytelników.

Najnowszą powieścią tej pisarki są "Przyjaciółki", których fabuła opiera się na prawdziwej przyjaźni czwórki kobiet przed czterdziestką. Prawdziwej przyjaźni, o której marzy chyba każda przedstawicielka płci pięknej. Znajomość głównych bohaterek zostaje wystawiona na ciężką próbę, a co za tym idzie, całe ich dotychczasowe życie ulega wielkim przeobrażeniom, poprzez które kobiety nie zaznają całkowitego spokoju, dopóki ich sytuacje się nie unormują na tyle, na ile jest to możliwe. To przyjemna, ciepła, czasem zwariowana i wzruszająca opowieść o poszukiwaniu szczęścia i samych siebie, gdyż życiowe okoliczności często doprowadzają nas do zagubienia.

Kiedy pełna życia, szalona Rachel Braun zmagała się z rakiem, nikt o tym nie wiedział. Jej nagła śmierć zaskoczyła wszystkich jej bliskich i przyjaciół. Podobnie jak psikus, jaki wyrządziła im... po swoim odejściu. Zgodnie z ostatnią wolą Rachel, jej najbliższe przyjaciółki otrzymały listy, w których zostały zawarte dość trudne i skomplikowane prośby zmarłej. I tak, Kate Jansen, idealna żona i matka trójki dzieci, w której małżeństwo wdarła się rutyna, musi wykonać skok z samolotu ze spadochronem, choć nigdy wcześniej tego nie robiła, i co napawa ją ogromnym lękiem. Zadaniem Sarah Pollard, pielęgniarki pracującej w obozie Lekarzy Bez Granic, który stacjonuje w krajach Trzeciego Świata, jest odnalezienie jej pierwszej i, jak wszystko dotąd na to wskazuje, jedynej miłości, lekarza Colina O'Rourke'a. Z kolei Jo Marcum, pracująca w branży reklamowej kobieta sukcesu, została poproszona o coś, co z pozoru jest niemożliwe do wykonania, a mianowicie stałe zaopiekowanie się osieroconą córeczką Rachel, Grace. Nie ma tutaj mowy o pomyłce przy nadawaniu listów. Trzy kobiety muszą zmierzyć się z czymś niewiarygodnym, nie rozumiejąc intencji zmarłej przyjaciółki. Szybko jednak okaże się, że zmiany w ich życiu są po prostu... potrzebne, wręcz konieczne.

Mimo że język Higgins jest dość zwyczajny i zrozumiały, nie zachwycił mnie jakoś szczególnie. Ba, lektura pierwszych kilkunastu stron "Przyjaciółek" szła mi nawet mozolnie, na szczęście gdy fabuła zaczęła się rozkręcać, przygody głównych bohaterek całkowicie mnie pochłonęły. Utwór składa się z osiemnastu rozdziałów, które na przemian ukazują perypetie Kate, Sarah i Jo. Często krzyżują się one ze sobą dzięki, jak można się domyślić, silnej przyjaźni tych kobiet. Na samym końcu książki autorka zamieściła kilkanaście pytań dla czytelniczej grupy dyskusyjnej, a także parę słów o sobie i tematyce, jaką poruszyła w "Przyjaciółkach". Ponadto muszę przyznać, że zakochałam się w okładce tej powieści, jaką zaserwowało czytelnikowi wydawnictwo Świat Książki.

Treść jest raczej przewidywalna. Może gdyby opis książki zdradzał nieco mniej, byłaby bardziej zagadkowa i zaskakująca. Nie znaczy to jednak, że problemy bohaterek Higgins przedstawia w nudny i rozczarowujący sposób. Wręcz przeciwnie, robi to naturalnie i rzeczywiście, przez co odbiorca może łatwo wczuć się w daną sytuację, a nawet rolę którejś z postaci. Bo tak naprawdę wiele ze zdarzeń, jakie przytacza w swym utworze autorka, może znaleźć swoje odzwierciedlenie w realnym świecie. Na pewno niejedna kobieta, będąca żoną i matką, walczy z nudą w swoim małżeństwie lub walczy o to, by ten związek w ogóle przetrwał. Niejedna kobieta też stawia na pierwszym miejscu karierę, a dopiero potem rodzinę. Albo po prostu nie odczuwa potrzeby zawierania związku. Nie posiada instynktu macierzyńskiego, nie chce mieć dzieci. Albo wręcz przeciwnie - świetnie się z nimi dogaduje, ale za to nie potrafi uporządkować swego życia uczuciowego, bo jest święcie przekonana, że kocha tylko tego jednego, swą dawną miłość, która całkowicie ją zaślepia, czyniąc obojętną wobec nowych możliwości. Tak, takie kobiety istnieją. Ale nie wszystkie mają na wyciągnięcie ręki pomoc od przyjaciółki, która znałaby je na wylot. A taka była Rachel. Czerpała z życia jak najwięcej, ale w swych szaleństwach i mocnej dawce adrenaliny nigdy nie zapominała o najbliższych. Obserwowała uważnie to, co działo się z Kate, Sarah i Jo na przełomie wielu lat. Dostrzegała ich radości, smutki i zmartwienia z innej, bo własnej, perspektywy. Z perspektywy, o której jej przyjaciółki nie miały tak naprawdę pojęcia. I dopiero po śmierci Rachel mają okazję jej doświadczyć. Spojrzeć na własne życie innym okiem, zastanowić się nad tym, co trzeba zmienić, naprawić, ulepszyć. Odszukać radość i szczęście - jak za młodu. Pogodzić się z własnym losem w bardziej przystępny i niosący nadzieję sposób. A przy tym nie zapominać, że w razie kłopotów zawsze można znaleźć oparcie w bezgranicznej przyjaźni, dzięki czemu będzie ona nadal pielęgnowana.

Popłakałam sobie, czytając "Przyjaciółki". I to nie raz. Lisa Verge Higgins nawet w banalnych dialogach zawarła mnóstwo emocji, które, no cóż, musiały gdzieś znaleźć swe ujście. Jej powieść zdecydowanie należy do tych bardzo optymistycznych, podnoszących na duchu, lekkich, choć poruszających niełatwe tematy. Takiej przyjaźni, jaka łączyła bohaterki książki, tylko pozazdrościć. Sama oddałabym za posiadanie tytułowych przyjaciółek naprawdę wiele. Utwór w sam raz na niepogodne, pozbawione humoru dni, dla miłośniczek literatury kobiecej traktującej o życiu codziennym i niespodziankach, jakie los może zgotować dosłownie każdemu.

Za egzemplarz recenzencki uprzejmie dziękuję wydawnictwu Świat Książki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...